Eugeniusz Mudel, radny miasta Siemiatycze, stanął przed Sądem Okręgowym w Białymstoku. W sądzie naprzeciwko radnego stawił się Janusz Majer, prezes miejskiej spółki wraz z mecenasem.
Stało się tak, gdyż Przedsiębiorstwo Komunalne w Siemiatyczach podało radnego do sądu o naruszenie dóbr osobistych w związku z wypowiedzią Eugeniusza Mudla podczas kwietniowej sesji rady miasta. Rozprawa w Białymstoku odbyła się w poniedziałek, 13 października. Prezes PK w imieniu spółki wnosił do sądu m.in. o zobowiązanie radnego do zamieszczenia stosownego oświadczenia (przeprosin) w "Głosie Siemiatycz" i wygłoszenie go na sesji rady miasta oraz zasądzenie od radnego na cel społeczny fundacji "Ratujmy" kwoty 1.500 zł tytułem zadośćuczynienia.
Nie-dozwolona krytyka W pozwie prezes PK Janusz Majer pisał m.in.: "Podczas sesji rady miasta Siemiatycze w dniu 2 kwietnia 2008 roku radny Eugeniusz Mudel, zgłaszając swoje zapytania do obecnego na sesji prezesa PK spółka z o. o. w Siemiatyczach, bezpodstawnie rozpowszechnił i upublicznił niesprawdzone i nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistym stanie faktycznym informacje zawierające sugestie co do nieuczciwych, noszących znamiona korupcji działań podejmowanych przez spółkę i jej pracowników, wskazując przy tym na korzyści, jakie z tego odnoszą. Pozwany w swym wystąpieniu sugerował, że pracownicy powoda przebywali w grudniu 2006 roku na wypoczynku w Świnoujściu w ramach delegacji służbowych, co pozostawało w bezpośrednim związku z niepobieraniem przez PK spółka z o.o. opłat od Oerlemans Foods Siemiatycze za odprowadzenie niestandardowych ścieków do miejskiej oczyszczalni. Działania pozwanego postawiły powoda i jego pracowników w niekorzystnym świetle i miały szerokie odbicie wśród społeczności lokalnej oraz naraziły powoda na utratę zaufania, dobrego imienia oraz zaciemniły wizerunek wypracowywany przez lata uczciwej działalności. Działania pozwanego jako radnego przekraczają bowiem granice celu społecznego, jakim jest dozwolona krytyka. Nikt nie odmawia czy nie odbiera pozwanemu prawa do krytyki, ta jednak powinna być konstruktywna".
Sąd wysłuchał... Prowadząca rozprawę sędzina pytała prezesa PK jakie to straty i poważne konsekwencje poniosła spółka po wypowiedzi radnego. - Po interpelacji radnego, burmistrz wezwał mnie na rozmowę, był zaniepokojony tym, co mówił radny podczas sesji. Żądał wyjaśnienia sprawy - mówił przed sądem Janusz Majer, prezes PK. - Po drugie treść szkalującej naszą firmę interpelacji radnego została zamieszczona w prasie. W związku z tym pogorszyła się nam współpraca z firmą "Oerlemans", która została wymieniona w sugestywnych pytaniach radnego. Straciliśmy zaufanie u kontrahentów z terenu województwa podlaskiego i lubelskiego. Podczas rozprawy sędzina pytała radnego skąd miał informacje dotyczące wyjazdów na wczasy pracowników i nienaliczania kar dla "Oerlemans". - Kilkakrotnie pytałem prezesa o naliczanie kar dla "Oerlemans". Niestety nie otrzymywałem satysfakcjonujących odpowiedzi - mówił Eugeniusz Mudel. - Informacje dotyczące wyjazdów na wczasy miałem od jednego z pracowników, ale nie zdradzę nigdy jego tożsamości. Podczas sesji byłem trochę zdenerwowany i może nieprecyzyjnie zadałem pytania prezesowi. Ja tylko pytałem jako radny, niczego nie stwierdzałem. Jako radny mam prawo do zgłaszania interpelacji.
Ugoda i umorzenie Sędzina po wysłuchaniu stron zaproponowała zawarcie ugody i umorzenie postępowania w sprawie. Obie strony przystały na taką propozycję. Radny Eugeniusz Mudel podczas najbliższej sesji rady miasta odczyta krótkie przeprosiny w wersji ustalonej przez sąd i zapłaci na rzecz spółki PK 150 zł - połowa kosztów procesu. Natomiast PK odstąpi od żądania zamieszczenia przeprosin w prasie i wpłaty 1.500 zł na rzecz fundacji "Ratujmy". Spółka zapłaci 150 zł - połowa kosztów procesu.
Sąd nie zamknie... Prezes PK zwrócił uwagę sądowi, że wnioskował też o nakazanie przez sąd radnemu zaprzestania w przyszłości naruszania dóbr osobistych powoda poprzez wygłaszanie informacji nieprawdziwych i niesprawdzonych, a dotyczących powoda. Sędzina skomentowała sugestię prezesa: - Zakończenie tej sprawy nie zamknie radnemu ust. Chodzi o to, by radny wiedział, że można mówić i wręcz trzeba zadawać pytania, gdyż jako radny jest głosem społeczeństwa. Natomiast nie można nikogo szkalować o rzeczy lub o fakty, na które nie ma się mocnych dowodów, gdyż jest to karalne. Trzeba mieć dobrych, rzetelnych informatorów. Takie rozstrzygnięcie sprawy ma cel wychowawczy.
Po raz pierwszy w historii miasta radny stanął przed sądem wraz z prezesem miejskiej spółki. Po zakończonej rozprawie radny Eugeniusz Mudel powiedział, że nadal będzie zgłaszał interpelacje i pytania dotyczące miejskich spółek i innych spraw dotyczących miasta. Jednak tym razem będą one precyzyjniej formułowane.
Marek Malinowski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Na zdjęciu prezes Majer z radcą prawnym przedsiębiorstwa
PS: Sądzenie radnych za pytania do przedstawicieli instytucji samorządowych, to bardzo niebezpieczny objaw. PK to nie jest prywatna firma. Od tego jest radny, by pytać. Mam nadzieje, że radni nie przestraszą się dziwnych sądów i dalej będą dochodzić prawdy w naszym, wyborców imieniu. I takich tylko wybierajmy w przyszłości.
Komentarze