Reklama

Poplenerowa wystawa fotografii

Do 16 listopada w SOK na Zaszkolnej można oglądać prace fotografików ze Studium Fotografii ZPAF w Warszawie. Słuchacze wyjeżdżają na plenery, by podejmować nowe tematy, szukać inspiracji do swoich prac w terenie. Od 24 do 27 maja przebywali w okolicach Drohiczyna. 19 października nastąpiło otwarcie wystawy ich prac w Siemiatyczach.

    O swojej przygodzie z fotografią mówi jeden z gości, Mariusz Dmowski:- Wystawa jest pokłosiem plenerów fotograficznych, które w ramach studiów fotografii Związek Polskich Artystów Fotografików w Warszawie organizuje oprócz toku całorocznego nauczania. Jeździmy w różne miejsca, tak jak w przypadku Drohiczyna. Wówczas dostajemy jakieś zadania, jest to element naszej edukacji.

       - Jakie?

       - Na tym plenerze to były: „Dusza materii”, „Rytmy i rymy” oraz „Decydujący moment”. Do tego trzeba podejść emocjonalnie, trzeba było wykonać kilka zdjęć w sposób raczej artystyczny.

Reklama

       - A jak można rozpoznać zdjęcie artystyczne?

       - Zawsze to jest chyba zależne od intencji samego autora, bo można zrobić dobre zdjęcie, nie mając na celu tego. Może być trochę przypadku, może daru od Boga. W moim przypadku, muszę ciężko pracować, żeby wykrzesać z siebie jakiś talent. Zapracować na swój warsztat, żeby przez fotografię coś powiedzieć. Samo zdjęcie nie musi porywać swoją stroną wizualną, ale nakład pracy czy też temat może poruszać np. jakiś problem społeczny. Uczymy się w szkole tego, aby nasze zdjęcia coś mówiły.

Reklama

     - Żeby odbiorca mógł je przeczytać?

     - To byłoby idealne, a gdyby jeszcze nie był potrzebny do nich komentarz i wystarczyłoby samo zdjęcie, to byłoby super. Potrzebny dobry warsztat i talent.

     - A dobry aparat?

    - Na pewno sprzęt jest ważny, natomiast ludzie robią piękne zdjęcia pudełkiem od zapałek. Taka fotografia otworkowa. Można z tego zrobić dobry aparat. W fotografii np. sportowej dobry sprzęt jest konieczny, niekoniecznie tak ma być w fotografii artystycznej.

     - Co znaczy ciężka praca w pana przypadku?

Reklama

     - Trening czyni mistrza.

     - Tym pan zarabia na chleb?

     - Tak, rozwijam się w ramach szkoły, ale także fotografuję zawodowo, pierwsze kroki stawiałem w lokalnej prasie. Ale chcąc coś więcej pokazać, a dalej mam takie dążenie, muszę liczyć się z ciężką pracą. Można z tego żyć, można mieć talent, ale nie umieć siebie sprzedać. Mnie jakoś się udaje.

       - Jakieś osiągnięcia?

       - Dla mnie na tę chwilę ważne są doroczne wystawy organizowane przez studium. Pozwala to na poznanie czy to, co robimy jest zrozumiale, czy podoba się. Na razie nie mam wielkich sukcesów, na razie jakieś regionalne konkursy i wygrane tam. To takie lokalne i nieśmiałe próby na razie.

Reklama

     - Jak zrozumieć to, że jest wasza wystawa w Siemiatyczach a zero publiczności?

     - Nie wiem z czego to wynika. Może z tego, że jest taka proza życia, brak czasu, obowiązki domowe nie pozwalają na wyjście z domu. Do tego sztuka przegrywa z telewizją. Pełno jest seriali. Mam taką receptę, kiedyś wystawiłem na śmietnik telewizor i dobrze żyję bez tego.

       - Proszę o przedstawienie grupy.

       - Przyjechali ze mną Katarzyna Navarra, Katarzyna Zawadzka i Piotr Wideryński.

       Jacek Piotrowski, fot. JP

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama