Reklama

Nowy komendant policji - Nie będzie dużej rewolucji

08/08/2007 17:06
Młodszy inspektor Andrzej Henryk Ryński jest od niedawna nowym komendantem siemiatyckiej policji. Zastąpił na tym stanowisku inspektora Bogusława Toczko.

          - Panie komendancie, proszę na początek powiedzieć o kilka słów o sobie?
          - Pochodzę z Sosnowca. Jestem żonaty, mam dwoje dzieci. Ukończyłem m.in. administrację na wydziale prawa Uniwersytetu Warszawskiego. W policji pracuję od 1982 r., a zaczynałem jako tzw. "krawężnik" w Katowicach. Od dawna jestem związany z województwem podlaskim, bo m.in. byłem pomocnikiem i zastępcą dowódcy Oddziału Prewencji Policji w Białymstoku, później przez 7 lat Komendantem Komisariatu VI w Białymstoku, Zastępcą Naczelnika Sztabu Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku, a ostatnio Komendantem Miejskim Policji w Suwałkach. Łącznie mam już 26-letni staż pracy w Policji.
          - Co zaliczyłby pan do zawodowych sukcesów?
          - Zazwyczaj bardziej pamięta się zawodowe porażki, ale mówiąc o sukcesach, to na przykład oddział prewencji, w którym pracowałem, bardzo wysoko był oceniany w skali kraju. Byliśmy ścisłą krajową czołówką. Z tamtego okresu mojej pracy bardzo dobrze zostało ocenione zabezpieczenie wizyty papieża w Białymstoku. Sukcesem było też utworzenie Komisariatu VI Policji w Białymstoku. Tworzyłem go od początku i po raz pierwszy dokonałem pewnego eksperymentu związanego ze sposobem zarządzania. Sam fakt, że ta jednostka należała do przodujących był powodem mojego zadowolenia. Wyszło z niej kilku oficerów. Jednym z ostatnich spektakularnych sukcesów, gdy byłem komendantem miejskim policji w Suwałkach było zatrzymanie zabójcy obywatela Belgii. O sprawie było głośno w mediach i Europie. Działania zostały przeprowadzone perfekcyjnie, co zresztą było ważne dla wizerunku naszego kraju. Na pewno jednostki, którymi miałem zaszczyt dowodzić, osiągały nieprzeciętne wyniki i to też jest dla mnie sporą satysfakcją.
          - Wspomniał pan o porażkach.
          - Nie zdążyliśmy uratować życia Mateusza Skreczki. Była głośna sprawa w Suwałkach. Zarzucano, zresztą niesłusznie, zbyt wolne działania policji, a wręcz bezczynność. Jak wykazało śledztwo, nie mogliśmy zdążyć, bo w chwili zawiadomienia policji o zaginięciu Mateusz już nie żył.
          - Czy spotkał się pan ze swoim poprzednikiem - panem Toczko?
          - Jeszcze nie, ale prawdopodobnie będziemy się widzieć w tym tygodniu. Dodam, że jesteśmy kolegami i wcześniej spotykaliśmy się często. Bardzo go szanuję, był profesjonalistą. Szkoda, że odszedł.
          - Będą jakieś zmiany w funkcjonowaniu siemiatyckiej policji?
          - Na pewno, ale chcę zaznaczyć, że nie będzie dużej rewolucji. Owszem, będą zmiany, bo jako komendant mam prawo postawić swoje warunki oraz oczekiwania i przedstawię je, ale najpierw muszę dokonać głębszej diagnozy sytuacji jednostki i pracy policjantów. Siemiatycka jednostka nie jest zaniedbana, bez sukcesów i wymagająca radykalnych działań. Skoro już przyszedłem z zewnątrz i mam jakieś spojrzenie na policyjne sprawy, może nieco inne na pewnych płaszczyznach, to podzielę się nimi z tą grupą policjantów. Razem przeanalizujemy funkcjonowanie komendy i jeśli okaże się, że w pewnych aspektach mam rację, to dokonamy koniecznych zmian. Zależy mi na świadomym i samodzielnym działaniu moich podkomendnych, niezależnie od tego, czy pracują w patrolach, służbie kryminalnej czy dochodzeniowej. To jest podstawa sukcesu każdej jednostki. Policjant musi wiedzieć, po co pracuje. Na pewno zrobimy też w komendzie remont.
          - Czy zapoznał się pan z lokalnymi problemami?
          - Na razie wysłuchałem opinii naczelników i zastępcy, ale planuję w najbliższym czasie spotkać się z wójtami, burmistrzami i starostą. Chciałbym od nich usłyszeć o najważniejszych problemach, skonfrontować je z poglądami moich policjantów, aby wypracować plan działania. Narkotyki, nietrzeźwi kierowcy, chuligaństwo, dewastacja mienia - w zasadzie te cztery aspekty są najbardziej uciążliwe dla społeczeństwa i postaram się ograniczyć te zjawiska.
          - Ma Pan kontakty z policjantami z innych krajów. Nasz teren to "zagłębie belgijskie". Stamtąd przyjeżdżają narkotyki, kradzione samochody. Czy zamierza pan nawiązać kontakty z policją belgijską?
          - Zgadza się, brałem udział w szkoleniach w wielu krajach - m.in. w Holandii, Belgii, Irlandii, Anglii, Niemczech, Stanach Zjednoczonych, sam też organizowałem międzynarodowe konferencje. Wiem, że powiat siemiatycki słynie z wyjazdów do Belgii i dlatego opinia, że stamtąd przyjeżdżają narkotyki i kradzione samochody. Są to zjawiska, które szczególnie będziemy mieć na uwadze. Zresztą ostatnie nasze działania wskazały, że na teren województwa trafiło sporo kradzionych aut. Jeśli zaś chodzi o narkotyki, to myślę, że szlak jest odwrotny. Raczej wyjeżdżają od nas, bo koszty ich produkcji są u nas nieco niższe. Być może z Belgii w większym zakresie sprowadzana jest tzw. „trawa”. Ale na tym gruncie też muszę dokonać analizy.
          - Narkomania - ten problem nie jest w Siemiatyczach rozwiązany.
          - Ten problem nigdzie nie jest rozwiązany. Miliony dolarów na walkę z tym zjawiskiem wydają Stany Zjednoczone i efekt jest mizerny. Jest to niestety niedobra moda i bardzo szkodliwa społecznie. Sądzę, że skalę tego zjawiska będziemy rozpoznawać na bieżąco. Trzeba będzie wejść w struktury i grupy ludzi, gdzie narkotyków jest najwięcej - m.in. do szkół. Dopiero będzie można wypracować zakres naszego działania i niwelować to zjawisko.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama