Reklama

Mielnik - Niszczą rzekę Moszczonę

22/06/2012 12:10
Ta nieduża rzeczka, która przepływa przez teren trzech gmin - Nurzec Stacja, Mielnik i Siemiatycze, jest regularnie niszczona. Miejscowi kłusownicy przy pomocy prądu zabijają ryby, od tych kilkucentymetrowych do dużych okazów. Powstają stawy, przyłącza, a jak mówią nasi informatorzy do rzeki zrzucane są ścieki. Niektórzy nie mogą już na to patrzeć i oczekują, że urzędnicy oderwą się od biurek i przyjdą wreszcie z pomocą matce naturze i nam samym tworzącym ekosystem.

          Prądem „walą” ryby
          - Cwaniaki regularnie wbijają druty w dno rzeki, drut miedziany przeciągają przez rzekę i podłączają do fazy. Później idą z wielkim kijem i płoszą rybę. Za tymi drutami montują firankę, w którą wpada wszystko co zginie od prądu. Walą rybę jak tylko się da. W wiosce wiedzą kto to robi, ale każdy udaje greka - mówi nasz informator. - Dzieją się cuda niewidy. Nikt prawie tego nie wie, ale w tej rzece żyje pstrąg potokowy, bardzo cenna ryba. Ci głupcy kłusownicy i chłopi potrafią złapać małe sztuki i wrzucić do prywatnego stawu, a przecież ta ryba tam zdechnie, gdyż potrzebuje czystej dobrze natlenionej wody przepływowej o odpowiedniej niskiej temperaturze.
          Cuda nie wianki na rzece

          - Część prywatnych stawów w Homotach, Pawłowiczach, Oksiutyczach, Kudeliczach, a podobno nawet Szerszeniach jest nielegalnie podłączona do rzeki Moszczony. W niektórych przypadkach staw „wjechał centralnie” w rzekę. Każdy kopie jak się da i nikt nie reaguje. Z reguły miejscowi kopią dwie, trzy godziny, później na jakiś czas przerywają prace, by woda za bardzo nie była mętna, bo może się ktoś skapować o co chodzi - dodaje zorientowany mężczyzna. - Wystarczy spojrzeć na wodę przed Pawłowiczami i jest lustro przezroczyste. Natomiast za Homotami jest bardzo często zmącona jak z oczyszczalni ścieków, prawdziwy żur. Nielegalnie kopią, niszczą unikalną naturę i śmieją się z urzędników. Tam są cuda nie wianki. Co więcej w Homotach i Pawłowiczach wielu ma podłączenie szamb do tej rzeki. Toż to rzeka płynąca też obok Grabarki, a czy ktoś pilnuje prawa i czystości?

          Kto „chroni” przyrodę?
          - Zadzwoniłem do kobiety z urzędu w Mielniku, odpowiedzialnej za ochronę środowiska, że teraz klient kopie na swojej posesji staw i niszczy rzekę. Przecież nie będzie tego kopał dwa tygodnie - mówi nasz przewodnik. - A urzędniczka mi mówi, bym pojechał do starostwa i sprawdził, czy właściciel ma pozwolenie. Toż to absurd. Co konkretnego zrobiła w tej sprawie tego dnia? To ja mam sprawdzać czy ludzie, którzy biorą za to pieniądze? Na policję zadzwoniłem chwilę później i czekałem przez 30 minut - nikt się na miejscu nie zjawił.

          W Pawłowiczach przy moście drewnianym w korycie rzeki ktoś bezmyślnie wysypał stertę azbestu. Woda faktycznie tego dnia jest bardzo czysta. Za Homotami jest totalnie zmącona i brudna. Około południa jedna z osób w Homotach kopie przy samej rzece. Po 1,5 godzinie przerywa prace. Nie wiemy, czy akurat ma pozwolenie. Wystarczy jednak wejść na stronę internetową na przykład geoportalu, by zobaczyć na zdjęciach satelitarnych, gdzie prywatne stawy „wchodzą” w rzekę Moszczonę.

          Za rzekę odpowiedzialny jest Wojewódzki Zarząd Urządzeń i Melioracji w Białymstoku. Czy faktycznie wie co tutaj się dzieje i ma ewidencję stawów oraz przyłączy? Czy wszystkie powstały legalnie? Czas najwyższy skontrolować cały przebieg rzeki Moszczony i faktycznie chronić naturę. Dość już markowanych ruchów w tej sprawie.
          Również Urząd Gminy Mielnik i Siemiatycze, Starostwo Powiatowe w Siemiatyczach, stróże prawa powinny być dogłębnie zainteresowane wyjaśnieniem sprawy i sprawdzeniem przebiegu rzeki, stawów, przyłączy do sztucznych zbiorników w Oksiutyczach, Pawłowiczach, Homotach, Kudeliczach i Szerszeniach.

          Marek Malinowski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. MM
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama