Reklama

Rymowany przewodnik po Mielniku

- Miał być księdzem, został strażakiem. Szkolony do lania wody leje rymy na papier - tak sam siebie przedstawiał Józef Dołoto w czasie promocji swojego kolejnego zbioru wierszy.

        Tym razem coś w rodzaju przewodnika turystycznego pisanego wierszem. Spotkanie (poprowadziła je Anna Maruszeczko) odbyło się 22 sierpnia, w Ośrodku Dziejów Ziemi Mielnickiej. Było okazją do wspomnienia jak pisanie pana Józka się zaczęło, czy przypomnienia poprzednich wydawnictw.

      - Kiedyś, jeszcze w internacie, koledzy dali mi gitarę, że będę grał i śpiewał. Ale szybko mi tą gitarę zabrali, bo mój śpiew to tragedia. Potem wymyśliłem, że będę malował. Namalowałem Jezusa w Ogrójcu i jak zapytali mnie "Ten z brodą to kto?" stwierdziłem, że i malowania nie potrafię. Okazało się, że mam jakąś taką smykałkę do rymów. No i zostało pisanie - wspomina. - Napisałem około 200 wierszy. Trudno powiedzieć "wierszy". Raczej rymy składam. Czasami w dzień kilka wierszy mi się układa, a czasami ze trzy miesiące nic do głowy nie przychodzi. Pytają mnie niektórzy - po co piszę wiersze, których nikt nie czyta, albo książki wydaję, o które nikt nie pyta... Ja odpowiadam, że robię coś, co mi sprawia przyjemność. Może kiedyś się komuś przyda. Czasem ludzie się w tym odnajdują. Każdy coś w tym znajdzie dla siebie. Coś po sobie zostawiłem.

Reklama

        Józef Dołoto stworzył na przykład rymowaną historię Niemirowa, z którego się wywodzi:

        - Najpierw przepytywałem ludzi, zapisywałem historie rodzin Niemirowa. Nie zdążyłem wszystkiego opracować, weszło RODO. No i co zrobić? Ktoś zaproponował, żeby ludzi ksywkami ponazywać. We wsi, gdzie wiadomo, że mieszkańców często po nazwiskach się nie zna, a po przezwiskach najczęściej. No to już wiadomo było, że bym do Niemirowa nie wjechał. Ale pogadałem z mieszkańcami. Taka trochę dziennikarska robota to była. Oni mi poopowiadali, a ja zamieniłem na wiersz. Pokazałem każdej rodzinie. Oni zatwierdzili. Wyszedł rymowany plan zwiedzania Niemirowa. Zresztą, tu u nas nie ma szans, by ktoś się zgubił, straż graniczna zaraz zatrzyma - żartował pan Józef.

Reklama

        Wtedy wymyślił przewodnik po całej gminie Mielnik.

        - Zacząłem dokładnie 19 kwietnia 2018 roku. Po roku, w maju, teksty były gotowe i zaczęła się - jak to ja mówię - szlifierka. Pani Karbowska była moją recenzentką. Dopilnowała, żeby było to poprawne. Nawet mnie pochwaliła.

        "Mielnik. Raj dla turysty i rowerzysty" to turystyczny przewodnik wierszem pisany.

        - Okazało się, że nawet mieszkając tutaj sam nie wszystko o tej gminie wiem. Zaplanowałem taki trzydnik po gminie. Zaproszenie do zwiedzania. "Z buta" po Mielniku i gdzie się dało przeszedłem, tak by osobiście poczuć to, do czego zapraszam turystę. Gdzie nie mogłem dojść - jeździłem rowerem, tak by nie przegapić niczego. Miejscowych pytałem, by wszystko sprawdzić, dopytać, tak jak historia budynku w Tokarkach, gdzie dzielili Tokary na pół, część polską i białoruska. W pokrzywach sprawdzałem dojście do Źródła Prowały. Trzy dni mnie nogi swędziały.

Reklama

        Jak dodaje Dołota - książka jest tylko podręcznym przewodnikiem, informującym gdzie i co można zobaczyć.

        - By poznać dokładną historię odsyłam do publikacji historycznych, do poważnych źródeł. Ja tylko wierszem zainteresować chciałem Ziemią Mielnicka, jej pięknem, urokami, ciszą i spokojem. Czy mi się udało? Czytelnicy muszą ocenić.

        Wydawcą publikacji jest Gminna Biblioteka Publiczna w Mielniku (tam też można książkę nabyć). Swój wiersz bohaterowi spotkania przygotowali członkowie Klubu Literackiego z Siemiatycz, którego Dołoto jest prezesem. Wiersz swego autorstwa odczytał Mikołaj Żabiński.

Reklama

         Anna Kondraciuk, fot. ak

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2020-09-07 19:43:24

    brawo Józek :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama