16 listopada minął termin zgłaszania szkół podstawowych do udziału w programie „Owoce w szkole” na II semestr. Jak się okazuje, dostęp do programu wcale nie jest taki oczywisty i bezproblemowy. Trudności mają zwłaszcza małe szkoły.
We wrześniu informowaliśmy o programie „Owoce w szkole”, którego realizatorem jest Agencja Rynku Rolnego. Żeby szkoła mogła uczestniczyć w tym programie, musiała być odpowiednio wcześniej zgłoszona do projektu. By uczniowie klas I-III mogli otrzymywać codzienną porcję warzyw lub owoców w pierwszym semestrze nauki roku szkolnego 2009/2010, dyrektorzy szkół musieli dokonać zgłoszenia placówki najpóźniej do 11 września. Realizacja dostaw produktów w pierwszym semestrze rozpoczęła się 19 października i ma potrwać do 12 lutego. 16 listopada minął termin zgłaszania szkół do udziału w tym programie na drugi semestr roku szkolnego. Postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda odzew ze strony szkół podstawowych w naszym powiecie na powyższą akcję. Zgłosiło się 11 szkół Na liście szkół zgłoszonych do programu na pierwszy semestr znalazły się 274 szkoły z województwa podlaskiego. Wśród nich - 11 podstawówek z naszego powiatu (na ponad 20 istniejących). Są to placówki w: Śledzianowie (liczba uczniów zgłoszonych do programu – 25), Drohiczynie (104), Czartajewie (53), Grodzisku (138), Szerszeniach (38), Siemichoczach (25), Milejczycach (59), Nurcu-Stacji (71), Mielniku (64), Kłopotach Bujanch (13), Tołwinie (31). Niestety, jak się okazało, szkoła widniejąca na liście zakwalifikowanych do udziału nie znaczy szkoła realizująca program. W październiku ruszyło wydawanie owoców i warzyw uczniom klas I-III tylko w 4 spośród zgłoszonych szkół. Ministerialny program ruszył w Drohiczynie, Grodzisku, Milejczycach i Nurcu. Dostawcy pilnie poszukiwani Pozostałe placówki z listy zakwalifikowanych, mimo najszczerszych chęci, nie miały możliwości przystąpienia do realizacji tego programu, dodajmy, że nie z własnej winy. Warunkiem realizacji dostaw owoców i warzyw dla uczniów danej szkoły było zawarcie niezbędnej umowy pomiędzy szkołą a dostawcą. Z całego województwa podlaskiego do obsłużenia programu „Owoce w szkole” zostały zatwierdzone tylko trzy podmioty. Są to: firma „Valor” z Białegostoku, PHU „Mango” z Hajnówki oraz SJ. „Arhelan” z Bielska Podlaskiego. Można więc się domyślać, w czym tkwi problem z dostarczeniem produktów. Firmom po prostu nie opłaca się współpraca z małymi szkołami, gdzie trzeba byłoby dowieść np. 20 porcji świeżych produktów. - Małe szkoły, te na uboczu, pozostawione są same sobie. Wiadomo, że ani Białystok, ani Hajnówka nie będzie zainteresowana współpracą z takimi małymi szkołami. Nie tylko ze względu na odległość, ale także na niewielką liczbę uczniów objętych programem, a co za tym idzie także niewielką ilość wydawanych porcji – powiedziała dyrektor szkoły podstawowej w Siemichoczach, Helena Kapuścińska. – Arhelan też nie był zainteresowany podpisaniem umowy z nami. Dzwoniłam do Agencji Rynku Rolnego w Białymstoku, dopytywałam o inne możliwości rozwiązania tej sprawy. Niestety, nie może być to żaden inny dostawca, tylko ten zatwierdzony. Powiedziano mi tylko, żebym próbowała w kolejnym semestrze. Podobnie nieprzystąpienie do realizacji programu tłumaczyła większość dyrektorów zakwalifikowanych szkół, którzy deklarowali jednocześnie zgłoszenie placówki do programu na drugi semestr. W tej jednak sytuacji trudno dziwić się tym kierownikom, którzy wahają się co do kwestii zabiegania o zakwalifikowanie na drugie półrocze. Powody braku zainteresowania Z powiatu siemiatyckiego tylko połowa szkół zgłoszona została do programu. O ile nie można się dziwić szkołom w małych miejscowościach z niewielką liczba uczniów, o tyle może zastanawiać fakt niezainteresowania programem ze strony większych placówek, chociażby siemiatyckich, które raczej nie miałyby problemu ze znalezieniem dostawcy. - Nie zgłaszałem szkoły do udziału w tym programie – tłumaczy dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Siemiatyczach, Alfred Bajena – ze względu na kwestie organizacyjne. Całością tej akcji musiałby się zajmować ktoś, niezależnie od innych zajęć i obowiązków, a tego nie potrafię przeskoczyć. Na chwilę obecną nie zastanawiałem się też nad zgłoszeniem szkoły w II semestrze. Niewykluczone, że kwestię tę podejmiemy na najbliższej radzie pedagogicznej (komentarz z wtorku, 10 listopada). Dyrektor Szkoły Podstawowej w Perlejewie, Urszula Kamińska, zapytana o powód niezgłoszenia szkoły do programu w I semetrze powiedziała enigmatycznie: - To jest czas jesieni, więc owoce są w sadzie. Zgłosiłam szkołę do programu w drugim półroczu. Chętnie jedzą Dyrektorów tych szkół, w których program jest realizowany, zapytaliśmy o zainteresowanie wśród dzieci takimi przekąskami, a także o to, czy przystąpienie do akcji wymagało rozwiązania jakiś szczególnych trudności. - W naszej szkole dzieci jak najbardziej są zainteresowane tymi owocami i warzywami. Na początku zapomniałam poinformować je o tym, że te porcje będą otrzymywały przez 4 dni w tygodniu, więc w piątek, kiedy nie było dostawy, przybiegały z pytaniem, dlaczego dziś nie ma owoców? Dzieci chętnie spożywają warzywa i owoce, nie zauważyliśmy też, żeby nie zjadały i wyrzucały do kosza. Nawet te niezbyt popularne u dzieci warzywa, jak papryka czy marchew. Naszym dostawcą jest firma z Hajnówki. Wszystko przebiega dość sprawnie, więc nie mamy z tego powodu żadnych trudności organizacyjnych. Oczywiście wymaga to troszkę więcej pracy od pani intendentki, która zajmuje się bezpośrednio wydawaniem, od wychowawców i nauczycieli, którzy są odpowiedzialni za rozdanie tych porcji dzieciom, ale to przecież nie jest wielki wysiłek – tłumaczy dyrektor Zespołu Szkół w Grodzisku, Teresa Kosińska. - Nasze dzieci bardzo chętnie spożywają owoce i warzywa. Współpracujemy z firmą z Sokołowa Podlaskiego. Jesteśmy mile zaskoczeni tym, jak to wszystko jest bardzo schludnie i estetycznie podane. Trudności większych z organizacją rozdania porcji dzieciom też nie mamy. Wiadomo tylko, że nie może to się odbywać na przerwie, na której wydawane są posiłki w szkole. Ale przecież przerw jest dużo, więc wszystko można pogodzić – powiedziała dyrektor Zespołu Szkół w Drohiczynie, Dorota Kowalczuk. A co na to dzieci? Czy program jest potrzebny? Najlepiej wiedzą to dzieci. Zapytaliśmy uczennicę I klasy jednej ze szkół realizujących program. - Przed obiadem pani nas woła i rozdaje nam owoce, a czasami woreczki, w których są pokrojone warzywa, np. papryka albo ogórek. Niektóre dzieci jedzą od razu, a inne – jak nie lubią – zabierają do domu. Jak są jabłka albo gruszki, to zjadam, ale kiedy dostajemy paprykę, zanoszę ją do domu. Dzisiaj nie było owoców ani warzyw, ale dostaliśmy soczek w butelce. Pozostaje mieć nadzieję, że drugi semestr roku szkolnego 2009/2010 będzie bardziej sprzyjał tym szkołom, którym nie udało się w pierwszym półroczu.
Komentarze