O szacunku Wójta gminy Mielnik, Pana Adama Toboty do naszego dziedzictwa historycznego słów kilka.
Pan Wójt Adam Tobota od kilku już lat próbował kreować w mieszkańcach naszej gminy poczucie jego głębokiego przywiązania do tych ziem. Wielu z nas z pewnością doskonale pamięta kolejne numery kwartalnika „Ziemia Mielnicka”. Słowa wydobywające się spod pióra obecnego Pana Wójta, przelewane na karty tego wydawnictwa, po wielekroć spływały słodyczą Bugu chimerycznie płynącego u podnóża Góry Zamkowej i błogo rozlewały się po nadbużańskich łąkach Trojanu i Kniażewa.
Jednak od momentu intronizacji Pana Wójta w grudniu 2010 nie da się nie zauważyć znacznego dysonansu pomiędzy ogromem włożonego przez niego wysiłku w zachowywanie dziedzictwa kulturowego sprzed rozpoczęcia rządów oraz z przebiegu jego kadencji na stanowisku wójta gminy Mielnik.
Wcześniej polegał on np. na zbieraniu starych zdjęć, na których zwrot wielu właścicieli czeka do dzisiaj, co nierzadko mi sygnalizowali, czy na przygotowywaniu licznych artykułów, z których treścią można się zgadzać lub nie. Osobiście nacisk kładę na drugi wariant, zwłaszcza z racji wybrakowanego o niektóre nieodzowne narzędzia (jak np. obiektywizm) warsztatu naukowo - badawczego Pana Wójta.
Obecnie natomiast wysiłki Pana Wójta skupiają się na tworzeniu nowej jakości w historii naszych ziem: dopisywaniu do niej w sposób sztuczny, pozbawiony jakiegokolwiek historycznego uzasadnienia kolejnych rozdziałów oraz zasypywaniu wcześniejszych – nierozerwalnie związanych z naszą ziemią, bo w niej zalegających. Co gorsza, mam tu na myśli te, w ogóle dotychczas nie przebadane archeologicznie miejsca.
Otóż w ostatnich dniach stycznia i pierwszych lutego bieżącego roku w centrum Mielnika ruszyły prace budowlane na potrzeby kanalizacji.
Sama idea skanalizowania naszej miejscowości, bezsprzecznie jest godna pochwały. Jednak sposób w jaki to się odbywa już zdecydowanie nie. Nie oceniam tu technicznej strony prowadzonych prac, bo nie mam w tym zakresie wystarczających kompetencji. To, co jestem w stanie ocenić, to złamanie prawa w zakresie Ustawy z dnia 23 lipca 2003 roku o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz.U. 2003 nr 162 poz. 1568) i barbarzyńskie potraktowanie naszego dziedzictwa historycznego. Wymogiem pozwolenia Podlaskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków na prowadzenie prac budowlanych na potrzeby kanalizacji na obszarze wpisanym do rejestru zabytków nieruchomych był nadzór archeologa podczas ich trwania. Musimy sobie wszyscy uświadomić, że miejsce znajdujące się w centrum Mielnika, które nawet w dokumentach, przygotowywanych przez Urząd Gminy w Mielniku, określane jest mianem „parku” (np. „Regulamin konkursu urbanistyczno - architektonicznego na zagospodarowanie Parku przy Placu Kościuszki w Mielniku”) jest w rzeczywistości RYNKIEM historycznego miasta, a jego układ przestrzenny jest cenny i dlatego prawnie chroniony.
Mielnik stanowił jedno z trzech najważniejszych miast województwa podlaskiego, utworzonego w 1513 roku (pozostałe to Drohiczyn i Bielsk Podlaski). Nigdy dotychczas nie odbyły się w jego rynku badania archeologiczne i kiedy nadarzyła się okazja, Pan Wójt zaniechał tego, łamiąc prawo, godnie honorując 500–lecie powstania województwa.
A to właśnie w trakcie badań na terenie rynków miast dochodzi nierzadko do spektakularnych odkryć. To w tym miejscu skupiało się życie gospodarcze i administracyjne mieszkańców Mielnika i ziemi mielnickiej, ponieważ tutaj odbywały się targi oraz stał ratusz miejski. To do sądu w Mielniku zjeżdżali mieszkańcy ziemi mielnickiej, którym doskwierali włodarze, kierujący się własną prywatą.
Poza reliktami budowli, w rynkach miast odnajduje się również przedmioty, które zostały zagubione bądź upuszczone, a następnie wdeptane w podłoże i oczekiwały na ich odnalezienie podczas prac archeologicznych. Często są to cenne monety, fragmenty ozdób, wyroby rzemieślnicze oraz inne przedmioty świadczące o długotrwałości zasiedlenia tych ziem przez naszych przodków, ich codziennych zajęciach, sposobie ubierania się, czy zasobności. Niemniej istotne byłoby również stwierdzenie, po jakiej nawierzchni wtedy chodzono. Informację taką w ciekawy sposób można byłoby wykorzystać przy projektowaniu zagospodarowania rynku.
Prace, które spłynęły do konkursu ogłoszonego w 2011 roku przez UG Mielnik, w którym zwycięski projekt został nagrodzony kwotą 10.000 zł brutto, nie przystawały do historycznego charakteru tego miejsca i w niektórych przypadkach bardziej pasowałyby do Miami w USA (oglądałem dużo filmów z Hollywood). Można oczywiście stwierdzić, że projekty stanowią efekt pracy poszczególnych architektów. Jednak bazowali oni na Regulaminie konkursu, w którym założono nawet możliwość przebudowy ulic Plac Kościuszki i Bugowej („Regulamin konkursu urbanistyczno – architektonicznego na zagospodarowanie Parku przy Placu Kościuszki w Mielniku” dostępny na stronie BIP UG w Mielniku, s. 5). Jak to wyżej wspomniałem, rynek jest wpisany do rejestru zabytków nieruchomych i na wszelkie zmiany układu przestrzennego potrzebna jest zgoda konserwatorska.
W skutek wykonania bez nadzoru archeologa koparkami wykopów, bezpowrotnie utraciliśmy tę część naszego dziedzictwa. A każda społeczność – zarówno duża (np. kraju) i mała (np. gminy), nie znając i nie zgłębiając swojej historii traci rację bytu. Teraźniejszość bowiem jest sumą doświadczeń minionych pokoleń, w związku z czym odzieranie ludzi z ich dziejów, jest niczym odebranie siedemdziesięcioletniemu człowiekowi całej zgromadzonej przez niego wiedzy oraz tożsamości i nakazanie mu żyć dalej. Wszak nasza codzienność jest efektem przeszłości i wydarzeń, które w niej się rozegrały.
W pracy archeologa liczą się nie tylko same zabytki, ale także kontekst w jakim są odnajdowane – jeżeli bowiem w tej samej warstwie kulturowej (wyróżnia się je m.in. na podstawie rodzaju osadu – piasek, glina itp. oraz koloru), znaleziona zostanie moneta oraz np. naczynie gliniane, wiadomo dzięki temu, że pochodzą one z tego samego lub zbliżonego okresu i dzięki monecie da się określić czas powstania występującego razem z nią przedmiotu. O to głównie pretensje do pasjonatów przeszłości, posługujących się wykrywaczami metali, mają archeolodzy. Brak kontekstu odnalezionego zabytku powoduje, że poza informacją o samej jego obecności, nic ponadto nie wiadomo.
Takie postąpienie z rynkiem jest tym bardziej karygodne, że wójt na swoich usługach ma doktora nauk historycznych, kierującego mielnickim Gminnym Ośrodkiem Kultury, Sportu i Rekreacji. Nie bez znaczenia jest również, że droga do pracy obu tych panów wiedzie przy rynku. Co więcej, w odległości ok. 200 m od omawianego miejsca znajduje się lokalna instytucja kultury – Ośrodek DZIEJÓW Ziemi Mielnickiej, którego zadaniem miało być upowszechnianie i dbanie o historię naszego terenu. Nadzór archeologiczny i wyprzedzające inwestycję badania wykopaliskowe mogły się stać doskonałą okazją do pozyskania zabytków MIEJSCOWYCH, z których mogłaby powstać interesująca wystawa. Ponadto, pozwoliłyby one na poszerzanie wiedzy o życiu naszych przodków.
Tymczasem Pan Wójt zajmuje się tworzeniem „od nowa” części historii tych ziem – tj. „Trylogią. Parkiem Historycznym w Mielniku”, która nie ma żadnego realnego przełożenia na prawdziwe dzieje naszych terenów, które jak się okazuje lepiej zdewastować bezpowrotnie koparkami.
Warto byłoby również przypomnieć, że Pan Wójt jest tam, gdzie teraz dzięki miejscowym wyborcom i nie można przechodzić obojętnie obok jego arogancji ujawniającej się w impertynenckich określeniach typu „getta społeczne” („Informator Gminny”, nr 2 (4), 2012, s. 5), odpowiedziach na pytania kierowane do niego jako wójta, a nie prywatnej osoby „bo ja tak chcę”, czy też „wściekle ujadających” (Protokół nr XIX/12 z XIX posiedzenia Rady Gminy Mielnik w dniu 28 grudnia 2012 roku dostępny na stronie BIP UG w Mielniku, s. 15).
Przywilejem demokracji jest możliwość funkcjonowania opozycji, którą władza musi tolerować. Nazywanie „buntownikami” ludzi korzystających z przysługującego im ustawowego prawa do wyrażenia swojego niezadowolenia w referendum, w dobitny sposób obnaża aspiracje systemowe Pana Wójta. Skandaliczne, w moim odczuciu są również przekazywane przez niego mieszkańcom gminy (np. podczas spotkań sołeckich) informacje o 38 nowych miejscach pracy w „Trylogii…”, które powstaną dla mieszkańców gminy Mielnik. Podczas posiedzenia Rady, w dniu 20 czerwca 2012 roku, Pan Wójt wyraźnie zaznaczył: „w I etapie zatrudnienie znajdzie 38 osób i nie jest możliwe, aby te osoby pochodziły z terenu gminy. Powód tego jest prosty – do zatrudnienia przewidziane są osoby z bardzo konkretnymi umiejętnościami i zapewne na terenie gminy nie będzie możliwe znalezienie osób o takich umiejętnościach” (Protokół nr XV/12 z XV posiedzenia Rady Gminy Mielnik w dniu 20 czerwca 2012 roku dostępny na stronie BIP UG w Mielniku, s. 11).
Nierzadko słyszę również z różnych stron porównania „Trylogii. Parku Historycznego w Mielniku” do „JuraParku Bałtów” – że im wyszło, więc o co właściwie chodzi przeciwnikom realizacji tego przedsięwzięcia. W skrócie (nie wdając się w konkretne uwagi, bo nie są one tematem tego artykułu), przede wszystkim o to, że projekt tamten był finansowany z prywatnych pieniędzy. Niemniej istotne jest, że tam wykorzystano potencjał własny w postaci naprawdę odnalezionych w Bałtowie tropów dinozaurów, w związku z czym nie trzeba było wyszukiwać na siłę iluzorycznego uzasadnienia inwestycji.
Obecni przeciwnicy Pana Wójta, nierzadko zapytywani o własne pomysły na rozwój gminy, mogą odpowiedzieć – Pan Tobota podczas kampanii w 2010 roku miał wiele interesujących propozycji, dlatego wygrał wybory (ewentualnie jego poprzednik je przegrał). Potem od nich odszedł i rozpoczął realizację swojego osobistego projektu.
Grzegorz Śnieżko
/list opublikowany w: Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz/
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze