Rok 2007 to wyjątkowy rok dla proboszcza parafii Nurzec – ks. Jerzego Olszewskiego. W tym roku bowiem przypadają dwie ważne, okrągłe rocznice w jego życiu - jubileusz 30-lecia kapłaństwa oraz 10-lecie probostwa w Nurcu. Z tej okazji publikujemy krótką historię oraz fragmenty rozmowy.
Ksiądz Olszewski urodził się 30 kwietnia 1948 roku w Bielsku Podlaskim. Zanim wstąpił do Seminarium Duchownego w Drohiczynie ukończył szkołę podstawową i zawodową w Szczuczynie i Technikum Mechanizacji Rolnictwa w Supraślu. Święcenia kapłańskie przyjął 26 czerwca 1977 roku, w parafii WNMP w Brańsku, z rąk biskupa Władysława Jędruszuka. Pracował w parafiach: Klichy, Śledzianów, Pobikry, Tokary, Szmurły. Proboszczem w nurzeckiej parafii jest od 7 sierpnia 1997 roku. Ksiądz Jerzy Olszewski przez wiele lat pracy zyskał miano budowniczego świątyń. Pierwsze prace budowlane związane były z przeniesieniem kapliczki w parafii Ostrożany. Potem był pierwszy kościół i cmentarz grzebalny w Czajach, następnie kaplica w Siemichoczach. W Szmurłach kontynuował budowę kościoła, rozpoczętą przez poprzedniego proboszcza. Prowadził prace wykończeniowe budynku kościoła i wieży w Nurcu, doprowadzając tym samym do konsekracji świątyni. - Co zaliczyłby ksiądz do swoich głównych osiągnięć w parafii Nurzec? - W dziedzinie spraw duchowych ważnym dokonaniem było uregulowanie sytuacji wielu par żyjących bez ślubu, poprzez doprowadzenie do przyjęcia sakramentu małżeństwa, oczywiście w takich wypadkach, gdzie nie było przeszkód. Takich par było około 40. - Zdarzyło się, żeby ksiądz udzielił sakramentu małżeństwa bez opłaty? - Tak, wiele było takich przypadków. Właściwie we wszystkich przypadkach, gdzie ludzie zawierali małżeństwo po iluś latach wspólnego życia nie było praktycznie opłat albo były bardzo symboliczne. W dziedzinie budowlanej niewątpliwie największym osiągnięciem było dokończenie budowy kościoła i doprowadzenie do konsekracji. W Nurcu główny problem polegał na tym, że budowę kościoła prowadziło kilku księży. Ks. Zenon Pietrzuczak rozpoczął budowę tej świątyni, później prace kontynuował ks. Stanisław Kozłowski, a jeszcze później ks. Roman Trusiak. Wszystko trzeba było jakoś ujednolicić i doprowadzić do konsekracji. Dokończona została budowa wieży kościelnej, na nowo zaprojektowano prezbiterium. Cały kościół otynkowany, pomalowany na zewnątrz i wewnątrz. Także wiele drobniejszych prac, zmierzających do ujednolicenia projektu architektonicznego kościoła. Ponadto przeprowadziłem remont plebanii, dokończyłem budowę ogrodzenia cmentarza. Ułożono chodnik przed kościołem, rozpoczęto budowę ogrodzenia kościoła. Uregulowałem sprawę działki przy plebanii, która teraz należy do parafii. - Gdyby proboszcz miał budować ten kościół od początku, to co uległoby zmianie? - Na pewno byłby znacznie mniejszy i bardziej dostosowany do potrzeb tej parafii. Z pewnością byłby budowany też w innym miejscu, na dawnej działce kościelnej przy ul. Piaskowej. Tam przed wojną rozpoczęto budowę kościoła ale nie wrócono już do jej kontynuacji. Wmurowany był nawet akt erekcyjny, zatwierdzono plany budowy, nie wiem z jakich powodów nie powrócono po wojnie do dalszej budowy świątyni w tym właśnie miejscu. Ta lokalizacja byłaby bardziej korzystna, mielibyśmy kościół prawie w samym centrum miejscowości. - Gdyby miał ksiądz ocenić któreś ze swoich przedsięwzięć budowlanych pod względem stopnia trudności? - Wszystkie budowy były trudne. Jeżeli chodzi o sprawy związane z doprowadzeniem kościoła do konsekracji, to najtrudniej było chyba w Nurcu. Z tej racji, że prace prowadziło kilku księży, każdy widział to inaczej, wnosił coś własnego do tego projektu. Większość prac w innych parafiach doprowadzałem od początku do końca, więc było łatwiej. - Wielokrotnie twierdził ksiądz, że Nurzec to trudna parafia. Na czym polega ta trudność? - Trudność polega na tym, że w większości tu są ludzie napływowi, z całej Polski. Kiedyś przyjeżdżali do Nurca w poszukiwaniu pracy. W tej chwili większość zakładów nie funkcjonuje, ludzie pracy nie mają. Wiele jest rodzin rozbitych, patologicznych. Wiążą się z tym różne problemy. W większości jest to parafia robotnicza. - I to jest trudność? - Tak, jest to trudność. Ludzie różnych regionów i zakątków, którzy stracili pracę, kiedy nurzeckie zakłady zostały polikwidowane, często nie mogą się odnaleźć w nowych warunkach wolnego rynku. Co innego pracować w parafii typowo wiejskiej, gdzie dominują rolnicy. Wszyscy mają swoje gospodarstwa, domy, ziemie. Oni wiedzą, czego chcą, oni to szanują, bardziej są przywiązani do Kościoła, bardziej dbają o sprawy kościelne. - Kiedy rozpoczynał ksiądz pracę w Nurcu, mówił, że zameldował się tutaj na 10 lat. Co dalej? - 10 lat się kończy. Trzeba się teraz zameldować na lat 15. - Co zatem w ciągu ewentualnych 15 lat trzeba jeszcze w parafii zrobić? - Między innymi trzeba zwieńczyć wieżę. Plany zwieńczenia są już zatwierdzone przez księdza biskupa i być może w niedalekiej przyszłości zostanie to zrobione. Dobrze byłoby wymienić ławki w kościele i ogrodzić kościół. Księdzu Jubilatowi życzymy zdrowia i sukcesów w dalszej drodze kapłańskiej. Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. EMI
Komentarze