Reklama

Miłkowice Janki maja laureata Agroligi

18/07/2011 21:55
Na początku lipca Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie podsumował tegoroczną edycję konkursu "Podlaska Agroliga". W kategorii "rolnicy" wyróżnienie otrzymało gospodarstwo Lucyny i Stanisława Niewiarowskich z Miłkowic Janek, gm. Drohiczyn. Nagrodę państwo Miłkowscy odebrali 7 lipca w siedzibie podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku.

          Ogrodzony i utwardzony plac, z wydzieloną częścią gospodarczą i wypoczynkową, z ogrodem, zmechanizowana obora, nowe maszyny rolnicze, wszystko zadbane, nowoczesne, w zwartej zabudowie - tak gospodarstwo państwa Niewiarowskich ocenili pracownicy ośrodka doradztwa rolniczego. Trzeba jeszcze dodać, że działalność tego gospodarstwa jest wielokierunkowa. To hodowla bydła mlecznego, uprawa zboża i agroturystyka.
          O wyróżnieniu w agrolidze oraz nowoczesnym gospodarowaniu rozmawiamy z państwem Niewiarowskimi.
          - Czy to był pierwszy udział w takim konkursie?

          - Przed rokiem zostaliśmy laureatami na wojewódzkim etapie konkursu "Zielone lato" - mówi pani Lucyna. - To było takie nasze przetarcie w konkursach. Pod uwagę w tamtym przypadku brana była nasza działalność agroturystyczna. Były komisje, dyplomy itd. Tak jak przed rokiem, tegoroczny udział zaproponował nam Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Siemiatyczach.
          - Co robiła komisja wizytująca gospodarstwo przed rozstrzygnięciem agroligi?

          - Sprawdzano stan budynków, infrastrukturę gospodarstwa, możliwości rozwoju. Oglądali, robili zdjęcia, pisali. Przyjechało aż dwanaście osób.
          - Jakie warunki musi spełniać gospodarstwo, aby być wytypowanym do udziału w takim konkursie?

          - Przede wszystkim estetyczne, zadbane, nowoczesne. Dodatkowo komisja patrzy na to, jak gospodarze radzą sobie z pozyskiwaniem pieniędzy z Unii Europejskiej. Dodatkowym atutem kilka linii produkcyjnych. U nas - jak mówiłam - poza bydłem, to zboże i agroturystyka.
          - A jak jest u państwa z funduszami unijnymi?

          - Składaliśmy wnioski o dofinansowanie naszej działalności trzy razy i za każdym razem udało się pozyskać jakieś pieniądze. Pierwszy wniosek to możliwość zakupu kombajnu i części maszyn. Drugi, ze zróżnicowania gospodarstw, pozwolił na rozbudowę domu pod cele agroturystyczne. Trzeci to pieniądze na utwardzenie placu w gospodarstwie i zakup części maszyn.
          - Jak państwo podchodziliście do tych wniosków. Z myślą – uda się, czy nie?

          - Największe obawy były na początku. Przy dwóch kolejnych próbach było łatwiej i bardziej wierzyliśmy w pozytywne zakończenie, mimo że wiele razy bardzo szczegółowo musieliśmy uzasadniać i uzupełniać naszą dokumentację. Gorzej było z ludźmi z otoczenia, bo ogólnie niewielu wierzyło, że się uda, a potem niedowierzało, że się udało.
          - Ile macie państwo ziemi i bydła?

          - To średni stan. Około 30 sztuk bydła i ponad 40 hektarów ziemi. Te hektary na szczęście nie są zbytnio rozrzucone w terenie. Większość bydła trzymamy na mleko, część zboża zostawiam na własne potrzeby, część sprzedaję na paszę.
          - Jak radzą sobie państwo z gospodarowaniem na taką skalę?

          - Jakoś musimy - mówi pan Stanisław. - Synowie pomagają. Aby pogoda była, to będzie dobrze. W tym roku na razie trudno o dobrą pogodę, bo co jakiś czas mamy deszcze, a żniwa już się zbliżają. W ubiegłym roku - jak była dobra pogoda, to w tydzień udało się wszystko zebrać i nawet zaorać ściernisko.
          - A czy jest teraz problem ze zbyciem mleka?

          - My takiego nie widzimy. Zdajemy mleko do Polseru w Siemiatyczach. Tylko cena mogłaby być wyższa, ale z drugiej strony - zawsze parę złotych za te mleko wpadnie - tak, jak comiesięczna wypłata.
          - Czy tytuł laureata takiego konkursu to tylko satysfakcja?

          - Chyba tak. Satysfakcja z przyznania, jak i z tego, że praca nie idzie na marne, że ktoś nas docenił. I nagrody ciekawe. Coś już zrobiliśmy i dostaliśmy za to nagrodę, to może czas postawić sobie poprzeczkę wyżej? Może i to zostanie zauważone?
          - Są więc plany?

          - Chcemy rozbudować nasze gospodarstwo o elementy rekreacyjne - staw, pomost i inne zagospodarowanie.
          - Często rozmawiamy z rolnikami. W zasadzie nie zdarzyło się, aby któryś powiedział, że na wsi się opłaca. Może państwo macie inne zdanie?

          - Raczej nie. Oczywiście pewnie są wyjątki, czyli jacyś rolnicy, którzy powiedzieliby, że się opłaca. Trzeba jednak zadać sobie pytanie - czy zyski są adekwatne do włożonej pracy? A pracuje się w zasadzie cały czas. Poza tym mocno wahają się ceny w rolnictwie. Najczęściej jest tak, że ceny, po jakich zbywamy są niskie, a zakup nowych maszyn, urządzeń, środków, paliwa, to coraz większy wydatek. Dobrze, że dla części rolników trafi się dodatkowe dofinansowanie unijne. Bez tego byłoby jeszcze gorzej. Trzeba więc gospodarować i czekać z nadzieją, że będzie lepiej.
          - Dziękuję za rozmowę.


          Tytuł mistrza Podlaskiej Agroligii w kategorii "rolnicy" zdobyli Jolanta i Adam Kochańscy z miejscowości Jasionóweczka w gminie Jasionówka (powiat moniecki).

          Cezary Klimaszewski, tygodnik Gos Siemiatycz, fot. CK
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama