Reklama

Mielnik - Wójt liczył na cud?

23/09/2013 22:00

Coraz więcej mieszkańców gminy Mielnik zaczyna powątpiewać w budowę parku historycznego „Trylogia”. Coś, co miało być wizytówką turystyczną Mielnika, może okazać się inwestycją, za którą wójtowi przyjdzie słono zapłacić podczas wyborów samorządowych. Czyżby członkowie komitetu referendalnego mieli rację w tym, co mówili o Trylogii?

- Jestem zaskoczony skalą pomyłki Adama Toboty. Przewidywałem, że koszt budowy będzie większy niż zakładany. Sygnalizowałem to wielokrotnie. Nie sądziłem jednak, że niedoszacowanie będzie aż tak duże - mówi Andrzej Maruszeczko. - Wójt na sesji rady gminy deklarował, że koszt budowy Trylogii nie będzie większy niż 30 mln zł. Tym czasem jego założenia były błędne aż o 50%. Gigantyczna suma 15 mln zł niedoszacowania kosztów budowy to nie pomyłka, tylko totalna amatorszczyzna. My zawsze podkreślaliśmy, że Adam Tobota jest niekompetentny, bo nie ma odpowiedniego doświadczenia, aby przeprowadzać takie inwestycje. Robi błędy, a że jest wszechwiedzący nie słucha głosów, które te błędy wytykają i brnie dalej w zaparte. Pamiętajmy, że w budowie pomylił się aż o 50%. My wytykaliśmy mu także błędne wyliczenia dotyczące kosztów utrzymania Trylogii. Twierdzimy, że zakładane koszty utrzymania są sztucznie i celowo zaniżane, zaś przewidywane przychody idealistycznie zawyżane. Na razie wychodzi, że nasze obawy się sprawdzają. Jeżeli mamy rację i koszty utrzymania Trylogii będą podobnie do kosztów budowy - o 50% większe, a przewidywane przychody o 50% mniejsze, czeka nas mega katastrofa. Całe szczęście nie jest jeszcze za późno i może do tego nie dojść. Zależy to jednak od radnych gminy Mielnik, którzy zadecydują i pokażą, czy są mądrymi i odpowiedzialnymi ludźmi.

Reklama

- Czyżby ktoś przygotował zbyt kosztowny projekt?

- To jest projekt Adama Toboty i przez niego pilotowany. To on bierze za niego pełną odpowiedzialność. Pan wójt ma pretensje do wyceny zaproszonych do przetargu firm budowlanych. Duże firmy budowlane zatrudniają specjalistów, potrafiących precyzyjnie określić realne koszty budowy. Zawsze dziwiliśmy się, że wójt nigdy nie zrobił tzw. kosztorysu inwestorskiego i nie sprawdził ile będzie kosztowała realizacja Trylogii. Tym samym nigdy nie sprawdził, czy projekt ten ma szansę powodzenia. Może liczył na cud? Teraz chce ogłosić przetarg, w którym mogą brać udział firmy o nazwie „krzak”. Jak takiego człowieka traktować poważnie?

Reklama

- Wierzy Pan w to, że priorytetowa inwestycja zostanie zrealizowana?

- Ona jest priorytetowa wyłącznie dla Adama Toboty i kilku osób, które z tego chcą czerpać korzyści. Na pewno nie jest priorytetowa dla gminy, bo nie leży w jej interesie. Nic nie leży w interesie gminy, co może ją doprowadzić do zapaści finansowej. To także nie leży w interesie regionu i całej Polski. W Polsce powstało już bardzo dużo publicznych inwestycji, które zamiast uszczęśliwiać, przynoszą utrapienie. Niestety, wszystko wskazuje na to, że tak może być i w tym przypadku.

Reklama

- Nie zaprzeczy Pan, że wójt jest twórcą śmiałych gminnych planów.

- A co to znaczy „śmiałe pomysły”? Ja też mogę zaproponować budowę wieży Eiffla w Mielniku. Mogę nawet zaproponować, aby w odróżnieniu do tej w Paryżu była cała pozłacana i wprawiała w zachwyt i zazdrość naszych sąsiadów zza wschodniej granicy. Albo zaproponuję budowę w Mielniku największego w Europie ZOO. Śmiałych pomysłów może być dużo. Ważniejsze jest, czy są to pomysły mądre i mają szansę na realizację, a jeszcze ważniejszym jest to, aby być świadomym jakie przyniosą korzyści dla mieszkańców i całego regionu, a jakie stworzą zagrożenia. Trzeba rozróżnić fantazje i swoje widzimisię od realnych możliwości. To oznacza, że trzeba mieć otwartą głowę i umieć liczyć.

Reklama

- Z perspektywy czasu może warto było zaczekać z referendum do czasu rozstrzygnięcia przetargu dotyczącego parku historycznego?

- Referendum było po to, aby wyświetlić to, co Adam Tobota skrywał. To dotyczyło także Trylogii. O Trylogii mówiliśmy dużo i zawsze podkreślaliśmy, że jest to źle przygotowany projekt. Uważam, że wszystko to, co działo się przed, w trakcie i po referendum było bardzo potrzebne. Niezmiennie uważamy, że Adam Tobota jest niewłaściwym i niekompetentnym wójtem, a jego rządy i działania są niebezpieczne dla gminy i jej mieszkańców.

Reklama

- Więc Adam Tobota powinien zrezygnować z funkcji wójta?

- Proszę o to zapytać wójta. Myślę jednak, że do tego nie dojdzie. Adam Tobota nigdy nie przyznaje się do błędów. Swoje niepowodzenia i pomyłki zrzuca na barki „czynników zewnętrznych”. Zawsze winni są niechętni zmianom mieszkańcy gminy, „przyjezdni”, grupa referendalna, biuro projektowe, które źle zrobiło projekt, firma budowlana, która niby chce za dużo zarobić. Wszyscy są winni tylko nie on. Brak pokory i realnej samooceny.

- Czy po referendum doszło do jakichś represji wobec uczestników głosowania?

Reklama

- Na poreferendalne reakcje nie trzeba było długo czekać. Wójt niemal natychmiast zwolnił z posady świetlicową - siostrę radnego, swego jawnego oponenta. Najbardziej spektakularną reakcją wójta jest zwolnienie pedagoga szkolnego. Co prawda zrobiła to z żołnierską dyscypliną pani dyrektor szkoły, ale na wyraźne polecenie i z konkretnym, personalnym wskazaniem przez wójta. Jej zwolnienie nie jest umotywowane jak to przedstawia pani dyrektor dyscypliną finansową i koniecznymi oszczędnościami w szkole. Takich oszczędności nie ma, ponieważ rada gminy zatwierdziła budżet szkolny, który obejmuje wszystkich dotychczasowych nauczycieli, w także posadę pedagoga. Pani pedagog została zwolniona, ponieważ jest jednym z nielicznych pracowników szkoły, którzy nie dali się zastraszyć wójtowi i poszli do referendum. I to jest prawdziwa przyczyna. Niestety odbije się to na jakości szkoły, na dzieciach i rodzicach. Ale to wójta nie interesuje. Sprawa się jednak toczy w sądzie pracy i to sąd zadecyduje, czy były realne przesłanki do zwolnienia.

- Referendum w obecnej formie to nie jest przypadkiem karykatura samorządowej demokracji?

Reklama

- Ustawa o referendum jest bardzo potrzebna, ale niestety jest wadliwa. Nie zabrania bowiem namawiać wójtowi do niegłosowania. W praktyce oznacza to, że ten kto idzie jest wrogiem, a ten kto nie idzie jest posłuszny przez zastraszenie lub zwolennikiem. W takich małych społecznościach, gdzie wszyscy się znają łatwo stwierdzić kto z imienia i nazwiska poszedł do głosowania na referendum, a kto nie. Oznacza to, że łatwo wyciągnąć też konsekwencje od pracowników instytucji podlegających wójtowi, czyli pracowników urzędu gminy, szkoły, przedszkola, biblioteki, zakładu komunalnego. Ludzie bali się, że jak zagłosują stracą pracę. Powstała psychoza strachu. Stąd taki efekt. Lepiej byłoby, aby ustawa nakazywała namawianie zwolenników każdej ze stron do głosowania na swoją opcję. Gdyby tak było, Adama Toboty już by nie było. Ale jest jak jest. To nic. Jeszcze chwilę musimy się pomęczyć i będzie lepiej.

Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama