Klukowicze to mała, zapomniana miejscowość we wschodniej części powiatu siemiatyckiego. Jeszcze kilkanaście lat temu była to jedna z ważniejszych wsi w gminie Nurzec, tętniąca życiem. Istniała tutaj szkoła podstawowa, ośrodek zdrowia, poczta. Dziś nie ma tu żadnych zakładów pracy, więc nic dziwnego, że z każdym rokiem maleje liczba mieszkańców, a wieś jakby powoli odchodziła w zapomnienie.
Trudno też mówić o jakimkolwiek życiu kulturalnym w takiej miejscowości. Miejscowy sklep, to chyba jedyny punkt spotkań ludzi, którzy na co dzień zajmując się rolnictwem, nie mają czasu na rozrywkę. Tym bardziej więc ostatnia inicjatywa Gminnego Ośrodka Upowszechniania Kultury w Nurcu Stacji wydaje się być strzałem w dziesiątkę. W niedzielę, 23 września, pracownicy nurzeckiego GOUK zorganizowali imprezę pod nazwą „Muzyczna niedziela” właśnie w Klukowiczach. Na kilka godzin to Klukowicze stały się centrum rozrywki, tam bowiem w pomieszczeniach po byłej szkole zebrała się okoliczna ludność, by wziąć udział w dobrej zabawie. A trzeba dodać, że chwilami było dość tłoczno, bo licznie przybyli nie tylko mieszkańcy Klukowicz, ale także Litwinowicz, Siemichocz, Tymianki, Wyczółek oraz kilku innych okolicznych wsi. W „Muzycznej niedzieli” uczestniczył także wójt gminy Nurzec - Piotr Jaszczuk, oraz były radny sejmiku województwa podlaskiego – Mikołaj Gawryluk. Podczas koncertu swoje umiejętności wokalne zaprezentowało kilka zespołów: „Jesienne róże” i „Tęcza” z Nurca, „Kapela podlaska” i „Nowina” z Moszczony Królewskiej oraz zespół „Lailand” z Białegostoku, który białoruskimi rytmami chyba najbardziej rozruszał zgromadzoną publiczność. Nie zabrakło również bisów. Sądząc po reakcjach, publiczność była zachwycona. By się upewnić, o wrażenia pytamy uczestników imprezy: - Bawię się tutaj bardzo wesoło. Jest naprawdę przecudnie. Fantastycznie, że chociaż raz pomyślano o naszej miejscowości i zrobiono nam taką wspaniałą, wesołą niedzielę – powiedziała jedna z mieszkanek Klukowicz. - Trzeba takich imprez na naszym terenie, dlatego że tutaj, na wschodzie, życie upada, nie tylko kulturalne, więc takie spotkania są naprawdę potrzebne – komentował pan Włodzimierz z Litwinowicz. - Myślę, że impreza w tym środowisku była imprezą trafioną. Obserwujemy brak integracji w tym środowisku wiejskim, pewną stagnację kulturalną. Dlatego jako organizatorzy bardzo się cieszymy, że tyle osób odebrało tę naszą inicjatywę kulturalną – dodała pani Irena Janoszuk, dyrektor GOUK w Nurcu. Ewa Magdalena Iwaniak, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze