We wrześniu gminę Perlejewo wizytowali goście z Niemiec. O wizycie tej rozmawiamy z wójtem gminy Perlejewo, Krzysztofem Radziszewskim.
- Czego chcieli Niemcy?
- Zobaczyć, czy istnieją u nas warunki możliwe do stworzenia w przyszłości wioski energetycznej - mówi wójt Krzysztof Radziszewski. - Chcieli przyjrzeć się strukturze i wielkości gospodarstw rolnych, zobaczyć strukturę upraw, kubaturę miejscowości, wszystko, co może mieć wpływ na ewentualną realizację takiego projektu.
- I co zobaczyli?
- Obwieźliśmy ich po kilku miejscowościach i większych gospodarstwach rolnych. Ich reakcja była pozytywna. Mamy się czym pochwalić, bo gospodarze w naszej gminie są prężni, posiadają duży areał, dużo bydła, a gospodarstwa są nowoczesne.
- Coś obiecali?
- Może nie obiecali, bo za wcześnie na to, ale wykazali duże zainteresowanie wdrożeniem u nas projektu budowy wioski energetycznej. Mamy ze sobą stały kontakt, wkrótce przyjadą do naszej gminy ponownie. Jednym z wizytatorów był Lutz Ribbe – dyrektor Oddziału Ochrony Przyrody EuroNatur w Bonn, od ponad 20 lat pracujący i wdrażający w Europie na różną skalę odnawialne źródła energii. Jesteśmy mile zaskoczeni tym, że Niemcy chcą się podzielić z nami swoim 20–letnim doświadczeniem.
- I to właśnie chodzi o te odnawialne źródła energii?
- Tak. Kilka lat temu urząd marszałkowski organizował wyjazd studyjny do Bawarii w Niemczech. Byłem jednym z uczestników tego wyjazdu. W regionie tym struktura gospodarstw i ich wielkość jest zbliżona do naszych warunków. Niemcy pokazali nam możliwości pozyskania energii odnawialnej z biomasy. Bardzo spodobały mi się ich pomysły dotyczące wykorzystania odpadów z produkcji rolnej - obornika, gnojowicy. Surowcem może też być trawa, kukurydza itp. Moim marzeniem jest przeniesienie ich rozwiązań na nasz teren.
- Ale zdaje pan sobie sprawę z tego, że ewentualna budowa biogazowi, czego mamy dobitny przykład w gminie Sarnaki, może budzić niechęć?
- Przede wszystkim zależy mi na tym, aby informacja o moich zamierzeniach dotarła do społeczeństwa. Moim zdaniem największym wrogiem człowieka jest brak wiedzy. Dlatego zorganizujemy w najbliższym czasie szereg spotkań z mieszkańcami gminy. Najlepszym sposobem na przekonanie mieszkańców jest obejrzenie istniejących instalacji, więc możliwe będą też wjazdy. Dodam, że Niemcy otrzymali od nas niezbędne informacje na temat naszej gminy. Przeanalizują nasze możliwości i udzielą nam odpowiedzi, czy możliwa jest u nas budowa wioski energetycznej. Analizę taką sporządzą nam bezpłatnie. Największe obawy budzi we mnie sytuacja, kiedy nasi rolnicy będą zainteresowani projektem, ale z analizy opracowanej przez stronę niemiecką projekt taki może okazać się na naszym terenie niemożliwy do realizacji.
- Na co ukierunkowane byłyby działania?
- Na małą biogazownię, która wytwarzałaby energię prawdopodobnie tylko dla jednej wsi. Wsi, w której jest odpowiednia obsada inwentarza. Być może właśnie obornik byłby wsadem. A może i kukurydza? Myślę, że na obecnym etapie za wcześnie mówić o takich sprawach. Na razie były to rozmowy, u siebie wizytatorzy mieli przeanalizować zebrane dane i informacje, na kolejnej wizycie je uzupełnić. Cel byłby jeden - wytwarzanie energii na własne potrzeby, poza tym prądu i ciepłej wody, na bazie tego, co dostarczaliby rolnicy. Niezależność energetyczna przekłada się przede wszystkim na niższe rachunki za prąd i ogrzewanie.
- Czy wytypowano wstępnie już wieś do tego przedsięwzięcia?
- Nie. Zdecydowanie za wcześnie na coś takiego.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze