Reklama

Nie schronisko – raczej adopcja

04/02/2011 10:00
26 osób wyraziły deklarację członkostwa w siemiatyckim oddziale Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. W czwartek, 3 lutego, w barze Zacisze spotkała sie grupa mieszkańców Siemiatycz zainteresowanych losem bezpańskich zwierząt.

          Spotkanie rozpoczęła Grażyna Szczurowska i to ona poinformowała o tym, że siemiatyczanie na razie działać będą jako jednostka podległa TOZ Suwałki. Do założenia jednostki terenowej TOZ wymagane jest co najmniej 10 osób, a minimum 30, aby założyć oddział - jednak osoby te muszą należeć do TOZ co najmniej 6 miesięcy. Aby założyć siemiatycką jednostkę TOZ, najpierw należy zapisać się do dowolnej jednostki terenowej i aktywnie uczestniczyć w pracach chociaż przez pół roku. Grażyna Szczurowska wielokrotnie podkreślała, że uczestnictwo w tych pracach odbywa się na zasadzie wolontariatu.
          - Na początku Grażyna była dość bojowo nastawiona – mówi Beata Płotka, lekarz weterynarii. – Ja znałam już sytuację psów w przytulisku, ona, jak zobaczyła, co dzieje się w przytulisku, była w szoku, chciała wzywać telewizję, robić ogromne zamieszanie. Chcemy dać jednak szansę nowym ludziom w naszych władzach, nie możemy nowego burmistrza czy nowego prezesa obwiniać za to, co tam się dzieje. Na razie mamy zapewnienia o chęci współpracy. Cieszymy się, że przyszło tylu ludzi o dobrych sercach, że jest z nami pan prezes, że jest powiatowy lekarz weterynarii.
          Janusz Żoch, nowy prezes Przedsiębiorstwa Komunalnego, podkreślił, że znalazł się na spotkaniu w podwójnej roli – prezesa i miłośnika zwierząt, wyraził chęć przystąpienia do stowarzyszenia:
          - Proszę zrozumieć zawiłości prawne – tłumaczył. – Przytulisko stoi na terenie wysypiska, prawo zabrania wstępu osobom postronnym na ten teren, stąd były problemy z wejściem, wniesieniem jedzenia, co wiem - panie próbowały robić. Nie mogę też zezwolić na to, by zwierzęta bytowały w takich warunkach. Postaramy się ten budynek doprowadzić do normalnego stanu, kojce normalne zrobić, zapanować nad sytuacją po prostu, bo mam wrażenie, że nikt nad tym przytuliskiem nie panował.
          - Tylko, że nawet jak sprawimy im tam raj na ziemi, to nie będzie to dom – mówiła Beata Płotka. - Często chodzi chociażby o to, by tego psa ktoś pogłaskał, wyprowadził na spacer. Dlatego nasze działania skierowalibyśmy raczej w kierunku adopcji, żeby wszystkie psy mogły trafić do nowych domów. Super byłoby, gdybyście państwo mogli stworzyć tym psom takie tymczasowe domy, przedadopcyjne, by te psy uczyły się bycia z człowiekiem, by miały większą szansę na adopcję. Bo inaczej zupełnie wygląda pies w takim brudnym kojcu, wystraszony, zagłodzony, niż taki, który ma namiastkę domu. Zaczniemy już odrobaczanie i odpchlanie, wszystkie psy zaszczepimy, będziemy też sterylizować i kastrować zwierzęta. Na razie pytajcie, kto może wziąć, przechować zwierzę, czy kto chciałby wziąć je na zawsze.
          - Ja z takiego przechowania „na chwilę” mam już 5 psów – zauważył jeden z mężczyzn – no i przecież ich nie wygonię.
          - Możemy pozbyć się problemu – dodała Grażyna Szczurowska. – Schronisko z prawdziwego zdarzenia za 3 tys. zł od jednego psa odbierze od nas zwierzęta. Na chwilę obecną w przechowalni jest około 30 psów. Problemu pozbędziemy się na chwilę, bo zaraz zwiozą nam psy z powiatu. Co czwartek mamy nowe bezpańskie psy w mieście. Stąd też pomysły, by włączyć w naszą działalność wójtów i burmistrzów gmin w naszym powiecie.
          Poruszano jeszcze kwestie podatku od posiadania zwierząt, sterylizacji w ramach tego podatku czy czipowania.
          - Kupmy na razie psom lepszą karmę - podsumowała jedna z kobiet. - Niech nie jedzą chrupek z Biedronki polanych mlekiem, zadbajmy o to, by miały wodę do picia, by miały ciepło. Zadbajmy również o koty, bo tych też pełno w naszym mieście. Wykorzystajmy to, co daje nam prawo, bo jako TOZ możemy reagować, gdy zwierzakom dzieje się krzywda.
          Kończąc spotkanie Beata Płotka powiedziała:
          - Zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś postronny może powiedzieć: „zajmijcie się poważnymi sprawami, ludzie pracy nie mają, jeść nie mają co, a wy psami czy kotami się przejmujecie”. Ale niedawno zdziczałe bezpańskie psy zagryzły sarnę, rok czy dwa lata temu, w Siemiatyczach zaatakowały stado owiec wrzosówek. A co będzie jak zaatakują człowieka?
          Osoby zainteresowane członkostwem w siemiatyckim TOZ mogą zgłaszać się do gabinetu weterynaryjnego „Bawet” lub sklepu „Arka”, ul. Świętojańska. Wpisowe to 5 zł, dla uczniów i emerytów ulgowe 3 zł. Comiesięczna składka: 3 zł i ulgowa - 1 zł.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. AK

        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama