Reklama

„Owoce w szkole”, ale nie w każdej

18/11/2009 11:31
16 listopada minął termin zgłaszania szkół podstawowych do udziału w programie „Owoce w szkole” na II semestr. Jak się okazuje, dostęp do programu wcale nie jest taki oczywisty i bezproblemowy. Trudności mają zwłaszcza małe szkoły.
          We wrześniu informowaliśmy o programie „Owoce w szkole”, którego realizatorem jest Agencja Rynku Rolnego. Żeby szkoła mogła uczestniczyć w tym programie, musiała być odpowiednio wcześniej zgłoszona do projektu. By uczniowie klas I-III mogli otrzymywać codzienną porcję warzyw lub owoców w pierwszym semestrze nauki roku szkolnego 2009/2010, dyrektorzy szkół musieli dokonać zgłoszenia placówki najpóźniej do 11 września. Realizacja dostaw produktów w pierwszym semestrze rozpoczęła się 19 października i ma potrwać do 12 lutego. 16 listopada minął termin zgłaszania szkół do udziału w tym programie na drugi semestr roku szkolnego. Postanowiliśmy sprawdzić jak wygląda odzew ze strony szkół podstawowych w naszym powiecie na powyższą akcję.
          Zgłosiło się 11 szkół
          Na liście szkół zgłoszonych do programu na pierwszy semestr znalazły się 274 szkoły z województwa podlaskiego. Wśród nich - 11 podstawówek z naszego powiatu (na ponad 20 istniejących). Są to placówki w: Śledzianowie (liczba uczniów zgłoszonych do programu – 25), Drohiczynie (104), Czartajewie (53), Grodzisku (138), Szerszeniach (38), Siemichoczach (25), Milejczycach (59), Nurcu-Stacji (71), Mielniku (64), Kłopotach Bujanch (13), Tołwinie (31). Niestety, jak się okazało, szkoła widniejąca na liście zakwalifikowanych do udziału nie znaczy szkoła realizująca program. W październiku ruszyło wydawanie owoców i warzyw uczniom klas I-III tylko w 4 spośród zgłoszonych szkół. Ministerialny program ruszył w Drohiczynie, Grodzisku, Milejczycach i Nurcu.
          Dostawcy pilnie poszukiwani
          Pozostałe placówki z listy zakwalifikowanych, mimo najszczerszych chęci, nie miały możliwości przystąpienia do realizacji tego programu, dodajmy, że nie z własnej winy. Warunkiem realizacji dostaw owoców i warzyw dla uczniów danej szkoły było zawarcie niezbędnej umowy pomiędzy szkołą a dostawcą. Z całego województwa podlaskiego do obsłużenia programu „Owoce w szkole” zostały zatwierdzone tylko trzy podmioty. Są to: firma „Valor” z Białegostoku, PHU „Mango” z Hajnówki oraz SJ. „Arhelan” z Bielska Podlaskiego. Można więc się domyślać, w czym tkwi problem z dostarczeniem produktów. Firmom po prostu nie opłaca się współpraca z małymi szkołami, gdzie trzeba byłoby dowieść np. 20 porcji świeżych produktów.
          - Małe szkoły, te na uboczu, pozostawione są same sobie. Wiadomo, że ani Białystok, ani Hajnówka nie będzie zainteresowana współpracą z takimi małymi szkołami. Nie tylko ze względu na odległość, ale także na niewielką liczbę uczniów objętych programem, a co za tym idzie także niewielką ilość wydawanych porcji – powiedziała dyrektor szkoły podstawowej w Siemichoczach, Helena Kapuścińska. – Arhelan też nie był zainteresowany podpisaniem umowy z nami. Dzwoniłam do Agencji Rynku Rolnego w Białymstoku, dopytywałam o inne możliwości rozwiązania tej sprawy. Niestety, nie może być to żaden inny dostawca, tylko ten zatwierdzony. Powiedziano mi tylko, żebym próbowała w kolejnym semestrze.
          Podobnie nieprzystąpienie do realizacji programu tłumaczyła większość dyrektorów zakwalifikowanych szkół, którzy deklarowali jednocześnie zgłoszenie placówki do programu na drugi semestr. W tej jednak sytuacji trudno dziwić się tym kierownikom, którzy wahają się co do kwestii zabiegania o zakwalifikowanie na drugie półrocze.
          Powody braku zainteresowania
          Z powiatu siemiatyckiego tylko połowa szkół zgłoszona została do programu. O ile nie można się dziwić szkołom w małych miejscowościach z niewielką liczba uczniów, o tyle może zastanawiać fakt niezainteresowania programem ze strony większych placówek, chociażby siemiatyckich, które raczej nie miałyby problemu ze znalezieniem dostawcy.
          - Nie zgłaszałem szkoły do udziału w tym programie – tłumaczy dyrektor Zespołu Szkół z Oddziałami Integracyjnymi w Siemiatyczach, Alfred Bajena – ze względu na kwestie organizacyjne. Całością tej akcji musiałby się zajmować ktoś, niezależnie od innych zajęć i obowiązków, a tego nie potrafię przeskoczyć. Na chwilę obecną nie zastanawiałem się też nad zgłoszeniem szkoły w II semestrze. Niewykluczone, że kwestię tę podejmiemy na najbliższej radzie pedagogicznej (komentarz z wtorku, 10 listopada).
          Dyrektor Szkoły Podstawowej w Perlejewie, Urszula Kamińska, zapytana o powód niezgłoszenia szkoły do programu w I semetrze powiedziała enigmatycznie: - To jest czas jesieni, więc owoce są w sadzie. Zgłosiłam szkołę do programu w drugim półroczu.
          Chętnie jedzą
          Dyrektorów tych szkół, w których program jest realizowany, zapytaliśmy o zainteresowanie wśród dzieci takimi przekąskami, a także o to, czy przystąpienie do akcji wymagało rozwiązania jakiś szczególnych trudności.
          - W naszej szkole dzieci jak najbardziej są zainteresowane tymi owocami i warzywami. Na początku zapomniałam poinformować je o tym, że te porcje będą otrzymywały przez 4 dni w tygodniu, więc w piątek, kiedy nie było dostawy, przybiegały z pytaniem, dlaczego dziś nie ma owoców? Dzieci chętnie spożywają warzywa i owoce, nie zauważyliśmy też, żeby nie zjadały i wyrzucały do kosza. Nawet te niezbyt popularne u dzieci warzywa, jak papryka czy marchew. Naszym dostawcą jest firma z Hajnówki. Wszystko przebiega dość sprawnie, więc nie mamy z tego powodu żadnych trudności organizacyjnych. Oczywiście wymaga to troszkę więcej pracy od pani intendentki, która zajmuje się bezpośrednio wydawaniem, od wychowawców i nauczycieli, którzy są odpowiedzialni za rozdanie tych porcji dzieciom, ale to przecież nie jest wielki wysiłek – tłumaczy dyrektor Zespołu Szkół w Grodzisku, Teresa Kosińska.
          - Nasze dzieci bardzo chętnie spożywają owoce i warzywa. Współpracujemy z firmą z Sokołowa Podlaskiego. Jesteśmy mile zaskoczeni tym, jak to wszystko jest bardzo schludnie i estetycznie podane. Trudności większych z organizacją rozdania porcji dzieciom też nie mamy. Wiadomo tylko, że nie może to się odbywać na przerwie, na której wydawane są posiłki w szkole. Ale przecież przerw jest dużo, więc wszystko można pogodzić – powiedziała dyrektor Zespołu Szkół w Drohiczynie, Dorota Kowalczuk.
          A co na to dzieci?
          Czy program jest potrzebny? Najlepiej wiedzą to dzieci. Zapytaliśmy uczennicę I klasy jednej ze szkół realizujących program.
          - Przed obiadem pani nas woła i rozdaje nam owoce, a czasami woreczki, w których są pokrojone warzywa, np. papryka albo ogórek. Niektóre dzieci jedzą od razu, a inne – jak nie lubią – zabierają do domu. Jak są jabłka albo gruszki, to zjadam, ale kiedy dostajemy paprykę, zanoszę ją do domu. Dzisiaj nie było owoców ani warzyw, ale dostaliśmy soczek w butelce.
          Pozostaje mieć nadzieję, że drugi semestr roku szkolnego 2009/2010 będzie bardziej sprzyjał tym szkołom, którym nie udało się w pierwszym półroczu.

          Ewa Magdalena Iwaniak, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama