W tym roku mamy 70 rocznicę pacyfikacji wsi prawosławnych i zabójstwa furmanów przez oddział Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa. Temat ten wciąż w Bielsku budzi emocje.
Kilka tygodni temu osoby związane z ONR Białystok (organizacja ta przyznała się do tego) rozwiesiły w Bielsku i Hajnówce transparenty z napisem: kpt. Romuald Rajs Bury pamiętamy. Transparent szybko zdjęto, ale sprawa trafiła do prokuratury „Białystok Południe” – niejako wyspecjalizowanej w tematyce spraw dotyczących „podżegania do waśni na tle narodowościowym i religijnym”. 26 stycznia Rada Miasta Bielsk Podlaski przyjęła uchwałę w sprawie upamiętnienia ofiar pacyfikacji przeprowadzonej przez oddział „Burego” 70 lat temu. Uchwała, dość ostrożna w słowach, przyznaje fakt niezłomności działań podziemia zbrojnego, ale zwraca też uwagę na czyny godne potępienia, rzucające cień na działalność podziemia antykomunistycznego.
70 lat temu na terenie powiatu bielskiego i hajnowskiego, na przełomie stycznia i lutego 1946 roku, odział Pogotowia Akcji Specjalnej NZW pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa „Burego” dokonał pacyfikacji wsi: Zaleszany, Wólka Wygonowska, Zanie i Końcowizna oraz zabójstwa furmanów w okolicach wsi Puchały Stare, w wyniku czego zginęło 79 osób wyznania prawosławnego, narodowości białoruskiej, w tym kobiety i dzieci. Uchwała nie zapadła jednomyślnie. Poparło ją 16 radnych, przeciw było 3, zaś 2 wstrzymało się od głosu (radni PiS i prawicy). Wszyscy jednak po odczytaniu oświadczenia przez przewodniczącego rady uczcili pamięć ofiar minutą ciszy.
Po głosowaniu uchwałę skomentowała Danuta Karniewicz z PISu:
- Mieszkańcy Bielska, z którymi rozmawiałam powiedzieli mi, że potępiają wszystkie zbrodnie, wszystkie mordy na ludziach. Najczęściej były to osoby prywatne, czyli nic nie miały wspólnego z wojskiem. Wszystkie rodziny, tak samo czuły i tak samo przeżywają śmierć swoich bliskich. Dlaczego tylko te cztery wsie zostały wymienione? Były Chraboły, był Rajsk, były Stacewicze, była Sobótka. To mi daje do myślenia i dlatego powinniśmy się pochylić nad każdą śmiercią, nad każdym mordem. Powinniśmy po prostu wszystkie zbrodnie potępić, jakie się działy na naszym terenie. Powinniśmy szukać tego, co nas łączy, a nie tego, co nas dzieli.
- Nasze rodziny są przeplatane, tak jak moja. Gdybyśmy się przyjrzeli historii Bielska, to tej krwi jest wiele. Tak przynajmniej mówią starsi mieszkańcami naszego miasta. Wydaje mi się, że nam niepotrzebne są takie narodowościowe zagrywki. Jestem za tym, żeby pamiętać o wszystkich, po prostu o wszystkich – mówiła Iwona Kołos z Dla Bielska.
Kilka dni wcześniej radny PiS z Hajnówki, Bogusław Łabędzki złożył doniesienie do prokuratury na innego radnego, tym razem Tomasza Sulimę (Koalicja Bielska). Sprawa dotyczy wpisu na profilu facebookowym Sulimy na temat Danuty „Inki” Siedzikówny, sanitariuszki w oddziałach Łupaszki. Łabędzki uznał wpis za obraźliwy i złożył doniesienie motywując je koniecznością zachowania dobrego imienia „Inki”. Jego zdaniem wpis radnego z Bielska to dobre imię naruszył. Sprawa ta ostatecznie trafiła również do prokuratury „Białystok – Południe” i ta będzie go oceniała. Radny Łabędzki zwrócił się do premier Beaty Szydło z petycją wprowadzenia ochrony prawnej dobrego imienia żołnierzy antykomunistycznego podziemia.
Tomasz Sulima działa w stowarzyszeniach organizujących obchody upamiętniające ofiary „Burego” i działa w organizacjach związanych z mniejszością białoruską, natomiast radny Łabędzki organizuje marsze ku pamięci żołnierzy wyklętych i jest prezesem stowarzyszenia im. „Inki” Siedzikówny.
Jacek Prokopiuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot JaC
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze