Jak twierdzą niektórzy lokatorzy nurzeckich baraków, stan mieszkań zastępczych, przygotowanych przez gminę na terenie dawnej jednostki wojskowej, uniemożliwia im wprowadzenie się tam zgodnie z wyznaczonym terminem. Potrzebują czasu, by dostosować lokale do użytku, ale jeśli to zrobią, to wbrew umowie i na własną rękę, ponieważ nie wolno im zrobić tam niczego poza malowaniem.
W ubiegłym tygodniu informowaliśmy o budzących kontrowersje, wśród niektórych zainteresowanych, mieszkaniach zastępczych zaadaptowanych w powojskowych budynkach na Osiedlu Zielone (teren dawnej jednostki wojskowej). Lokale te zostały przygotowane dla lokatorów baraków przy ul. Poniatowskiego oraz Drzewnej w Nurcu Stacji. Baraki pamiętają najodleglejszą historię samej miejscowości, a ponieważ są drewniane i przez lata nikt nie dbał o nie, dziś są w opłakanym stanie. Inspekcja nadzoru budowlanego podjęła decyzję o natychmiastowym wysiedleniu mieszkających tam osób, gdyż przebywanie w takich budynkach zagraża ich życiu.
Przedwczesna radość Niektórzy mieszkańcy umowy na wynajem nowych lokali w tzw. „emkach” podpisali tuż pod koniec ubiegłego roku. Jak mówią bardzo się cieszyli, kiedy dostali do ręki klucze. Wreszcie będą mogli się przeprowadzić i spokojnie już spać. Tymczasem jednak przeżyli spore rozczarowanie, kiedy dokładnie obejrzeli lokale zastępcze. W rozmowie z nami twierdzili, że nie nadają się one do zamieszkania z aktualnym standardem. Owszem – są byle jakie podłogi (beton i linoleum), postawiono ścianki działowe, zamontowano wyposażenie sanitarne – brodziki, zlewozmywaki, muszle klozetowe, jest zimna woda, centralne ogrzewanie. Wydawałoby się więc, że wszystko, czego potrzeba do życia - jest.
- Ściany w niektórych pomieszczeniach mają tynk typu baranek, bardzo gruby i ostry. Są zimne i nieprzyjemne. Dostawione ścianki działowe są z cienkiej płyty, więc wszystko będzie słychać co się dzieje u sąsiada. Ale to może nie jest taki problem – te ściany są tak cienkie, że wystarczy się porządnie o nią oprzeć i wyląduję w sąsiednim mieszkaniu. Szyby w niektórych oknach są pobite czy popękane. W części okien są kraty. Od sylwestra grzeję tu codziennie, dużo drewna już spaliłem, a temperatura maksymalna w pomieszczeniu, w którym jest piec, wynosiła dotąd 14 stopni. W pozostałych pokojach jest dużo zimniej – opowiada jeden z lokatorów.
- Stare, 50-letnie, a może i starsze, grzejniki żeliwne wcale nie oddają ciepła. Owszem, nagrzewają się, bywają tak gorące, że nie można dotknąć – ale jak się przyłoży rękę kilka centymetrów nad grzejnikiem, nie czuć ciepła. I jak ja mam tu puścić dziecko kilkuletnie? A najgorsze jest to, że my sami nic tu nie możemy zrobić – jedynie wolno nam pomalować ściany. Tam, gdzie teraz mieszkamy, mamy zdecydowanie pod tym względem lepiej – jest ciepło, można chodzić w letnim ubraniu, jak się napali. Niech pani tu spróbuje zdjąć kurtkę.
Dziwna też jest lokalizacja poszczególnych urządzeń. W pomieszczeniu, które jest kuchnią, znajduje się brodzik, nie oddzielony od reszty wnętrza żadną ścianą. Wydaje się więc, że jedyne co lokator będzie mógł zrobić, to dostawić kabinę i kąpać się w kuchni. - Pytanie tylko jak, skoro nie ma ciepłej wody, a instalacja nie jest przygotowana do tego nawet, żeby można było ją sobie nagrzać. Nie ma bojlerów – dodaje drugi rozmówca. Po kilkunastu minutach rozmowy w nowym mieszkaniu, w którym jeszcze ciepły jest piec, bo niedawno się w nim paliło – zmarzliśmy w nogi. Zaś w zimowej kurtce, czapce, szaliku było tam w sam raz.
Prośba do władzy Nowi lokatorzy mówią, że w umowie mieli termin wyprowadzki do 10 stycznia. Za wynajem tych mieszkań mieli płacić ok. 50 zł miesięcznie, jeśli jednak nie dotrzymają terminu, stawka wzrośnie trzykrotnie. W poniedziałek, 11 stycznia, ci mieszkańcy, którzy podpisali umowy, złożyli w urzędzie gminy pisma, w których proszą o przedłużenie terminu wyprowadzki i doprowadzenie warunków w mieszkaniach do stanu, który umożliwi wejście do nowych lokali. - Pan wójt powiedział, że to są dobre warunki, a jeśli nam nie pasuje, to możemy zrezygnować. Dodał jeszcze, że jak będziemy zawiadamiać media, to zerwie z nami umowę. Jesteśmy w kropce. Nie mamy wyjścia, musimy przyjąć te warunki i chyba jakoś na własną rękę dostosować te mieszkania do użytku. Ale potraktowano nas bardzo źle. Problem polega na tym, że wszystkich mieszkańców baraków potraktowano jednakowo, jak margines i patologię. A przecież mieszkają tu też zupełnie normalni, uczciwi ludzie. Wiadomo, że problem trzeba rozwiązać, bo z każdym dniem baraki coraz mniej przypominają mieszkania i niebezpieczeństwo jest coraz większe. W tej sytuacji jednak ktoś będzie musiał pójść na ustępstwa. I z pewnością nie będzie to ten silniejszy.
Ps: Stanowisko urzędu gminy przedstawimy Czytelnikom wówczas, kiedy dostaniemy odpowiedź na pismo. Wójt Jaszczuk bowiem poinformował, że będzie wypowiadał się jedynie w taki sposób, ponieważ jego telefoniczne wypowiedzi są... zniekształcane. Poproszony zaś o to, by odpowiedź nadeszła możliwie niezwłocznie – powiedział, że to będzie zależało od tego, czy znajdzie wolny czas – ponieważ są ważniejsze sprawy niż informowanie o takich nieistotnych rzeczach.
Komentarze