Reklama

O obchodach Święta Wojska Polskiego

Od kilku lat Społeczny Komitet Budowy Pomnika Żołnierzy Walczących w Polskich Siłach Zbrojnych w latach 1940-1945, na czele z Włodzimierzem Brzozowskim, wspólnie ze starostwem powiatowym, organizuje obchody Święta Wojska Polskiego w Siemiatyczach.

 Nie inaczej było i w tym roku. Główne uroczystości przed wspomnianym pomnikiem odbyły się 15 sierpnia o godz. 10. W ich trakcie honorową wartę pełnili harcerze z drużyny Adept. W uroczystości tradycyjnie udział wzięły poczty sztandarowe, przedstawiciele samorządów, instytucji, prywatnych firm oraz nieliczni mieszkańcy miasta. Włodzimierz Brzozowski wygłosił referat na temat udziału mieszkańców powiatu siemiatyckiego w odzyskaniu niepodległości.

- Chcieliśmy pokazać właśnie rok 1918 oraz to, jak w Siemiatyczach ta wolność się odradzała. W 1916 r. w mieście powstała Polska Organizacja Wojskowa. Emisariusze przyjeżdżali tu z Siedlec i to oni założyli tę organizację. W kolejnym roku wciągnęli w nią trochę ludzi, w następnym jeszcze więcej. Tak się składa, że przysięga w 1918 r. odbyła się właśnie 15 sierpnia w Bacikach – mówił w rozmowie z nami autor referatu.

Reklama

Społeczny komitet budowy wspomnianego pomnika zobowiązał się do przedstawiania każdego roku podczas Święta Wojska Polskiego sylwetek żołnierzy, których nazwiska zostały na nim umieszczone. W tym roku przybliżono historie Aleksandra Biziuka oraz Teodora Bortniczuka. Ten pierwszy mieszkał w Siemiatyczach, tu miał rodzinę i stąd został wywieziony. Należał do Legii Podlaskiej, za co został aresztowany i skazany na 8 lat łagru. Z Armią Andersa przeszedł na Zachód, walczył pod Monte Cassino. Pracował przy obsłudze radiostacji.

- Z kolei historię Bortniczuka odnalazła Lilianna Gładzka – mówił Brzozowski. – On uczestniczył w wojnie 1920 r. Wywieziony wraz z rodziną na Syberię, gdzie zmarła mu żona. Jemu i jego pięciorgu dzieci udało się razem z Armią Andersa przejechać do Australii. Po wojnie spisał swoje wspomnienia i przysłał je do Siemiatycz.

Reklama

       Po co są takie obchody i kto za co odpowiada?

       - Była to piąta uroczystość. Uważamy, że są one potrzebne, ponieważ musimy pokazać siemiatyczanom ich historię. Podziwiamy różne miasta, podziwiamy różnych bohaterów, a nie znamy swojego miasta i swoich bohaterów. Organizacją uroczystości zajmuje się grupa społeczna, ale ponieważ żołnierze upamiętnieni na pomniku pochodzili z tego powiatu, doszliśmy do wniosku, że wskazane byłoby, żeby powiat nas trochę wspierał, dlatego dołączyliśmy go jako organizatora. Ich udział jest raczej symboliczny. Oni drukują zaproszenia, afisze, teraz trochę pomogli przy aparaturze – wyjaśnia Brzozowski.

Reklama

       Czy były jakieś trudności?

       - Trudności są zawsze, zwłaszcza przy tym kto i za co odpowiada. Jeśli ktoś w ostatniej chwili zawodzi, a cała robota spada na mnie i tych kilku pomocników, to niestety jest zgrzyt. Najsłabszą stroną tegorocznych obchodów była frekwencja – dodał mój rozmówca.

       To prawda, mieszkańców niewielu. A przyczyn takiego stanu rzeczy z pewnością kilka. Po pierwsze obchody były bardzo słabo nagłośnione. Ogłoszenia parafialne, trochę plakatów w wersji papierowej i w nielicznych miejscach w wersji wirtualnej to nie wszystko. Po drugie obchody pod pomnikiem odbyły się przed mszą w kościele, a to też miało wpływ.

Reklama

       Jakże liczna publiczność, przynajmniej na początku, oglądała pokazy sprawnościowe Szwadronu Kawalerii Ochotniczej z Siemiatycz, które były ostatnim punktem programu obchodów Święta Wojska Polskiego i odbyły się tuż po nabożeństwie. Panowie jak zwykle popisali się swoją zręcznością przy wykonywaniu przeróżnych manewrów i po raz kolejny udowodnili, że konie to bardzo wdzięczne zwierzęta, z którymi trzeba umieć pracować.

       Ewa Magdalena Iwaniak, fot. emi i jn

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama