Pocisk artyleryjski kaliber 122 mm, z okresu II wojny światowej, znaleziono w czwartek 15 marca, w lesie koło byłej strzelnicy, za budynkiem Zespołu Szkół w Siemiatyczach.
Zardzewiała śmierć Pocisk okazał się niewypałem. Leżał w dole, był lekko przysypany piaskiem. Prawdopodobnie nie został przez nikogo naruszony, mimo że ziemia wokoło była świeżo skopana. Miejsce znaleziska zostało zabezpieczone przez policjantów. Dzień później pocisk zabrali saperzy z białostockiego patrolu rozminowania. Tuż obok miejsca znaleziska, na sęku jednego z drzew, policja znalazła fragment starej kartki, z tekstami w języku niemieckim. Kto i po co go tam położył? Czy ten kawałek papieru leżał w ziemi tak długo, jak długo znajdował się tam pocisk? Prawdopodobnie tak. Saperzy mówili, że takie papiery często znajdowały się w skrzynkach, w których transportowane były pociski. Zaszło więc podejrzenie, że w okolicy mogą znajdować się kolejne pociski. Wykrywaczem metali przeszukano sporą część lasu - więcej pocisków nie było. Ziemia w tym miejscu jest pod tym względem czysta. A kartka okazała się fragmentem starej niemieckiej gazety. Wezwać saperów Saperzy nie rozbrajają niewybuchów, niszczą je: - Nikt z nas nie jest samobójcą, żeby grzebać w tych kilkudziesięcioletnich niewypałach. Zabieramy je na poligony i tam detonujemy - powiedział jeden z saperów, którzy przyjechali po niewypał. Saperzy zawsze sprawdzają teren wokół znalezionego niewybuchu. Znaleziska układają w specjalnym samochodzie, w poprzek do kierunku jazdy i dokładnie mocują. Kierowcę zabezpiecza płyta pancerna. W taki sposób przewożone są na poligon i tam detonowane. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze