Reklama

Pomnik ku pamięci białowieskich Żydów

Najpierw były pięcioletnie poszukiwania internetowe potomków białowieskich Żydów, potem powstał pomysł spotkania i stworzenia pomnika. W końcu, po 78 latach od mordu, Żydzi rozstrzelani przez niemieckiego okupanta w byłej żwirowni przy Ośrodku Edukacji Leśnej „Jagiellońskie” na terenie Nadleśnictwa Białowieża, zostali godnie upamiętnieni.

        Uroczystości odbyły 10 i 11 sierpnia. Wzięli w niej udział Żydzi obecnie mieszkający w Izraelu i USA, a których korzenie wywodzą się z Białowieży, okoliczna ludność, polityk Tomasz Cimoszewicz oraz Piotr Puchta, dyrektor Fundacji Ochrony Dziedzictwa Żydowskiego.

      Pomysłodawczynią i realizatorką całego przedsięwzięcia jest Katarzyna Winiarska z Fundacji Edukacyjnej Jacka Kuronia.

     - To Kasia. Oczywiście, że wiele osób pomogło, ale Kasia wszystkich mobilizowała. Ona jest niesamowita – przyznaje Paweł Winiarski, mąż Katarzyny. - Poszukiwania w Internecie rozpoczęła w 2014 roku. Odnalazła potomków Żydów, którzy przed II wojną światową mieszkali w Białowieży.

Reklama

     Naczelny rabin Polski. Michael Schudrich, przesłał list, w którym czytamy m.in. „Słowa nie mogą wyrazić tragizmu, który wydarzył się w tak spokojnym miejscu. Stoimy tutaj, aby upamiętnić horror, który się tu wydarzył. Przybyliśmy, aby modlić się za tych, którzy zostali zamordowani i za to, żeby takie bestialstwo nigdy więcej się nie powtórzyło”.

     Autorem pomnika upamiętniającego rozstrzelanie 77 białowieskich Żydów jest Lech Nowacki, artysta z Białowieży. Pomnik przedstawia siedem kamieni wystrzelonych z ogromnego kamienia, a właściwie z grysu betonowego.

Reklama

     - Całość jest dynamiczna, kamienie wylatują na boki, w konwulsjach. Pewnie tak ginęli rozstrzelani w tym miejscu Żydzi – mówi Lech Nowacki.

     Potomkowie białowieskich Żydów przyjechali z Izraela i Stanów Zjednoczonych. Przedstawiciele pięciu rodzin. W sobotę, na terenie Białowieża Pałac, spotkali się ze współczesnymi mieszkańcami Białowieży. W niedzielę byli na uroczystościach w lesie, miejscu straceń. Gdy opowiadali historie swoich rodzin, wielu zebranych płakało. To „Ludzie ludziom zgotowali ten los” (Zofia Nałkowska).

Reklama

     W byłej żwirowni koło Białowieży, w latach niemieckiej okupacji 1941 – 1943, zostało rozstrzelanych 486 mieszkańców Biało-wieży i okolicznych miejscowości. Mordowano tu Białorusinów, Po-laków, Rosjan, prawosławnych, katolików.

     - Ich od lat upamiętnia figura orła i krzyże dwóch wyznań, pamiętamy dziś też o nich – zwróciła się do zebranych w miejscu straceń Katarzyna Winiarska. - Jednak w tym miejscu zostali też zamordowani żydowscy mieszkańcy Białowieży, którzy nie zostali upamiętnieni do dziś tutaj, ani w żadnym innym miejscu naszej miejscowości. To dla nich dzisiaj się zebraliśmy.

Reklama

     Gehenna białowieskich Żydów rozpoczęła się od momentu zajęcia Białowieży przez wojska niemieckie 27 czerwca 1941 roku. Relacje znajdują się w archiwach i pamięci najstarszych mieszkańców. Tak jak w innych miejscach, Żydzi musieli nosić gwiazdę Dawida naszytą na ubraniu, mieli zakaz chodzenia chodnikami, nałożono na nich kontrybucję w złocie, srebrze, sowieckiej walucie i skórach, skonfiskowano im żywy inwentarz. Synagogę przerobiono na magazyn, a całą jej zawartość publicznie spalono. Żydzi musieli wykonywać ciężką, publiczną pracę m.in. przy naprawianiu drogi z Hajnówki do Białowieży niszczonej przez ciężki wojskowy sprzęt i przy budowie drogi między Białowieżą a Kamieniukami. Żydzi byli też wykorzystywani przez Niemców do zakopywania pomordowanych Polaków i Białorusinów.

     Masowa zagłada białowieskich Żydów rozpoczęła się 9 sierpnia 1941 roku.

Reklama

     - To wydarzenie pamięta wielu starszych mieszkańców Białowieży – stwierdziła Katarzyna Winiarska. - Wypędzonych Żydów zgromadzono w Parku Pałacowym, gdzie oddzielono kobiety, dzieci i starszych. Po deportacji do getta w Kobryniu, część białowieskich Żydów została przeniesiona do największego w tym regionie getta w Prużanach, skąd wywieziono ich do obozu zagłady w Auschwitz - Birkenau i zamordowano w komorach gazowych. Dzień po deportacji do getta kobiet i dzieci, 10 sierpnia 1943 roku, w miejscu w którym się znajdujemy, na terenie dawnej żwirowni, rozstrzelano 77 mężczyzn i chłopców żydowskich z Białowieży w wieku od 16 do 45 lat.

     Wśród gości znaleźli się żona, dzieci i wnuki, ocalałego z pogromu w Białowieży, Davida Waldshana, który jest żyjącym jeszcze świadkiem tamtych wstrząsających wydarzeń. On jako jedyny ocalał z całej rodziny, która z Prużan trafiła do Auschwitz. W jego imieniu głos zabrała córka:

Reklama

     - Jestem tu z moją rodzina w imieniu mojego ojca (…) W wieku 91 lat nasz ojciec ma niesamowity zapał do życia. Jest zawsze zdeterminowany, aby pozostać pozytywnym, doceniając jednocześnie to wszystko co ma dzisiaj. Po mimo lat ogromnego cierpienia, które przeżył tracąc całą rodzinę i pracując niewolniczo jako młody nastolatek podczas Holokaustu, w oparciu o wiele życiowych wyzwań, które musiał znosić, jego pozytywność i determinacja są bardzo inspirujące dla nas wszystkich. W na-szych sercach pozostanie pustka po naszych wspaniałych i kochających setkach krewnych, którzy zostali zamordowani 78 lat temu i nie dane nam było ich poznać. Okradziono ich z szansy przeżycia swoich lat, dumy z licznych osiągnięć ich syna, poznania synowej, wnuków, siostrzenic i siostrzeńców. Ich dusze żyją w moim ojcu. (...) Jesteśmy tutaj, aby pobłogosławić i uhonorować wspomnienia o naszych dziadkach, ciotkach i innych krewnych.

     Poza Davidem Waldshaninem (ur. 28 lutego 1928 roku w Białowieży), wśród ocalałych białowieskich Żydów znaleźli się: Izrael Malecki (ur. 8 stycznia 1910 roku w Białowieży, jako jedyny na krótki czas powrócił do Białowieży po zakończeniu wojny), kobieta o imieniu lub pseudonimie Sarenka (miała przed wojną knajpę w dzielnicy Krzyże), Leibel Feldbaum (przed wojną mechanik prowadzący firmę transportową), Nikołaj Pstyga (przeżył wojnę dzięki ucieczce do ZSRR) oraz Ludwik Zdaniecki (w trakcie wybuchu wojny przebywał w Białowieży). Prawdopodobnie przeżyła też jeszcze kobieta o nazwisku Rozencwajg, ukrywana na wsi pod Siedlcami.

Reklama

     Listę nazwisk przedwojennych Żydów odczytały dzieci z Białowieży. Do odmówienia modlitwy za ofiary Holokaustu zaproszono kantora Symcha Kellera (w 2009 roku otrzymał Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz dialogu polsko-ży-dowskiego). Na koniec spotkania nastąpiło zapalenie zniczy oraz tradycyjne układanie kamieni ku pamięci zmarłych. Uzupełnieniem tych obchodów będzie ustawienie na głównej ulicy Białowieży - Stoczku (przed wojną mieszkali tam gównie Żydzi) tablicy, na której przybliżona zostanie historia białowieskich Żydów.

     Wieczorem w Teremiskach, w teatrze prowadzonym przez Fundację Edukacyjną odbył się spektakl w reżyserii Joanny Troc "Sąsiedzi, których nie ma", oparty na zgromadzonych przez Katarzynę Winiarską, wspomnieniach najstarszych mieszkańców z Białowieży i okolic. Młodzi aktorzy zaprezentowali opowieści i historie swoich dziadków o tych, którzy zginęli w trakcie Holokaustu lub zmuszeni zostali do emigracji i porzucenia ziemi podlaskiej.

Reklama

     Nie wiemy ilu Żydów mieszkało w Białowieży przed wojną, nie zachowały się żadne dokumenty gminy żydowskiej, ani spisy mieszkańców. Mówi się o przynajmniej 500 osobach. Zagładę przeżyło zaledwie kilka osób.

     - Dziś, odsłaniając pomnik poświęcony zagładzie żydowskich mieszkańców Białowieży, jesteśmy tu dla wszystkich – tych nielicznych, którzy przeżyli i przede wszystkim dla tych, którzy zostali zamordowani – mówiła Katarzyna Winiarska podczas uroczystości w byłej żwirowni. - Większość z nich nie została nigdy pożegnana i opłakana. Większość z nich nie ma kto opłakać, bo nikt z rodziny nie przeżył. Możemy zrobić to my, dzisiaj, w 78. rocznicę egzekucji w żwirowni. Czas, żebyśmy po 78 latach zaczęli od nowa pamiętać o tych, którzy mieszkali w Białowieży przed wojną, tak samo jak polscy, białoruscy mieszkańcy. Na Krzyżach, Zastawie, Podolanach, Tropince i przede wszystkim na głównej ulicy – Stoczku, często dzieląc z katolikami i prawosławnymi te same domy, chodząc do tej samej szkoły i których synagoga stała w samym centrum Stoczka i po której zostały tylko fragmenty podmurówki. Czas włączyć historię białowieskich Żydów w historię Białowieży. Żydzi też stanowili element tej mozaiki kulturowej, którą zarówno my w Białowieży, jak i inni mieszkańcy Podlasia lubimy się chwalić. Pamiętać, to jedyne co możemy zrobić dla tych, co zginęli w zagładzie. Ale powinniśmy to robić też dla nas samych. Ludzie mnie często pytają czy jestem żydówką i jeżeli nie jestem, to dlaczego się tym zajmuję. Pytają mnie tak i Polacy, i Żydzi. Chciałabym, żeby kiedyś odpowiedź na to pytanie była oczywista. Historia Żydów w Białowieży, historia Żydów w Polsce, to nie jest tylko historia Żydów. To jest historia Białowieży, historia Polski. To jest nasza historia, każdego z nas, moja też. Z całym jej bagażem dobrym i złym. Im bardziej ją znamy i o niej mówimy, tym bardziej jesteśmy u siebie.

Reklama

       Krystyna Kościewicz, Andrzej Janiuk, fot. KK i AJ

 

 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama