To, co miało miejsce we środę, 25 września, w remizie strażackiej w Nurcu Stacji oficjalnie nazywało się zebraniem sołeckim. Faktycznie jednak było bardziej farsą niż prawdziwym zebraniem.
W założeniu jego celem miało być ustalenie inwestycji, na które zostaną przeznaczone pieniądze z funduszu sołeckiego na 2014 rok. 30 września upływał bowiem termin składania wniosków do gminy w tej sprawie. W spotkaniu uczestniczyło trzech z siedmiu członków rady sołeckiej, sołtys, proboszcz nurzeckiej parafii i 4 innych mieszkańców, łącznie 10 osób! Już to jest jakimś nieporozumieniem. Ma się decydować o przyszłości w sołectwie, a na spotkanie nie przychodzi większość członków rady. Reszcie mieszkańców jest wszystko jedno, na co będzie wydane ponad 24 tys. zł w przyszłym roku? Oczywiście o ile wszystkie formalności zostaną dopilnowane. A gdzie pozostali radni z Nurca (był tylko jeden, będący również w radzie sołeckiej)? Czyżby nie byli członkami nurzeckiej społeczności?
Informacja mało skuteczna
Jeśli na zebraniu nie było nawet członków rady sołeckiej, to jest pytanie czy aby na pewno informacja o nim została w odpowiedni sposób przekazana do wiadomości publicznej. Sołtys Wudarski twierdzi, że ogłoszenia w Nurcu rozwiesił zgodnie z wymaganym terminem, na trzy dni przed zebraniem. Nawet jeśli faktycznie tak zrobił - czy to aby nie za późno? Może za mało było tych ogłoszeń, może w niedobrych miejscach, wszak nie wszyscy chodzą do tego czy owego sklepu, a tym bardziej w dzisiejszej dobie rzadko kto czyta ogłoszenia na tzw. „kaśkach”. Jest internet, są telefony (które można było wykonać przynajmniej do członków rady sołeckiej), jest też medium niezastąpione w skutecznym przekazywaniu informacji w takich małych miejscowościach – mianowicie proboszcz parafii i jego coniedzielne ogłoszenia. Ale to wszystko wymaga czasu, logistyki i poważnego podejścia do pełnionych funkcji. Jeśli sołtys pojawia się we wsi na trzy dni przed zebraniem, no to cóż. Na pewno nie będzie się działo dobrze w sołectwie, w którym rolę sołtysa sprawuje ktoś, kogo przez większość kadencji nie ma w miejscowości, a tak jest w przypadku sołtysa Wudarskiego. Dlatego też nie widać żadnej działalności sołtysa na co dzień, kolejny rok nie było żadnych sołeckich inicjatyw. I trudno też oprzeć się wrażeniu, że i to zebranie byle jak zostało przygotowane. W zimnej remizie, gdzie koszmarny pogłos utrudnia rozumienie słów, bez nagłośnienia, 10 przekrzykujących się nawzajem osób usiłuje dojść do porozumienia. Przykro mi, że to powiem, ale w byle „Koziej Wólce” takie zebrania mają bardziej cywilizowany przebieg niż to w Nurcu.
Lojalni wierni
Uczestniczący w zebraniu ks. Jerzy Olszewski, proboszcz nurzeckiej parafii, postawił wniosek, by pieniądze z funduszu sołeckiego przeznaczyć na zakup działki naprzeciwko cmentarza parafialnego pod budowę parkingu oraz opracowanie dokumentacji technicznej na budowę chodnika na ul. Okrężnej. Pojawiły się jednak wątpliwości, czy takie działania wchodzą w grę, czy będzie to zgodne z prawem itd. Dlaczego na zebraniu nie było nikogo z gminy, z urzędników? Kogoś, kto od razu mógłby wyjaśnić czy proponowane zadania możliwe są do wykonania w ramach sołeckiego funduszu? Kogoś, kto biegły jest w wykładni urzędniczych zapisów? O to też powinien był postarać się organizator zebrania. Nie wiedząc dokładnie czy głosowanie nad tymi projektami ma sens, przeprowadzono je, wniosek poparto jednogłośnie (wobec obecności proboszcza nie mogło być inaczej, choć wiem, że obecni na zebraniu mieli inne pomysły). Ustalenie końcowe było takie: następnego dnia, tj. we czwartek, 26 września, sołtys miał się udać do gminy z wnioskiem. Tam uzyskałby informację, czy zaproponowane inwestycje mogą być finansowane z funduszu sołeckiego. Gdyby się okazało, że z jakichś powodów jest to niemożliwe, wówczas byłby jeszcze czas, by poinformować opinię publiczną o kolejnym zebraniu, które miałoby się odbyć w niedzielę, 29 września. Wtedy wybrane zostałyby inne zadania do realizacji.
W chwili oddania tekstu do składu, sprawa pozostawała niewyjaśnioną. O ostatecznym rozstrzygnięciu poinformujemy.
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze