Jubileuszowym koncertem z okazji 20-lecia działalności artystycznej Ukraińskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Ranok” zainaugurowano w Bielsku Podlaskim XXIV Festiwal Kultury Ukraińskiej na Podlasiu „Podlaska Jesień 2015”. Jedną z postaci związanych z tym zespołem jest jego akordeonista Piotr Ostaszewski, w przeszłości też piłkarz juniorskich drużyn Tura i Pilik, a dzisiaj radny miejski i członek zespołu Hoyraky.
- Pamiętam, że około roku 2000 uczyłem się dodatkowo języka ukraińskiego w szkole podstawowej nr 1 w Bielsku Podlaskim. Uczyła mnie Irena Wiszenko. Dowiedziała się, że chodzę również do szkoły muzycznej, do klasy akordeonu prowadzonej przez Eugeniusza Sacharzewskiego i zaproponowała mi występy w ludowym zespole pieśni i tańca. Nie do końca wiedziałem, co to za zespół. Skusiła mnie „piątka” na koniec roku z języka ukraińskiego i w sumie chyba chęć rozwoju muzycznego – mówi Ostaszewski.
Jak wspomina, przy zespole kierowanym od początku przez Elżbietę Tomczuk, działała grupa taneczna i on również próbował w niej swoich sił.
- Chyba lepiej jednak grałem niż tańczyłem, więc pozostałem przy graniu – żartuje.
Piotr Ostaszewski przyznaje, że pierwsza próba była dla niego szokiem. Przyszedł taki mały chłopczyk z akordeonem i nie wie, co się dzieje.
- Wszyscy się śmiali z mojego zawstydzenia, a ja próbowałem zagrać jakieś dźwięki. Na szczęście wszyscy przyjęli mnie bardzo ciepło – mówi. - Do tej pory utrzymuję kontakt z osobami z ówczesnego składu zespołu. M.in. z panią sołtys wsi Haćki, Aliną Korszak oraz Urszulą Ignaciuk, z którą spotkałem się później w zespole Hoyraky - dodaje.
Pierwszy koncert, jak wspomina, był ogromnie stresujący.
- Dostałem strój ludowy, całkiem ładny, tylko koszula była za duża. W graniu to nie przeszkadzało, można było podwinąć rękawy. Na koncert przyszła cała rodzina. Nawet babcia, osoba umuzykalniona, której normalnie trudno było się poruszać, wybrała się na koncert ukochanego wnuczka – wspomina.
Dawniej jedną z zachęt, która przyciągała młodych ludzi do ludowego zespołu były wyjazdy zagraniczne. Dzisiaj może nie jest to takie istotne. Możliwości indywidualnego podróżowania są większe.
- Jechaliśmy do Łucka na Ukrainie. Wtedy to była przygoda. Czy nas przepuszczą na granicy? Jak wypadnie muzyka, którą gramy na tle innych zespołów z Ukrainy? Pamiętam z tego wyjazdu ukraińskiego akordeonistę, który mówiąc dzisiejszym językiem po prostu „wymiatał”. Postanowiłem sobie wówczas, że będę od niego lepszy i zacząłem więcej improwizować z akordeonem. Nie do końca podobało się to mojemu nauczycielowi akordeonu, panu Sacharzewskiemu, że grałem stylem - nazwijmy to „basami legato” – śmieje się Piotr Ostaszewski.
W pewnym okresie – przyznaje Piotr – nawarstwiło się sporo zajęć dodatkowych i trzeba było coś wybrać.
- Grałem w zespole, trenowałem. Z juniorskiej piłki wchodziłem w dorosłą. Z czegoś trzeba było zrezygnować. Postawiłem na muzykę i myślę, że dobrze zrobiłem - dodaje.
Zespoły ludowe budowane najczęściej na uczniach szkół, mają taką wadę, że uczniowie kończą szkołę i wyruszają w świat. Większość kończy przygodę z graniem.
- Graliśmy koncert w operze kijowskiej, gdzie gościem był prezydent Ukrainy Juszczenko. Przed wejściem do opery ustawiono bramki z wykrywaczami na metal, takie jak na lotniskach. Za nic nie mogłem przenieść akordeonu, aby bramka nie zapiszczała. Na akordeon rzucili się ochroniarze prezydenta i zaczęli go sprawdzać, czy przypadkiem nie chcę dokonać zamachu na prezydenta. Coś tam cały czas „pikało” i wydawało odgłosy. Dyskusja z ochroną była dosyć długa i uciążliwa, zwłaszcza, że i ja dobrze po ukraińsku nie mówiłem. Wreszcie dali się ubłagać i przyniosłem akordeon, ale co się nasłuchałem, że naruszam zasady bezpieczeństwa przy prezydencie Ukrainy, wiem tylko ja – przyznaje akordeonista.
Sam koncert też nie obył się bez przygód.
- Byliśmy mocno zmotywowani, chcieliśmy się pokazać przed prezydentem, a ja tak się starałem, że doprowadziłem akordeon do stanu, w którym nie nadawał się do dalszego użytku. Nawet w trakcie koncertu odpadło kilka klawiszy z akordeonu – opowiada.
Po tych kilkunastu latach współpracy z zespołem, Ostaszewskiego nachodzą też różne refleksje.
- „Ranok” stał się nieodłączną częścią mojego życia. Jest grupa osób, z którymi stale spotykamy się na koncertach. Pozostała grupa przyjaciół. Przychodzą nowi, dla których mógłbym być już ojcem – mówi Piotr. Dzisiaj mamy inne społeczeństwo niż kilkanaście lat temu. Młodzież ma więcej zajęć dodatkowych i więcej możliwości spędzania czasu. Wydaje mi się, że dawniej młodzi ludzie podchodzili do występów w zespole z trochę większym zaangażowaniem.
W ramach festiwalu w Bielsku Podlaskim, Hajnówce i Siemiatyczach oraz w mniejszych miejscowościach południowej części województwa podlaskiego odbędzie się szereg imprez związanych z kulturą ukraińską, m.in. koncerty, wystawy, pokazy filmów i sztuk teatralnych.
Jacek Prokopiuk, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. Archiwum zespołu „Ranok”.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze