Sto lat życia, rok urodzenia 1915. Kazimierz Różewicz z Bacik Dalszych gm. Siemiatycze 1 marca obchodził setną rocznicę urodzin. W dobrej kondycji, z uśmiechem na ustach w niedzielę świętował swoją „setkę” razem z rodziną, której część przybyła z Anglii.
Jednak pewne kłopoty z pamięcią, z wymową spowodowały, że o jubilacie opowiadali syn Marian z żoną Leontyną.
- Całe życie w Bacikach. Początki były bardzo trudne. Nie mieli oboje z żoną nic, jak tutaj przyszli. Jak to się mówi „ni konia, ni woza, ni powroza”. Początkiem było znalezienie bata. A to spowodowało, że później musiał się pojawić i wóz i koń. Dokupiona ziemia spowodowała, że można było gospodarzyć. I jak to bywa dalej, doczekali się czwórki synów, z których jeden zmarł na serce. Tylko jeden został na wsi. Wychowywali też dwie sieroty.
Jubilat dodał, że dorobił się 10 wnuków i 14 prawnuków.
Pan Kazimierz pamięta czas wojny.
- W wojnie, tutaj w bramce przy domu, zginęła moja matka. Do trzech Niemców, którzy tutaj byli, Ruscy stojący wówczas w Bacikach Bliższych otworzyli ogień. Do sąsiada chciała iść matka. Zginęła razem z Niemcami. Potem ciężko było. Pamiętam, że jeździłem do Białowieży drzewa ścinać piłą „twoja moja”. Z brodą rozbitą.
Pani Różewicz przypomniała zdarzenie z tych czasów.
- Jeździł do lasu w wielki mróz. Kiedyś, po noclegu, gdzieś tam, jak wszedł do domu i zdjął spodnie, to one od mrozu „stały”. A zimy wówczas były srogie, nie takie jak w tym roku. Spodnie trzeba było wysuszyć, bo na drugi dzień znów do lasu. I to 10 km.
Na pytanie o dobry humor jubilat powiedział, że był wesołym człowiekiem, pomimo tych trudności życiowych. Uśmiech nie schodził z ust. Dodał filuternie:
- A przeważnie jak kobiety zobaczyłem. Za każdą młodą musiałem się obejrzeć.
- Jeszcze 5 lat wstecz, to by pana z domu nie wypuścił. Tyle miałby do opowiadania. Najgorzej, że ma kłopoty z chodzeniem, bo rok temu spadł ze schodów. Po prześwietleniu w szpitalu w Hajnówce okazało się, że pękła kość w nodze. Od tej pory przestał chodzić. Ze zdrowiem jest nie za dobrze - ?
Następnego dnia z życzeniami od pani premier i od siebie przybył wójt gminy Edward Krasowski.
Panu Kazimierzowi należy życzyć następnych 100 lat z uśmiechem na twarzy.
Jacek Piotrowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, JP
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze