Znalezienie miejsca na zaparkowanie samochodu w Siemiatyczach bywa problemem. Nie tylko w centrum miasta. Szczególnie widać to pod blokami, gdzie mieszkańcy często stawiają auta w różnych nieprzewidzianych miejscach.
A przecież zdarzają się sytuacje, że w określone miejsce, niekiedy pod drzwi klatek schodowych, muszą dojechać samochody różnych służb: policji, straży pożarnej czy służby zdrowia. I mają z tym trudności. Choć prezes Spółdzielni Mieszkaniowej w Siemiatyczach Jerzy Wawrentowicz twierdzi, że nie ma z tym problemu. Nie chciał na ten temat rozmawiać stwierdzając, że już wystarczająco się wypowiedział do Głosu Siemiatycz. Inaczej sprawę parkingów pod blokami i dojazdów widzi rzecznik Straży Pożarnej w Siemiatyczach, Jerzy Sitarski. - Droga pożarowa winna być oznakowana. Na niej obowiązuje zakaz parkowania wszelkich pojazdów. Ocena powyższego zagadnienia na siemiatyckich osiedlach jest skomplikowana. Nie zawsze stawiane wymagania są przestrzegane. Parkowane są pojazdy mieszkańców na drodze pożarowej. Wjazdy są blokowane przez słupki, pachołki, brak jest oznakowań. Ta problematyka jest przedmiotem kontroli prowadzonych przez funkcjonariuszy PSP. A przecież zgodnie z paragrafem 5 rozp. MSWiA z dnia 21 kwietnia 2006 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych, terenów (Dz. U. Nr. 80 poz. 563) właściciel lub zarządca terenu zobowiązany jest do utrzymania drogi pożarowej w stanie umożliwiającym ich wykorzystanie przez pojazdy jednostek ochrony pożarowej, zgodnie z warunkami określonymi w przepisach dotyczących dróg pożarowych. Na niektórych osiedlach (np. Sady) istnieją wolne miejsca porośnięte rachityczną trawą, przypominające klepiska. Czy nie można by ich wykorzystać w inny sposób, bardziej racjonalny?
Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Komentarze