Młodszy inspektor Andrzej Henryk Ryński jest od niedawna nowym komendantem siemiatyckiej policji. Zastąpił na tym stanowisku inspektora Bogusława Toczko.
- Panie komendancie, proszę na początek powiedzieć o kilka słów o sobie? - Pochodzę z Sosnowca. Jestem żonaty, mam dwoje dzieci. Ukończyłem m.in. administrację na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W policji pracuję od 1982 r., a zaczynałem jako tzw. "krawężnik" w Katowicach. Od dawna jestem związany z województwem podlaskim, bo m.in. byłem pomocnikiem i zastępcą dowódcy Oddziału Prewencji Policji w Białymstoku, później przez 7 lat Komendantem Komisariatu VI w Białymstoku, Zastępcą Naczelnika Sztabu Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, a ostatnio Komendantem Miejskim Policji w Suwałkach. Łącznie mam już 26-letni staż pracy w Policji. - Co zaliczyłby pan do zawodowych sukcesów? - Zazwyczaj bardziej pamięta się zawodowe porażki, ale mówiąc o sukcesach, to na przykład oddział prewencji, w którym pracowałem, bardzo wysoko był oceniany w skali kraju. Byliśmy ścisłą krajową czołówką. Z tamtego okresu mojej pracy bardzo dobrze zostało ocenione zabezpieczenie wizyty papieża w Białymstoku. Sukcesem było też utworzenie Komisariatu VI Policji w Białymstoku. Tworzyłem go od początku i po raz pierwszy dokonałem pewnego eksperymentu związanego ze sposobem zarządzania. Sam fakt, że ta jednostka należała do przodujących był powodem mojego zadowolenia. Wyszło z niej kilku oficerów. Jednym z ostatnich spektakularnych sukcesów, gdy byłem komendantem miejskim policji w Suwałkach było zatrzymanie zabójcy obywatela Belgii. O sprawie było głośno w mediach i Europie. Działania zostały przeprowadzone perfekcyjnie, co zresztą było ważne dla wizerunku naszego kraju. Na pewno jednostki, którymi miałem zaszczyt dowodzić, osiągały nieprzeciętne wyniki i to też jest dla mnie sporą satysfakcją. - Wspomniał pan o porażkach. - Nie zdążyliśmy uratować życia Mateusza Skreczki. Była głośna sprawa w Suwałkach. Zarzucano, zresztą niesłusznie, zbyt wolne działania policji, a wręcz bezczynność. Jak wykazało śledztwo, nie mogliśmy zdążyć, bo w chwili zawiadomienia policji o zaginięciu Mateusz już nie żył. - Czy spotkał się pan ze swoim poprzednikiem - panem Toczko? - Jeszcze nie, ale prawdopodobnie będziemy się widzieć w tym tygodniu. Dodam, że jesteśmy kolegami i wcześniej spotykaliśmy się często. Bardzo go szanuję, był profesjonalistą. Szkoda, że odszedł. - Będą jakieś zmiany w funkcjonowaniu siemiatyckiej policji? - Na pewno, ale chcę zaznaczyć, że nie będzie dużej rewolucji. Owszem, będą zmiany, bo jako komendant mam prawo postawić swoje warunki oraz oczekiwania i przedstawię je, ale najpierw muszę dokonać głębszej diagnozy sytuacji jednostki i pracy policjantów. Siemiatycka jednostka nie jest zaniedbana, bez sukcesów i wymagająca radykalnych działań. Skoro już przyszedłem z zewnątrz i mam jakieś spojrzenie na policyjne sprawy, może nieco inne na pewnych płaszczyznach, to podzielę się nimi z tą grupą policjantów. Razem przeanalizujemy funkcjonowanie komendy i jeśli okaże się, że w pewnych aspektach mam rację, to dokonamy koniecznych zmian. Zależy mi na świadomym i samodzielnym działaniu moich podkomendnych, niezależnie od tego, czy pracują w patrolach, służbie kryminalnej czy dochodzeniowej. To jest podstawa sukcesu każdej jednostki. Policjant musi wiedzieć, po co pracuje. Na pewno zrobimy też w komendzie remont. - Czy zapoznał się pan z lokalnymi problemami? - Na razie wysłuchałem opinii naczelników i zastępcy, ale planuję w najbliższym czasie spotkać się z wójtami, burmistrzami i starostą. Chciałbym od nich usłyszeć o najważniejszych problemach, skonfrontować je z poglądami moich policjantów, aby wypracować plan działania. Narkotyki, nietrzeźwi kierowcy, chuligaństwo, dewastacja mienia - w zasadzie te cztery aspekty są najbardziej uciążliwe dla społeczeństwa i postaram się ograniczyć te zjawiska. - Ma Pan kontakty z policjantami z innych krajów. Nasz teren to "zagłębie belgijskie". Stamtąd przyjeżdżają narkotyki, kradzione samochody. Czy zamierza pan nawiązać kontakty z policją belgijską? - Zgadza się, brałem udział w szkoleniach w wielu krajach - m.in. w Holandii, Belgii, Irlandii, Anglii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, sam też organizowałem międzynarodowe konferencje. Wiem, że powiat siemiatycki słynie z wyjazdów do Belgii i dlatego opinia, że stamtąd przyjeżdżają narkotyki i kradzione samochody. Są to zjawiska, które szczególnie będziemy mieć na uwadze. Zresztą ostatnie nasze działania wskazały, że na teren województwa trafiło sporo kradzionych aut. Jeśli zaś chodzi o narkotyki, to myślę, że szlak jest odwrotny. Raczej wyjeżdżają od nas, bo koszty ich produkcji są u nas nieco niższe. Być może z Belgii w większym zakresie sprowadzana jest tzw. „trawa”. Ale na tym gruncie też muszę dokonać analizy. - Narkomania - ten problem nie jest w Siemiatyczach rozwiązany. - Ten problem nigdzie nie jest rozwiązany. Miliony dolarów na walkę z tym zjawiskiem wydają Stany Zjednoczone i efekt jest mizerny. Jest to niestety niedobra moda i bardzo szkodliwa społecznie. Sądzę, że skalę tego zjawiska będziemy rozpoznawać na bieżąco. Trzeba będzie wejść w struktury i grupy ludzi, gdzie narkotyków jest najwięcej - m.in. do szkół. Dopiero będzie można wypracować zakres naszego działania i niwelować to zjawisko. - Dziękuję za rozmowę. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze