Reklama

Nietuzinkowi - Człowiek zwany "Muchą"

08/03/2005 10:44
Prawie w samym centrum Siemiatycz mieszka Tadeusz Siemienkowicz, zapewne znany wielu mieszkańcom z przydomka "Mucha", a o którym tak naprawdę chyba mało kto potrafiłby powiedzieć coś bliższego. Ponieważ dotarły do mnie dość intrygujące opowieści o nim i o jego niezwykłym hobby - konstruowaniu modeli latających - odszukałem go i poprosiłem o rozmowę. Drzwi otworzył mi szczupły, długowłosy mężczyzna o nieco ekscentrycznym wyglądzie, z siedzącym mu na ramieniu czarnym kotem o imieniu Piotrek.
          - Panie Tadeuszu, czy nadal zajmuje się pan modelarstwem?
          - Można by powiedzieć, że pośrednio tak, bo modeli co prawda od jakiegoś czasu nie konstruuję, ale cały czas zajmuję się silniczkami do nich. Od połowy lat 50-tych dostałem lekkiego bzika na punkcie modelarstwa, najpierw redukcyjnego (to znaczy wiernych kopii istniejących samolotów), następnie były to modele samolotów wolnolatające (to znaczy swobodnie, bez uwięzi), a potem owładnęły mną modele prędkie, na uwięzi. I do tych modeli, osiągających bardzo znaczne prędkości, zacząłem z czasem sam produkować silniki, gdyż dostępne silniki były dla mnie za mało szybkie i za mało sprawne. W tamtych czasach w ogóle było bardzo ciężko cokolwiek zdobyć z branży modelarstwa lotniczego, dlatego zacząłem korzystać z tego, co gdzieś tam we mnie tkwiło od dziecka - ze smykałki do majsterkowania. Okazało się, że potrafiłem niemal każdą mechaniczną rzecz nie tylko rozebrać i złożyć, przy czym nadal ona pracowała, ale potrafiłem dokonywać przeróbek i modernizacji prawie wszystkiego, czego się tylko dotknąłem. Stąd pomysł, żeby zacząć produkować silniczki.

          - Udało się za pierwszym razem?
          - Prawie. Ja jestem takim zapaleńcem, że jak sobie coś postanowię, to będę grzebał przy tym dotąd, aż się powiedzie. Tak też było i z silniczkami. Naprawić, przerobić je potrafiłem od razu, nie miałem z tym żadnych problemów, ale skonstruowanie pierwszego silniczka trochę czasu pochłonęło. Wieść o tym szybko poszła w świat. Nawiązałem kontakt z największym w Europie producentem silniczków modelarskich - firmą "Rossi" z Włoch, z producentami w USA, przekazałem im informacje o mojej konstrukcji i - proszę, oto powód do dumy - w kwietniu 1978 roku, w amerykańsko - kanadyjskim, prestiżowym miesięczniku modelarskim "AERO MODELLER" ukazał się artykuł o moim silniczku i zastosowanych przeze mnie innowacjach! Zaczęła się poważna korespondencja, wymiana doświadczeń i trwa ona w zasadzie do dzisiaj - i to z kim, z nieznanym wcześniej człowiekiem z jakichś Siemiatycz, trudnych do znalezienia na mapie.

          - Czy sprawdził pan swoje silniki i ich modernizacje w praktyce, na zawodach, w konkurencji z innymi?

          - No pewnie, byłem przez lata aktywnym zawodnikiem, startującym na różnych zawodach i mogę się pochwalić, że na przykład w 1969 roku byłem mistrzem Polski w kategorii modeli silnikowych, a w 1970 i 1972 byłem wicemistrzem Polski w kategorii modeli szybkich. I to po ostrej walce z zawodowcami, używającymi fabrycznych silniczków do swych modeli. Myślę, że mało kto wie, że taki silniczek do modeli latających ma niesłychanie krótką żywotność, na przykład silnik o pojemności 2,5 cm? - używany w modelach szybkich - ma żywotność zaledwie 1 godziny lotu (!) a o pojemności 10 cm? - około 4 - 4,5 godziny. Wyobraża sobie pan, ile trzeba mieć silniczków, aby brać udział w dużej ilości startów? Toteż poszedłem po rozum do głowy, wykorzystałem swoje zdolności i  "złotą rączkę" i zacząłem sam je produkować i regenerować. Do dzisiaj wielu moich dawnych rywali, a obecnie przyjaciół, prosi mnie o dokonanie przeróbek czy napraw, zatem nie wypadam z branży i stale coś modernizuję.

          Pan Tadeusz pokazał mi niektóre części i elementy, które sam wyrabia i wstawia do silniczków, w tym na przykład łożyska do korbowodów, mieszczące się na czubku palca, maleńkie świece zapłonowe o wymiarach 2 - 3 milimetrów, tłoki do silników o średnicach kilkunastu milimetrów czy gaźniki niewiele większe od paznokcia. Do większości tych elementów nie ma co podchodzić bez silnych szkieł powiększających czy mikroskopu, zatem pan Tadeusz w swym roboczym rynsztunku ma w sobie coś z medyka czy czarnoksiężnika, a precyzyjne, oszczędne ruchy rąk wprawiają w nastrój jakiegoś misterium. Zapytałem, czy nie korci go powrót do czynnego uczestnictwa w zawodach, stanięcia znów w szranki z nowymi rywalami?

          - Wie pan, czasem przychodzi mi to głowy, ale gdzie miałbym potrenować, w Siemiatyczach nie ma żadnego przestronnego, płaskiego i bezpiecznego miejsca do potrenowania szybkich lotów. Bo znów pewnie mało kto wie, że taki "samolocik" z maleńkim silniczkiem, latający na linkach o długości 17,96 metra (to wymóg regulaminowy), potrafi przy 40 - 45 tysiącach obrotów na minutę osiągać prędkości do 300 kilometrów na godzinę. Panie, strach pomyśleć, co by się mogło stać na niezabezpieczonym, przypadkowym placu, gdyby się coś poszło nie tak! A bez wielu treningów nie ma co myśleć o zawodach. Dlatego na razie nie startuję, ale kto wie, kto wie...?

          Kiedy jeszcze dowiedziałem się, że w latach młodości pan Tadeusz konstruował gitary elektryczne, z których jedna nawet pojechała do Szwecji, że zbudował rower, napędzany silnikiem spalinowym 30 cm? i śmigłem, osiągający szybkość do 60 km/godz., że potrafił naprawić i usprawnić każdy typ maszyn do szycia, maszyn dziewiarskich, aparatów fotograficznych i innych precyzyjnych urządzeń, moje uznanie zaczęło zmieniać się w podziw. Kiedy natomiast pokazał mi jeszcze własnoręcznie wykonane kopie ubiorów (!) gwiazd muzyki rockowej z lat 70-tych, wykonane ze skóry i zamszu, a także wykonane przez siebie kopie obuwia (!!) noszonego przez te gwiazdy, w których zresztą sam chodzi, pomyślałem sobie:  - Panowie, czapki z głów, przed wami autentyczny, choć niestety niedoceniony we właściwym czasie przez współziomków talent, jaki rodzi się raz na dziesięciolecia. A że pan Tadeusz nie jest zamkniętą kartą historii - kto wie, może jeszcze nie raz o nim usłyszymy.   

          Tadeusz Sikorski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama