Na początku lipca Podlaski Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Szepietowie podsumował tegoroczną edycję konkursu "Podlaska Agroliga". W kategorii "rolnicy" wyróżnienie otrzymało gospodarstwo Lucyny i Stanisława Niewiarowskich z Miłkowic Janek, gm. Drohiczyn. Nagrodę państwo Miłkowscy odebrali 7 lipca w siedzibie podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku.
Ogrodzony i utwardzony plac, z wydzieloną częścią gospodarczą i wypoczynkową, z ogrodem, zmechanizowana obora, nowe maszyny rolnicze, wszystko zadbane, nowoczesne, w zwartej zabudowie - tak gospodarstwo państwa Niewiarowskich ocenili pracownicy ośrodka doradztwa rolniczego. Trzeba jeszcze dodać, że działalność tego gospodarstwa jest wielokierunkowa. To hodowla bydła mlecznego, uprawa zboża i agroturystyka. O wyróżnieniu w agrolidze oraz nowoczesnym gospodarowaniu rozmawiamy z państwem Niewiarowskimi. - Czy to był pierwszy udział w takim konkursie? - Przed rokiem zostaliśmy laureatami na wojewódzkim etapie konkursu "Zielone lato" - mówi pani Lucyna. - To było takie nasze przetarcie w konkursach. Pod uwagę w tamtym przypadku brana była nasza działalność agroturystyczna. Były komisje, dyplomy itd. Tak jak przed rokiem, tegoroczny udział zaproponował nam Ośrodek Doradztwa Rolniczego w Siemiatyczach. - Co robiła komisja wizytująca gospodarstwo przed rozstrzygnięciem agroligi? - Sprawdzano stan budynków, infrastrukturę gospodarstwa, możliwości rozwoju. Oglądali, robili zdjęcia, pisali. Przyjechało aż dwanaście osób. - Jakie warunki musi spełniać gospodarstwo, aby być wytypowanym do udziału w takim konkursie? - Przede wszystkim estetyczne, zadbane, nowoczesne. Dodatkowo komisja patrzy na to, jak gospodarze radzą sobie z pozyskiwaniem pieniędzy z Unii Europejskiej. Dodatkowym atutem kilka linii produkcyjnych. U nas - jak mówiłam - poza bydłem, to zboże i agroturystyka. - A jak jest u państwa z funduszami unijnymi? - Składaliśmy wnioski o dofinansowanie naszej działalności trzy razy i za każdym razem udało się pozyskać jakieś pieniądze. Pierwszy wniosek to możliwość zakupu kombajnu i części maszyn. Drugi, ze zróżnicowania gospodarstw, pozwolił na rozbudowę domu pod cele agroturystyczne. Trzeci to pieniądze na utwardzenie placu w gospodarstwie i zakup części maszyn. - Jak państwo podchodziliście do tych wniosków. Z myślą – uda się, czy nie? - Największe obawy były na początku. Przy dwóch kolejnych próbach było łatwiej i bardziej wierzyliśmy w pozytywne zakończenie, mimo że wiele razy bardzo szczegółowo musieliśmy uzasadniać i uzupełniać naszą dokumentację. Gorzej było z ludźmi z otoczenia, bo ogólnie niewielu wierzyło, że się uda, a potem niedowierzało, że się udało. - Ile macie państwo ziemi i bydła? - To średni stan. Około 30 sztuk bydła i ponad 40 hektarów ziemi. Te hektary na szczęście nie są zbytnio rozrzucone w terenie. Większość bydła trzymamy na mleko, część zboża zostawiam na własne potrzeby, część sprzedaję na paszę. - Jak radzą sobie państwo z gospodarowaniem na taką skalę? - Jakoś musimy - mówi pan Stanisław. - Synowie pomagają. Aby pogoda była, to będzie dobrze. W tym roku na razie trudno o dobrą pogodę, bo co jakiś czas mamy deszcze, a żniwa już się zbliżają. W ubiegłym roku - jak była dobra pogoda, to w tydzień udało się wszystko zebrać i nawet zaorać ściernisko. - A czy jest teraz problem ze zbyciem mleka? - My takiego nie widzimy. Zdajemy mleko do Polseru w Siemiatyczach. Tylko cena mogłaby być wyższa, ale z drugiej strony - zawsze parę złotych za te mleko wpadnie - tak, jak comiesięczna wypłata. - Czy tytuł laureata takiego konkursu to tylko satysfakcja? - Chyba tak. Satysfakcja z przyznania, jak i z tego, że praca nie idzie na marne, że ktoś nas docenił. I nagrody ciekawe. Coś już zrobiliśmy i dostaliśmy za to nagrodę, to może czas postawić sobie poprzeczkę wyżej? Może i to zostanie zauważone? - Są więc plany? - Chcemy rozbudować nasze gospodarstwo o elementy rekreacyjne - staw, pomost i inne zagospodarowanie. - Często rozmawiamy z rolnikami. W zasadzie nie zdarzyło się, aby któryś powiedział, że na wsi się opłaca. Może państwo macie inne zdanie? - Raczej nie. Oczywiście pewnie są wyjątki, czyli jacyś rolnicy, którzy powiedzieliby, że się opłaca. Trzeba jednak zadać sobie pytanie - czy zyski są adekwatne do włożonej pracy? A pracuje się w zasadzie cały czas. Poza tym mocno wahają się ceny w rolnictwie. Najczęściej jest tak, że ceny, po jakich zbywamy są niskie, a zakup nowych maszyn, urządzeń, środków, paliwa, to coraz większy wydatek. Dobrze, że dla części rolników trafi się dodatkowe dofinansowanie unijne. Bez tego byłoby jeszcze gorzej. Trzeba więc gospodarować i czekać z nadzieją, że będzie lepiej. - Dziękuję za rozmowę.
Tytuł mistrza Podlaskiej Agroligii w kategorii "rolnicy" zdobyli Jolanta i Adam Kochańscy z miejscowości Jasionóweczka w gminie Jasionówka (powiat moniecki).
Cezary Klimaszewski, tygodnik Gos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze