Najważniejszy w intarsji jest fornir, czyli naturalna okleina drewniana, która do każdego elementu musi być o innej strukturze i barwie, z innego gatunku drewna. Jednym z niewielu kultywujących tę sztukę, a może i jedynym w siemiatyckiej okolicy, jest Sylwester Golański, z Siemiatycz, traktujący intarsję jako hobby, które wyniósł ze szkoły drzewnej w Hajnówce.
Rozmawiamy z nim o jego pasji, popularności takich obrazów i zanikającej technice.
- Zacznijmy od forniru. Co to za materiał?
- Słowo to pochodzi z języka niemieckiego. Inaczej to okleina. Cienkie płaty drewna, uzyskiwane w procesie skrawania. Mają grubość około milimetra. W zależności od gatunku drzewa, mogą być przeznaczone na sklejki lub drewno warstwowe prasowane, jako elementy mebli itp. Ja wykorzystuję to do tworzenia obrazów. Drewno jest materiałem zróżnicowanym pod względem odcieni, usłojenia i kolorystyki, co bardzo sprzyja intarsji. Stosuję fornir głównie z drzew liściastych, a najlepszym materiałem do tego celu jest orzech włoski. Często wykorzystuję też fornir z drzew egzotycznych, m.in. palisander, mahoń, tek. Te gatunki są w miarę elastyczne, mają charakterystyczne usłojenie i odcień. W fornir zaopatruję się najczęściej u producentów oklein w Swarzędzu, niejednokrotnie jako odpad z produkcji. Posiadam forniry około 50 gatunków drewna.
- A więc to obrazy drewnem malowane?
- Można tak powiedzieć. Wybieram obiekt, najczęściej ze zdjęcia, lub całe zdjęcie, jak również proces tworzenia może zaczynać się od wykonania rysunku stanowiącego bazę obrazu. Następnie rysunek, a dokładnie jego kontury, przenoszone są na duży kawałek forniru, służący za tło obrazu. Z niego wycina się wszystkie te elementy zdjęcia lub rysunku, które będą wypełnione innymi gatunkami drzew. Przykładowo - jeśli wykonuję twarz, to najpierw wycinam oczy, włosy, brwi, następnie w te miejsca podklejam od spodu identyczne, jako wycięte elementy, ale z innego gatunku forniru, by były o innej barwie, odcieniu i usłojeniu itp. Odbiorcy wydaje się, że poszczególne elementy obrazu, ciemniejsze i jaśniejsze, są malowane. Nic z tych rzeczy. To wyłącznie drewno o różnej kolorystyce, aby dodane elementy kontrastowały z tłem. Kolejny etap to szlifowanie. Zaś końcowa praca to zabezpieczenie obrazu bezbarwnym lakierem lub poliestrem.
- Skomplikowane.
- Wymaga to sporej precyzji, dokładności i wyobraźni, a przede wszystkim czasu. Jeden, średniej wielkości obraz, powstaje w przedziale 30 - 50 godzin. Jeśli hobbysta nie ma zbyt dużo wolnego czasu, przeznaczając na swoją pasję godzinę lub dwie dziennie, to łatwo policzyć, ile zajmie dopełnienie całości. Jednak według mnie, największą sztuką w stworzeniu takiego obrazu jest odpowiednie dobranie usłojenia i odcieni drewna. Reszta to czyste rzemiosło i lata doświadczenia.
- Skąd to zamiłowanie?
- Intarsji nauczyłem się w szkole drzewnej w Hajnówce. Były to zajęcia dodatkowe, po lekcjach. Kółko intarsji i galanterii drzewnej prowadził prof. Czesław Prończyk, nauczyciel technologii drewna. Wykonywaliśmy intarsjowane szkatułki itp., ale głównie obrazy w tej technice. Tak na marginesie, wykonałem jako pracę dyplomową intarsję Tadeusza Kościuszki – patrona hajnowskiej szkoły. Kiedyś intarsję stosowano głównie w zdobieniu ekskluzywnych mebli i w stolarstwie artystycznym. Sztuka ta znana jest od starożytności, ale rozwinęła się w okresie baroku i renesansu. Współcześnie to ginąca technika. Coraz mniej ludzi zajmuje się intarsją. Z zawodu jestem technologiem drewna, jednak od lat nie pracuję jako stolarz, lecz zamiłowanie do drewna pozostało i dlatego w wolnych chwilach zajmuję się tą techniką.
- Ile już wykonał pan obrazów?
- Około 80. To głównie przyroda, trochę martwej natury, sporo obiektów architektonicznych. Oprócz liczby wykonanych prac ważny jest też okres, w którym powstały. Tych około 80 prac zrobiłem w ciągu 10 lat. Średnio wychodzi więc z 8 rocznie. To potwierdza, że intarsja jest zajęciem czasochłonnym, monotonnym, dla cierpliwych. Ale każdy ukończony obraz to nowe doświadczenie, jak również podniesienie swojego kunsztu.
- Gdzie można kupić pana twórczość ?
- Głównie na kiermaszach artystycznych, stoiskach rękodzieła podczas imprez. Sporo przeznaczam ich na prezenty. Można je oglądać na moim profilu na facebooku. Wystarczy w wyszukiwarce wpisać moje imię i nazwisko. M.in. brałem udział w ogólnopolskiej wystawie intarsji w Gołuchowie pod Poznaniem, przy Ośrodku Kultury Leśnej, gdzie ze swoimi pracami prezentowało się sporo ludzi z całego kraju. Po wystawie tamto muzeum kupiło ode mnie dwa obrazy. Nobilitacją dla mnie była nagrodę zdobyta na X Targach pogranicza w Siemiatyczach, w kategorii rękodzieła. Obecnie przygotowuję prace na wystawę w ośrodku kultury w Siemiatyczach, która odbędzie się latem. Zaś konkretnie w tej chwili pracuję nad bocianami szykującymi się do lotu i bramą siemiatyckiego kościoła z Archaniołem, na podstawie zdjęcia Antoniego Nowickiego, z lat 50. ubiegłego wieku.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze