Mieszkali obok siebie i ledwie kojarzyli się z widzenia. Przez Internet poznali się 4 lata temu, zostali parą i w lipcu tego roku wzięli ślub.
To Agnieszka mnie zaczepiła - To Agnieszka zaczepiła mnie przez Gadu Gadu – zaczyna opowieść Daniel, ale Agnieszka śmiejąc się zaraz uzupełnia: - To tylko dlatego, że chciałam porozmawiać z kimś z Siemiatycz. Lubiłam czatować, fajnie mi się rozmawiało z różnymi ludźmi. Nie miałam wtedy chłopaka. Czułam się taka trochę samotna, trochę smutna. Długo nie mogłam trafić na kogoś fajnego z Siemiatycz, a wiadomo, że kiedyś przychodzi taki moment, że jak miło się rozmawia z jakąś osobą, to chce się spotkać. Dlatego nie interesowały mnie za bardzo rozmowy z kimś z Krakowa, czy Warszawy. Wcześniej zagadywałam do chłopaków z Siemiatycz, ale raczej nie były to interesujące dyskusje. Takie można powiedzieć płytkie, często chamskie. – Ja też wtedy „byłem z Krakowa”, tam studiowałem -opowiada Daniel. – Przyjechałem do rodziców na weekend. Raz na miesiąc przyjeżdżałem i tak się złożyło, że akurat wtedy Agnieszka też usiadła do komputera i mnie zagadnęła. – Tego dnia wyświetliło mi się dwóch dostępnych panów w tym przedziale wieku, z Siemiatycz. Jednym z nich był mój były chłopak – mówi Agnieszka, – a drugim właśnie Daniel. Zobaczyłam, że z nim jeszcze nigdy nie gadałam. Zaczepiłam. Odpowiedział bardzo sympatycznie. – Ja dokładnie nie pamiętam, o czym rozmawialiśmy tego pierwszego razu – zastanawia się Daniel. – Utkwiło mi w pamięci to, że miło się rozmawia. Od razu wyczułem, że to bratnia dusza, a w dodatku z mojego miasta, Też zakładałem, że się wkrótce poznamy.
Dlaczego internet Oboje mieli za sobą internetowe znajomości, spotkania w realu ze znajomymi z czatu, czy komunikatorów. Oboje twierdzą, że nie zdarzyło im się rozczarować spotkaniem. Dlaczego wybrali internetowe znajomości? Owszem, mieli z kim pożartować, powygłupiać się. Nie mieli jednak znajomych w realu, z którymi dałoby się porozmawiać. Daniel uważa, że internet to studnia znajomości bez dna: – Jeśli jeszcze znasz języki to mówisz z ludźmi na całym świecie. Nie ograniczasz się do 16 tys. mieszkańców Siemiatycz. - Ale często rozmowa na czacie czy gadu gadu opiera się na flircie. Jak nie ma flirtu - nie ma rozmowy - Agnieszka wydaje się być rozczarowana. - Muszę przyznać, że gdy 5 lat temu zaczynałam swoją przygodę z czatem to ludzie byli inni. Teraz trudno jest wyłapać jakąś ciekawą osobę, taką, z którą można pogadać. Na necie siedzą głównie małolaty - podstawówka, gimnazjum. Kiedyś były to osoby starsze. Można było naprawdę porozmawiać na poważne tematy. Teraz zdarzają się zaczepki typu: „Masz chłopaka?”, „Mam” „No to pa”, albo zamiast „no to pa” pytanie „A nie chciałabyś go zdradzić?” Daniel do tej pory utrzymuje kontakt z niektórymi znajomymi. Zdarzało mu się odwiedzać internetowych znajomych w różnych miastach Polski, a znajomy z Portugalii odwiedził go w Krakowie: – To chyba moja najdłuższa znajomość. Od czasu poznania Agnieszki ukróciłem trochę internetowe kontakty z koleżankami. Ale nie dlatego, że to może wpłynąć na nasz związek – zaznacza Daniel. – Już nie potrzebowałem tego, Agnieszka dawała mi to, czego szukałem w necie. Poza tym tego typu rozmowy zabierają sporo czasu. Wolałem ten czas przeznaczyć Agnieszce.
Pierwszy raz po miesiącu - Kiedyś pilnowałam dziecka, a ono bawiąc się moim aparatem telefonicznym przez przypadek wybiło numer Daniela. Miałam jego numer telefonu, ale jeszcze nie odważyłam się zadzwonić. - Byłem na wykładach i nie mogłem odebrać telefonu. Zobaczyłem, że to Agnieszka. Zadzwoniłem i pierwszy raz usłyszałem jej głos. A ona odezwała się takim cichym głosem. Pierwsze odczucie – miły głos, chce się go słuchać. Dosłownie tak pomyślałem, że musze z nią utrzymać kontakt, że to dobry materiał na przyjaciółkę. Od razu dogadaliśmy się, że mieszkamy blisko siebie. - Jak się zobaczyliśmy, fakt, że niewiele widziałam, bo spotkaliśmy się wieczorem, a to był listopad, więc już było ciemno, to i tak miałam wrażenie, że gdzieś go widziałam. Daniel przypomina sobie żartując. – Ja cię kiedyś widziałem. Kiedyś, jak szedłem ulicą, to stałaś na schodach. I jak na gg powiedziałaś, że jesteś blondynką, to tak mi się kojarzyło. Jeszcze się za mną wtedy obejrzałaś. Pierwsze spotkanie odbyło się już po miesiącu: - Jak przyjechałem na weekend z Krakowa, to już byliśmy umówieni na spacer. Spacer się odbył. Rundka wokół ronda, zalew, ul. Grodzieńska, Górna. - Potem były jeszcze podchody, że może filmy ci jakieś przyniosę, jakąś muzykę – wspomina Agnieszka. - Od razu umówiliśmy się na następny wieczór. Spotkaliśmy się w domu, bo na dworze było zimno. - A to już była ta rozmowa wzruszająca? – Daniel przerywa pytając Agnieszkę i od razu wyjaśnia: – Nie od razu się w sobie zakochaliśmy. Na początku to raczej poczuliśmy w sobie bratnią duszę, tacy przyjaciele, którzy mogą ze sobą porozmawiać nie tylko o wesołych sprawach. Poopowiadaliśmy sobie o swoim życiu. – Na tym drugim spotkaniu wydaje mi się, że to nas najbardziej zbliżyło – rozmowa od serca, o kłopotach, problemach. Agnieszka opowiadała pamiętam, coś takiego wzruszającego i tak jakoś smutno się zrobiło, że chwyciłem ją za dłoń. Tak po przyjacielsku. - A chwilę wcześniej była taka gadka - żartuje Agnieszka - że żadne z nas nie chce się wiązać. Że chcemy być tylko przyjaciółmi. A za chwilę jakaś taka rozmowa i niby przyjacielski gest Daniela, a mnie dosłownie poraziło 220 volt. - Ja naprawdę zrobiłem to wtedy bez żadnych podtekstów, to miało być po przyjacielsku, a jakoś tak wyszło. Ja np. wychodziłem z założenia, że spotykamy się jako znajomi. Byłem w takim okresie, że nie chciałem żadnego związku, jak na złość wszystko potoczyło się inaczej niż planowałem. Nawet później byłem trochę zły na siebie, że jestem niekonsekwentny. Ale potem, to już nie było siły. Rozstaliśmy się, umawiając na wieczór kolejny i tego kolejnego już zaiskrzyło. Przegadaliśmy całą noc, do 6 rano. Najgorsze było to, że ja po tej nocy wsiadłem do autobusu o 8.15 i pojechałem do Warszawy i potem do Krakowa. Wcześniej przyjeżdżałem raz na miesiąc, potem zacząłem coraz częściej przyjeżdżać, raz na dwa tygodnie. Zostawała nam kafejka internetowa, telefony i smsy. Kosztowało to trochę. Jednego miesiąca musiałem całe stypendium poświęcić na rachunek telefoniczny. Internet nie zaszkodzi związkowi Oboje twierdzą, że nie zaglądają sobie przez ramię, jak drugie siedzi przy komputerze. - Jest jakaś nuta zazdrości, czy chęci kontroli, z kim Agnieszka rozmawia. Ale ufam jej i nie podejrzewam, że za moimi plecami będzie z kimś flirtowała – mówi Daniel. – Poza tym widzę, że nas obojga teraz już tak bardzo internet nie wciąga. – Już jak znałam Daniela to jeszcze rozmawiałam z różnymi osobami. Ale tak, jak wcześniej mówiliśmy, znaleźliśmy to, czego tam szukaliśmy. Teoretycznie nie mieliśmy w realu szans, by się spotkać. Daniel w Krakowie, ja studiowałam zaocznie w Warszawie. Nie chodziliśmy na dyskoteki, nie chodziliśmy do barów, nie mieliśmy wspólnych znajomych. Internet okazał się jedynym sposobem dla nas, by się połączyć.
Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Komentarze