Podpalaczka, nadal znajduje się w szpitalu psychiatrycznym w Choroszczy. Tak, jak pisaliśmy, posiada zaburzenia psychiczne. Przebywając jeszcze w Siemiatyczach w areszcie, próbowała odebrać sobie życie. Była wzywana do niej karetka. W efekcie zawieziono ją do specjalistycznej placówki.
Na razie to tylko jedno takie zdarzenie. Wszyscy mają nadzieję, że to zwykłe zaprószenie ognia.
Podczas wizji lokalnej, przeprowadzonej dzień po zatrzymaniu w lasach koło Homot, przyznała się do podpaleń. Pokazała jak i gdzie podkładała ogień. W sprawie udział biorą już biegli, którzy ustalą, czy kobieta będzie mogła samodzielnie odpowiadać za swoje czyny. Na razie wszystko wskazuje na to, że ze względu na stan zdrowia psychicznego, nie będzie za siebie odpowiadać.
Przed dwoma tygodniami, pisaliśmy o kolejnym pożarze w tamtej okolicy. Tym razem, w niedzielę, 30 lipca paliło się w lesie leżącym w obrębie administracyjnym Oksiutycz. Ogień, tuż po godz. 15.00, zauważył mieszkaniec jednej z tamtejszych wsi. Paliło się poszycie. W akcji gaszenia udział brali strażacy zawodowi z Siemiatycz oraz OSP Moszczona Królewska, łącznie 8 osób. Gaszenie i dogaszanie ściółki trwało półtorej godziny. Spaliło się 0,2 hektara poszycia.
Wszystko wskazuje na to, że to znowu podpalenie. Mężczyzna zawiadamiający straż zauważył na piaszczystej drodze ślady od kół roweru, które wyraźnie zawracały naprzeciwko miejsca, gdzie się paliło. Tak, jakby ktoś przyjechał, poszedł podpalić i wrócił rowerem do wsi. Potem najechało się innych rowerzystów, samochody strażackie, prywatne, które zostawiły mnóstwo śladów. Zaraz zjawili się policjanci z Nurca Stacji oraz leśnicy. Policja objechała pobliskie wioski, ale niewiele udało się ustalić. Jeśli ktoś podpalił, to ślad po nim zaginął.
St. asp. Romuald Leoniuk, oficer prasowy siemiatyckiej policji: - Pożar ten można przypisać podpaleniu. Ogień znajdował się dosyć daleko od drogi, trudno więc o to, aby był zaprószony przez kogoś, kto szedł czy przejeżdżał tą drogą. Śledztwo trwa. Policja nie wyklucza, że zatrzymana podpalaczka nie działała sama, jak również to, że znalazła naśladowcę. Z drugiej strony, być może to zwykły zbieg okoliczności i przypadkowe zaprószenie ognia, bo ten pożar miał też nieco inny charakter. Od podpaleń, gdzie ogień podkładała Jolanta Ł., różnił się tym, że było tylko jedno ognisko i miejsce bardziej oddalone od Homot. Na razie policjanci i strażacy zanotowali tylko jedno takie zdarzenie w tamtej okolicy po zatrzymaniu Jolanty Ł. Miejmy nadzieję, że było to jednak przypadkowe zaprószenie ognia. Na zdjęciu strażacy ochotnicy z Moszczony Królewskiej.
Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze