Od czwartku 11 lutego (a właściwie od środy 10 lutego) trwają poszukiwania zaginionej Oleny Prełowskiej, 68-letniej Ukrainki, która zaginęła na św. Górze Grabarce. Kobieta nie jest mniszką, od 20 lat jest w Polsce, od trzech pomagała w klasztorze. Jest w złym stanie psychicznym, od jakiegoś czasu leczyła się na depresję, wiele razy powtarzała, że chce umrzeć, popełnić samobójstwo.
Kobieta jest niewysoka - 158 cm, waga około 55 kg, szczupłej budowy ciała, twarz okrągła, włosy szare, proste sięgające do ramion. Ubrana była na czarno: chusta na głowie, kurtka, spódnica, buty oraz czarny lub szary sweter. Wszystkie osoby, które widziały zaginioną lub mogą pomóc w ustaleniu miejsca jej pobytu, proszone są o kontakt z komendą powiatową policji w Siemiatyczach pod numerem telefonu 85 670 46 12, bądź z najbliższą jednostką policji - tel. 997.
A teraz wyjaśnienie, dlaczego napisałam, że poszukiwania trwają od środy. Po raz pierwszy Olena zaginęła w środę właśnie. Wyszła z klasztoru o 6 rano, nikogo nie informując dokąd idzie, wspominając tylko, że... chce się powiesić. Siostry na początku próbowały szukać Oleny same. Ok. godz. 13 poprosiły o pomoc policję.
O 13.00 zbiórka służb na świętej górze, rozpoczęcie poszukiwań. Są policjanci, strażacy z OSP z Kajanki i Moszczony Królewskiej, straż graniczna, młodzi księża i my. Kilkadziesiąt osób. Teren przeszukuje pies tropiący, nie łapie jednak konkretnego tropu.
Mamy trochę czasu, możemy uczestniczyć w poszukiwaniach. Osobówką objeżdżamy najpierw okoliczne lasy. Wyobraźnia podsuwa różne zakończenia. Mijamy Wilczą Górę. Jedziemy do Moszczony Królewskiej, Radziwiłłówki, potem skręcamy do Końskich Gór. Pusto. Oczywiście, po drodze mijamy i wóz straży pożarnej, i policjantów, i pieszy patrol, ale Oleny nie ma. Jedziemy do Grabarki, sprawdzamy nawet drewniany wychodek na polu namiotowym przy Świętej Górze... W lesie w Grabarce trafiamy na dzikie wysypisko śmieci, z całkiem świeżym transportem. Ale szukamy zaginionej.
Po około półtorej godziny od rozpoczęcia poszukiwań dostajemy informację: jest! znalazła się! żywa! Komendant Maciej Wesołowski jadąc z Bernadem Tycem zobaczyli, między Radziwiłłówką a Moszczoną Królewską, zmierzającą polną drogą w stronę lasu kobietę ubraną na czarno. To była Olena. Poszukiwania odwołano.
Kobietę przywieziono do klasztoru, mniszki potwierdziły, że to zaginiona. Była wychłodzona, wezwano do niej pogotowie, kobiety nie hospitalizowano. Można byłoby powiedzieć - happy end. Niestety.
W czwartek ok. godz. 10 Olena znów wyszła z klasztoru. Nie poinformowała nikogo gdzie się udaje. Do tej pory nie wróciła i nie nawiązała żadnego kontaktu ani z mniszkami, ani z bliskimi. Znów jest poszukiwana. Od czwartku do chwili obecnej szukają jej policjanci z Siemiatycz, Hajnówki, Wysokiego Mazowieckiego z psami tropiącymi, strażacy ochotnicy z kilkunastu jednostek, straż graniczna z wykorzystaniem śmigłowca, mieszkańcy. Miejmy nadzieję, że znajdą kobietę żywą.
Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego osobę w złym stanie psychicznym, która mówiła o próbie samobójczej i która teoretycznie wyszła, by swój zamysł zrealizować - pozostawiono samą sobie?
Anna Kondraciuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. AK i JSW
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze