Reklama

Mam już dość – mówi matka poszkodowanej - Mieszkańcy są podzieleni

09/09/2008 17:20
"Mam już wszystkiego dość. Nie dają mi spokoju, dlatego zaraz wyjeżdżam" - mówiła nam pani Teresa, matka dziewczyny, którą przez ok. 6 lat gwałcił i molestował ojciec.

          Od poniedziałkowego popołudnia, 8 września, do późnych godzin popołudniowych, 9 września, przed domem w Grodzisku, gdzie od niespełna dwóch lat ojciec zastraszał i bił córkę oraz jej matkę cały czas przebywały ekipy telewizyjne, dziennikarze regionalnych i ogólnopolskich gazet, zespoły radiowe. To samo działo w Siemiatyczach przed budynkiem Prokuratury Rejonowej. Z obu miejsc ekipy na żywo nadawały korespondencje na swoje anteny i rozgłośnie. Najbardziej męczące stało się to dla matki poszkodowanej dziewczyny.
          - Weszli do mnie bez pytania. Jakby siłą. Nie wiedziałam, co robić. Byłam kompletnie zaskoczona. Już mam dość tych wywiadów - mówiła nam ze łzami w oczach.
          Jak mówi pani Teresa, w poniedziałkowy wieczór, mało było chętnych dziennikarzy na wejście do ich domu i zadawania pytań. Gorzej zrobiło się w momencie, kiedy dojechały telewizje i radia.
          - Próbowali ze mną rozmawiać jeszcze wieczorem. Jak zapukali, to tylko uchyliłam drzwi i porozmawiałam przez chwilkę. Ale dziś (wtorek, 9 września - przyp. red.) to od samego rana znowu była gehenna. Wchodzili, pytali, włączali te kamery. Jak pierwsi weszli, to drzwi za sobą nie zamknęli, więc inni szybko też powchodzili. Spokoju nie miałam. I każdemu to samo trzeba było opowiadać - mówi.
          Pani Teresa udzieliła kilka wywiadów. Ostatni ok. wtorkowego południa słowami:
          - Więcej nie mam czasu i nie dam już rady nic mówić. Zaraz wyjeżdżam.
          Ze względu na to, że dom okupują dziennikarze i nie dają spokoju matce dziewczyny Prokuratura Rejonowa w Siemiatyczach oraz policja zaproponowały obu schronienie w innym miejscu. Kobiety od razu przystały na to. Córka nawet nie wróciła do domu z Siemiatycz, bo tam przez prawie cały wtorek przebywała pod opieką policyjnego psychologa.
          - Nawet nie wiem dokąd nas zawiozą. Nie powiedzieli mi przez telefon. Może i dobrze. Po co mam wiedzieć. Musimy uciec od tego piekła - powiedziała nam pani Teresa.
          Po południu, 9 września, pod dom zajechał nie oznakowany policyjny samochód i zabrał panią Teresę. Wcześniej kobieta spakowała parę osobistych rzeczy. Córka miała dotrzeć innym samochodem.
          Mieszkańcy Grodziska nie mówią o niczym innym i nadal są podzieleni. Nie wszyscy wierzą w to, że ich sąsiad mógł się dopuścić takich rzeczy.
          Z kolei podejrzanemu w tej sprawie 45-letniemu Krzysztofowi B. postawiono m.in. zarzuty doprowadzenia córki, z użyciem gróźb i przemocy, wielokrotnie, do obcowania płciowego. Część tych czynów miała miejsce przed ukończeniem przez dziewczynę 15 lat. Obecnie przebywa on w areszcie śledczym w Hajnówce.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama