Reklama

Pomyłka 112

10/03/2016 12:22

Hucznie obchodzi się dzień numeru 112. Pokazuje nowoczesne sale z dziesiątkami monitorów, panie ze słuchawkami i mikrofonami, ubrane w pomarańczowe lub czerwone uniformy (ciekawe po co?). Świadomość społeczeństwa przeznaczenia numeru 112 jest dosyć duża, mimo wciąż wysokiej liczby wezwań taksówek, kominiarzy itp. pod tym numerem.

Dzwonimy pod 112 i co dalej? Dalej pani wysłuchuje nas, pyta gdzie jesteśmy (a nie zawsze potrafimy precyzyjnie określić) i wypełnia formularz (tzw. formatkę), który przez internet wysyła do straży lub policji, ewentualnie w przypadku zgłoszeń medycznych (niestety, też po „przesłuchaniu”) przełącza nas do pogotowia. Obsługa CPR robi to, czego ją nauczono, najlepiej jak potrafi. Ale system jest chory.

Reklama

Pali się „trochę większa stodoła” - po takiej informacji z Centrum Powiadamiania Ratunkowego (CPR), dyżurny straży wysyła dwa wozy straży zawodowej i kilka OSP. Może spalić się cała wieś. Po kilku minutach dowódca pierwszych strażaków, którzy docieraj na miejsce, prosi przez radio dyżurnego: - Upewnij się, czy to na pewno ten adres?

Tak, to ten adres. Na miejscu okazuje się, że pali się szopka... 2 x 3 metry.

„Pali się las koło kurników” - tzw. formatka z CPR alarmuje strażaków. Pożar lasu przy wietrznej pogodzie może być nie do opanowania. Kurniki obok to 25.000 - 50.000 kurcząt. Straty mogą być ogromne. Na pomoc jedzie wszystko, co jest w okolicy. Ale... tli się tylko ognisko 150 metrów za lasem. Raczej daleko od kurników.

Reklama

Informacja z CPR - zniszczone znaki geodezyjne. I jedzie patrol policji 30 km. Długo szuka pola. Znajduje. Ale nikogo tam nie ma. Na polu leży śnieg. Żadnych śladów. Zgłaszający nie odbiera telefonu. Okazuje się, że znaki zniszczono prawie 2 lata temu. Sprawa od dłuższego czasu jest w sądzie cywilnym. Tak minęły 2 godziny pracy patrolu.

Martwy łoś na drodze krajowej. Niby poważne zagrożenie. Straż wielkim samochodem na sygnałach, patrol policji z drugiego końca powiatu. I jest łoś, ale w rowie. Nawet nogi nie wystają na pobocze. Nikomu nie zagraża. Potrzebna tylko firma utylizacyjna.

Reklama

- Nikt z dyżurnych nie brał udziału w szkoleniu operatorów 112 - mówi, chcący zachować anonimowość, dyżurny straży. - Lawinowo rośnie liczba fałszywych alarmów i niewłaściwie dysponowanych sił. Wydłuża się czas dojazdu. Obsługa CPR nie zna topografii terenu. Odbierając zgłoszenie, nasz dyżurny pyta, czy skręcić za krzyżem, czy przed zagajnikiem. Mamy doświadczenie, wiemy o co pytać. Znamy teren. CPR przysyła tylko nazwę miejscowości. Zgłaszający często nie odbiera potem telefonu - zajęty jest ratowaniem dobytku albo udzielaniem pomocy poszkodowanym.

- Na wakacjach popełniłem błąd, dzwoniąc pod 112 - mówi pan Andrzej. - Po wichurze na drodze leżało drzewo. Panienka ze 112 oddzwaniała do mnie 3 razy, żeby się dopytać co i jak. Nie wiedziałem gdzie dokładnie jestem. W końcu przerwałem połączenie i zadzwoniłem na 998. Strażak, kiedy tylko usłyszał, że widzę maszty z antenami, droga jest z pokruszonego asfaltu, a na drodze leży akacja, znał dokładne moje położenie. Podziwiam!

Reklama

- Dzwoniący na 112, w sprawie np. zawału serca, jest najpierw „przesłuchiwany” przez panienkę, a dopiero potem przełączany do naszej dyspozytorki - mówi ratownik medyczny. - To niepotrzebna strata czasu, narażanie ludzkiego życia. Kiedy w pogotowiu odbieramy telefon, zespół wyjeżdża od razu, a koleżanka przez telefon cały czas instruuje zgłaszającego, jak ma udzielać pomocy.

Policja narzeka. Wiele spraw, które dostają z CPR, to sprawy cywilne. Nie wykroczenie lub przestępstwa. Doświadczony dyżurny segreguje je na etapie rozmowy ze zgłaszającym.

Reklama

- Wielu zgłaszających wystarczy uspokoić, chwilę porozmawiać. Często wystarczy umówić ich z dzielnicowym na następny dzień. Niestety, formatki z CPR bywają enigmatyczne, a zgłaszający nie odbierają telefonów. Nie możemy dopytać o szczegóły sprawy - skarży się policjant, też zastrzegający swoje personalia. - Informacje przychodzą z opóźnieniem, często z mylnymi adresami.

I wysyłają policjantów do błahych spraw, kiedy nocą na obszarze całego powiatu bywają tylko dwa, a nawet jeden patrol.

Centra powiadamiania ratunkowego to tylko niepotrzebne centrale telefoniczne, opóźniające pomoc. A w wypadkach zagrożenia życia, liczą się minuty, nawet sekundy.

Reklama

Nietrafiony jest argument, że nie wiemy, jakie służby powiadomić, a personel CPR wie. Dyżurny straży o wypadku sam niezwłocznie powiadamia pogotowie. Dyżurny policji o nieprzytomnym na ulicy alarmuje pogotowie.

Założenia były dobre. Miały być powiatowe centra powiadamiania ratunkowego. Obok dyżurnego straży miał siedzieć dyżurny pogotowia. Przygotowano nawet pomieszczenia. Całe budynki. Potem CPR-y miały być na kilka powiatów. Siemiatycki, bielski i hajnowski razem. Niestety, zarzucono te projekty.

Reklama

Niestety, problemy zaczną się za kilka miesięcy, kiedy dzwoniąc na 997, 998 i 999, dodzwonimy się do operatora 112 gdzieś w Polsce.

- Nawet sobie nie wyobrażam kosztów niepotrzebnych wyjazdów i liczby ofiar, kiedy zabiorą nam „dziewiątki” - mówi oficer straży.

Póki co, proponuję tradycyjnie dzwonić na 997, 998 i 999.

Jacek S. Wasilewski, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. jsw

Na zdjęciu: wg CPR to poważne zagrożenie na drodze krajowej.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama