W październiku podczas silnych wiatrów kilka potężnych gałęzi oderwało się od drzew rosnących nad rzeką Kamionką. Spadające konary poważnie zniszczyły ogrodzenie posesji państwa Kosińskich, mieszkających przy ulicy Kościuszki. Sprawa była zgłoszona do zarządcy rzeki, ale do dziś nikt nie pofatygował się, by zabrać gałęzie i naprawić szkodę.
- Zgłosiliśmy to do urzędu miasta. Burmistrz zobowiązał się interweniować w tej sprawie w Białymstoku. Dotrzymał danego nam słowa, ale do dziś Wojewódzki Zarząd Melioracji i Urządzeń Wodnych w Białymstoku nie usunął konarów i nie naprawił nam zniszczonego ogrodzenia - mówi Joanna Kosińska. - Chcemy, by wycięto potężne wierzby rosnące nad rzeką, które są chore i coraz bardziej pochylają się między innymi w stronę naszej posesji. Tych drzew jest co najmniej 6. Nikt nie mówi o wycince dobrych drzew. Niestety zarządca nie interesuje się stanem drzew i nikt ich nie przycina. Jesteśmy skłonni pomóc w tej wycince. Wystarczy, że kiedyś znów dobrze powieje i wydarzy się tutaj tragedia. Nad rzeką czasami chodzą dzieci i młodzież. Nawet jak u nas na posesji ktoś będzie i zwali się na niego takie duże drzewo, to kto wtedy będzie odpowiadał za taką tragedię? Apel burmistrza Burmistrz w piśmie z dnia 29 października przesłanym do Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Białymstoku zwraca się z prośbą o: dokonanie przeglądu Kamionki pod kątem sprawdzenia stanu zdrowotnego zadrzewienia na skarpach rzeki i bezpośrednio nad lustrem wody, dokonanie zabiegów pielęgnacyjnych przy młodszych drzewach w celu właściwego uformowania koron oraz wystąpienie z wnioskiem o wydanie zezwolenia na usunięcie obumierających drzew rosnących na tym terenie i zagrażających bezpieczeństwu mienia oraz ludzi. Wycinka za kilka miesięcy? Dyrektor Wojewódzkiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Białymstoku 20 listopada przesłał pismo do burmistrza z prośbą o wydanie zezwolenia na wycinkę 3 drzew – olch, które rosną w sąsiedztwie posesji państwa Kosińskich. Jak stwierdza dyrektor drzewa są w złym stanie zdrowotnym, rosną bezpośrednio w korycie rzeki, są pochylone, w koronie występuje duża ilość posuszu, zagrażają bezpieczeństwu istniejącego mienia i ludzi. Według urzędników usunięcie drzew planowane jest do końca czerwca 2010! Chorych drzew stwarzających niebezpieczeństwo w tym miejscu jest znacznie więcej. Skandaliczne jest to, że nikt z Białegostoku nie zainteresował się szkodą poniesioną przez Kosińskich i tym, co mają zrobić z leżącymi na ich ogrodzeniu potężnymi konarami drzew. Przecież za taki stan rzeczy odpowiada Marszałek Województwa Podlaskiego oraz WZMiUW w Białymstoku. Na zdjęciu zniszczone ogrodzenie, za które marszałek i podległe mu służby nie chcą odpowiadać.
Marek Malinowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. MM
Komentarze