Siedem zwycięstw, osiem porażek, jeden remis to bilans piłkarzy siemiatyckiej Cresovii po 16 kolejkach rozegranych tej jesieni. Dało to 22 punkty i IX miejsce w tabeli na 16 zespołów. Bilans bramkowy ujemny: 27-34. Przed rokiem na półmetku rozgrywek siemiatyczanie byli wiceliderem. Upadek? Maksimum możliwości? Jaka będzie wiosna? Rozmawiamy z prowadzącym zespół Wojciechem Moczulskim.
- Dziewiąte miejsce po zakończeniu jesiennej rundy - niskie czy adekwatne do możliwości?
- Taka lokata jest dla nas słabym wynikiem i poniżej oczekiwań - mówi Wojciech Moczulski. - Jesienna runda nie była najlepsza w naszym wykonaniu, ale liga jest mocniejsza i bardziej wyrównana, niż to było w poprzednich sezonach. Wystarczy spojrzeć na tabelę. Do czwartego miejsca brakuje nam zaledwie pięć punktów. Niewiele. Wystarczy wygrać dwa mecze i przy niepowodzeniu innych drużyn jesteśmy zdecydowanie wyżej. Z drugiej strony dwunasty zespół ma tylko trzy punkty mniej od nas. Cel przed rundą był jednoznaczny, dosyć wysoko zawieszony, bo na półmetku rozgrywek chcieliśmy być w pierwszej trójce. Jeśli jednak nie punktuje się na wyjazdach, to ciężko osiągnąć taki cel. Nasza dyspozycja na wyjazdach - chyba dla mnie jako "głowy rodziny" - bo nie uważam się za trenera, lecz prowadzącego drużynę - jest bardzo zastanawiająca i do analizy. Z perspektywy czasu widzę, że w kilku spotkaniach, przede wszystkim wyjazdowych, taktycznie i personalnie ustawiłbym zespół inaczej. Czy to pomogłoby uzyskać lepszy wynik? Mam nadzieję, że tak.
- Zaskakuje tej jesieni duża liczba straconych bramek, prawie najwięcej w lidze.
- Jesteśmy drużyną, która stawia na ofensywną, otwartą grę. To preferujemy już nie pierwszy sezon, tego nauczył nas trener Marcin Stypułkowski. Mamy tylko jeden remis, co świadczy, że chcemy zgarniać całą pulę, ale nie zawsze to się udaje i opłaca. W dwóch meczach w bramce stał zawodnik z pola i straciliśmy łącznie 12 goli, więc jestem w stanie wybaczyć te straty. Myślę, że wiosną więcej będziemy już strzelać goli niż tracić.
- Oddzielny temat to czerwone kartki, których było wyjątkowo dużo.
- Czerwona kartka zawsze ma wpływ na przebieg spotkania, tym bardziej jak ma się jednego bramkarza i to on wylatuje z boiska. U nas zdarzyło się to dwukrotnie. Jak pokazuje doświadczenie, to spore ryzyko jechać na mecz z jednym bramkarzem, ale często takie są realia. Czwarta liga to nie zawodowstwo.
- Przejdźmy do formy i postawy zespołu. Jaka była w ocenie trenera?
- Postawa zespołu w każdym meczu była na najwyższym poziomie. Zawsze powtarzamy sobie w szatni, że może się nie udać podanie, przerzut czy strzał, ale walki nigdy nie może zabraknąć i tak było. Wiem i widzę, że ci, którzy siedzą na trybunach i krytykują nas, jednocześnie oczekują o wiele więcej, lepszej piłki, więcej goli, a przede wszystkim więcej punktów. Takim osobom chciałbym tylko powiedzieć, że chłopcy biegający po boisku pracują fizycznie po osiem - dziesięć godzin dziennie, i to nie za biurkiem, dlatego należy ich wspierać za to, że są i mają jeszcze chęci pomóc innym na boisku. Za takie podejście należy chwalić, a nie ganić i nie wymagać tego, co obejrzało się w telewizji w lidze mistrzów.
- Metryczki indywidualne dla zawodników - kto najlepszy? Kto zawiódł?
- Każdy z zawodników wnosi do zespołu coś od siebie, każdy jest innym zawodnikiem i posiada umiejętności na innym poziomie, ale wszystkich rozlicza się z maksymalnego zaangażowania i wykorzystania tego, co ma najlepsze. Nie zawsze tak było, ale każdy indywidualnie musi wyciągnąć wnioski i stawiać sobie poprzeczkę coraz wyżej.
- Kilka słów o czwartej lidze. Kto awansuje do trzeciej ligi? Jakaś drużyna czymś zaskoczyła?
- Nasza czwarta liga jest wyjątkowo mocna i nie ma jednoznacznego faworyta do awansu, ale wydaje mi się, że Wissa Szczuczyn i rezerwy suwalskich Wigier mają ku temu największe szanse. Przede wszystkim finansowo dadzą radę, a to jest główny aspekt powodzenia.
- Coś już wiadomo na temat przygotowań do wiosennej rundy?
- W zasadzie nie mamy przerwy. Przynajmniej dwa razy w tygodniu spotykamy się i mamy kontakt z piłką. Jeśli chodzi o kadrę, za wcześnie na takie sprawy.
- Co z trenerem Stypułkowskim? Wraca?
- Okaże się. Prawdopodobnie wszystko wyjaśni się po walnym zebraniu członków klubu, będziemy znać odpowiedzi na pytania - czy wróci, czy przyjdzie inny, czy będzie to funkcjonowało na dotychczasowych zasadach i w jakim kształcie kadrowym drużyna przystąpi do rundy rewanżowej.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze