Reklama

Odwrotny efekt melioracji - podmokłe pola

02/10/2009 00:27
Wrzesień się kończy, już powinno być pole zaorane - mówią Barbara Daniłowicz i Mieczysław Sokołowski z Drohiczyna. - Już siać trzeba, a u nas jeszcze zboże na polu stoi. Nie ma możliwości wjechania na pole kombajnem.

          Siano też - trawa skoszona, jakoś się udało, ale żeby pojechać i zebrać, to już nie da rady. Ze zboża to z 5 hektarów straty, ziemniaków też nie mamy. Rzepak jeszcze na polu. Wszystko przez to, że zbieracze nie odbierają wody.
          Problemem zdaniem mieszkańców ul. Kolonia w Drohiczynie, których pola leżą od ul. Wojska Polskiego do Kolonii Zajęczniki, jest niedrożna melioracja ułożona około 30 lat temu.
          - Melioracja nie spełnia swojej funkcji. Że zbieracze są niedrożne, widać przy studzienkach. Tam woda ledwo się sączy, za to na wzgórku widać, jak ze zbieracza wybija. To normalne, że na wzgórku wodę mamy?! Studzienki też niedrożne, zapchane - rozmawiamy chodząc po polu, nogi mamy mokre do kolan.
          A płacić trzeba
          Nasi rozmówcy co rok, razem z podatkiem rolnym, opłacają składkę na Gminną Spółkę Wodną w Drohiczynie, zarządcę melioracji. Mają zastrzeżenia do sposobu konserwacji melioracji:
          - Może nieduży to pieniądz - mówi Mieczysław Sokołowski - 16 zł z hektara. 150 zł u nas, u syna 270 zł, razem ponad 300 zł na spółkę płacimy. Ale na obecną chwilę to trzeba sprzedać dwie tony żyta, żeby zapłacić, a z czego płacić, jak wszystko zniszczone? Płaci się za konserwację melioracji, a wychodzi na to, że płacimy za niewykonaną usługę.
          - Kiedyś jak zgłaszałem awarię, to ze 2 tygodnie jechali - dodaje syn Sokołowskich. - Zboże już kłosy strzeliło. Przyjechali niszczyć zboże? Konserwacja polega na tym, że jak sączek jest niedrożny, to muszą usunąć awarię. A jak usuwają, widać - studzienki raz na dziesięć lat czyszczą, a dwa razy w roku powinni. Jak przyjadą odpychać zbieracze, to dwie rurki odkopią, drutem poszurają w środku i pojadą.
          Było lepiej jak melioracji nie było
          - Odkryty rów drenacyjny powinien być koszony - mówi Mieczysław Sokołowski. - Od czasu, kiedy zrobili meliorację, to ani razu tam nikogo nie było, nie widać nawet, że tam rów jest. Awarie tej drenacji zdarzają się od iks czasu. Sąsiadom zalewa studnię, piwnicę. Już kilka lat z rzędu mamy takie problemy. Zawsze, jak kombajn na pole wjeżdża, to w pogotowiu dwa ciągniki stoją, by było jak ugrzęźnięty kombajn wyciągnąć. Jak ziemia spękana, to jest dobrze, ale jak rok mokry, to mogiła. Ryż nam przyjdzie uprawiać. Za to, że jest melioracja, to też musieliśmy zapłacić, to nie tak, że dostaliśmy ją za darmo. Teraz niby dzierżawimy te ich sączki. Jak nowe to było, jakieś 2-3 lata było dobrze, ale zdarzało się, że i pługami sie wyorało, tak to było położone.
          - Niech wyciągną nam te dreny z ziemi i nie mamy nic do siebie - wtrąca pani Sokołowska. - Byłam u burmistrza, mówiłam, żeby gdzieś nas poparł, do ministra rolnictwa napisał. Obiecał przynajmniej, że umorzy nam ratę podatku. Dobre i to, za to też dziękuję, ale to nie rozwiązuje problemu.
          Bo nie ma pieniędzy
          - W urzędzie mówią, że nie mają funduszu na to, że nie ma „instrumentów prawnych” – mówi Barbara Daniłowicz. - Ale na sztuczne ognie mają, na walentynki różne, kiermasze i festyny. Na wodociąg, żeby nam 2 km podciągnąć, to też pieniędzy nie ma. Odsyłają do spółek wodnych.
          - A w spółkach wodnych też tłumaczą się, że pieniędzy nie ma. My płacimy ponad 300 zł, ale wziąć pod uwagę całą gminę, to ile to jest pieniędzy? Tak mówią, że spółki wodne utrzymują się z dobrowolnych wpłat rolników. Wszystko dokładnie wyliczone, nakaz płatniczy przychodzi razem z podatkiem z urzędu miasta. Nie ma dobrowolnie, nie ma tak, że zapłacę ile chcę i kiedy chcę. A jak nie płacę - komorniki w kolejkę się ustawiają - nie kryje rozżalenia pani Sokołowska. - Po którejś ulewie komisja przyjechała, obejrzeli i na tym się skończyło.
          - Żeby nie ta Unia, to wziąłby to wszystko podpalił, bo i cena w tym roku zboża taka, że szkoda by nie było. A tak to będzie kara, unia dopłaty zabierze. Już lata ten samolot z agencji, pola sprawdza. A zboże na polu jeszcze stoi. Kosą wszystkiego się nie skosi, choć i tak szczęście, że nas kilku starych kosą posługiwać się umiemy, to przynajmniej część się skosi - podsumowuje pan Sokołowski.
          Nie tylko pola
          Oprócz wody na polach są problemy z wodą spływającą na posesje państwa Sokołowskich i Daniłowiczów. W gorszej sytuacji jest pani Daniłowicz: - Końcowy odcinek melioracji przechodzi przez moje podwórze. Jest położony wyżej od zabudowań i jest niedrożny. Często następują podtopienia budynków gospodarczych, domu i zanieczyszczana jest studnia. Jak spływa to wszystko z pól, to wpływa potem do studni.
          - Też swego czasu oborę mi zalewało, kury i krowy się topiły, nie wiadomo co było robić. - dodaje Sokołowska
          - Wodociągu tu nie mamy. Wody ze studni nie powinniśmy pić, bo to, co spływa z pól, to opryski i gnojowica. Dalej kawałek jest wysypisko śmieci - w prostej linii kilometra nie ma, a woda bystro idzie prosto na nas. Ale nikogo to nie obchodzi.
          Awarii dużo, pieniędzy mało
          Zarząd drohiczyńskich spółek wodnych przyznaje rację co do stanu melioracji. W piśmie, które wysłano do starostwa z prośbą o dofinansowanie remontu czytamy:
          „Rurociąg drenarski, przebiegający przez posesję pani Daniłowicz, nie działa prawidłowo z powodu ciągłego zamulania go lotnym piaskiem (kurzawka), braku zabezpieczenia styków oraz studzienek osadowych na całej długości tj. ok. 800 m. Coroczne punktowe usuwanie awarii na tym rurociągu przynosi krótkotrwały efekt. Rozwiązaniem byłaby wymiana w dolnym odcinku rur ceramicznych na PCV oraz budowa studzienki osadowej. Koszt tej inwestycji wyniesie ok. 15 tys. zł. Budżet spółki składa się z dobrowolnych składek rolników i od lat nie zabezpiecza w pełni potrzeb wykonania wszystkich prac konserwatorskich. Spółka wodna bez pomocy finansowej z zewnątrz nie jest w stanie wykonać tak dużej inwestycji”.

          W poprzednim numerze drukowaliśmy ogłoszenie Zarządu Spółek Wodnych w Drohiczynie. „15 września przerwane zostały roboty konserwacyjne urządzeń melioracyjnych. Powodem jest brak środków finansowych na koncie spółki. Wpłaty składek członkowskich na 14 września wynoszą 103.053,35 zł. Składki niewpłacone przez rolników stanowią kwotę ponad 31 tysięcy złotych”.
          Zarząd wspomina też, że w bieżącym roku koszty robót konserwacyjnych urządzeń melioracyjnych są szczególnie wysokie i bardzo dużo jest zgłoszonych awarii. „Do tej pory zostały usunięte 102 awarie drenarskie. Członkowie spółki w dalszym ciągu zgłaszają nowe potrzeby napraw drenowania, takich zgłoszeń na dzień dzisiejszy (15 września) jest 24, podczas gdy średnio w latach poprzednich usuwanych było około 60 awarii w ciągu roku”.
          Zarząd poprzez ogłoszenie apeluje do członków spółki o wpłaty składek członkowskich. „Brak środków finansowych uniemożliwi wykonywanie dalszych prac związanych z usunięciem zgłoszonych awarii drenowania oraz wykoszenie skarp rowów melioracyjnych”.
          W ubiegłym roku, jak wynika z danych na stronie Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku, spółka wodna w Drohiczynie dostała 6.348 zł dotacji ogółem z urzędu, realne dochody spółki (biorąc pod uwagę wpływy ze składek za rok 2007) powinny wynieść 122.947 zł. Średni koszt konserwacji instalacji ze składek członkowskich to 11,55 zł za hektar (biorąc pod uwagę wartość zrealizowanych robót). W bieżącym roku spółki wodne nie dostały żadnej dotacji.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama