Była to okazja cofnięcia się w czasie do niepowtarzalnego klimatu lat przedwojennych, jednocześnie duża gratka dla miłośników motoryzacji. Do Korczewa zjechali miłośnicy starych samochodów.
A wszystko to w ramach imprezy "Magia lat 20". W tym roku zabytkowe auta zaprezentowało 15 wystawców. Impreza odbyła się w niedzielę, 27 września, na dziedzińcu przed pałacem. Z okazji przypadającej w tym roku setnej rocznicy powstania Automobilklubu Polskiego przybyło do Korczewa kilka najstarszych samochodów w Polsce. Były to: Rumbler z 1903 r., Maxwell z 1909 r., Brush z 1911 r., Buick z 1914 r., Ford T z 1920 r. i 1930 r., Mercedes z 1936 r., Aero 30 z 1936 r., BMW 315 z 1936 r., MG z 1937 r., Wanderer z 1938 r., Hilman z 1936 r., Jaguar z 1947 r., Rols Royce i Citroen model z 1939 r. Większość aut przyjechała o własnych siłach. Tylko nieliczne zostały dostarczone na lawetach. Wszystkie wyglądały jak nowe. Jak mówili ich właściciele - w tych samochodach nie liczy się prędkość jazdy, komfort, czy ilość spalonej benzyny. Stare samochody mają w sobie to "coś", co sprawia, że pasjonaci szukają ich latami, a potem latami remontują. Robią to tylko po to, aby od czasu do czasu przejechać się ulicą, budząc zachwyt. Samochody zaprezentowały się w próbie sportowej, a ich właściciele w konkursie koszy piknikowych, których zawartość została przedstawiona na trawniku przed pałacem. Organizatorem wystawy był Automobilklub Polski wraz z wiceprezes ds. pojazdów zabytkowych i karawaningu, Ewą Parol - Bartnicką. Podsumowując - impreza warta obejrzenia, mimo że do Korczewa prowadzą kiepskie drogi (gminne i powiatowe).
110 na godzinę autem z 1936 r.
Jednym z wystawców zabytkowych aut podczas wystawy w Korczewie, 27 września, był Leszek Ficenes z Warszawy. Przyjechał autem marki Mercedes Benz model 200 z 1936 r. Samochód był w świetnym stanie, wyglądał jakby przed chwilą wyjechał z fabryki. Oto krótka rozmowa z właścicielem. - Który raz jest pan na tej wystawie? - Pierwszy. Żal ściska, że nie byłem na poprzednich dwóch edycjach. Wiedziałem o nich, ale sprawy służbowe nie pozwoliły mi na przyjazd. - Proszę powiedzieć kilka słów o swoim aucie. - To mercedes 200 z 1936 roku. Oczywiście odrestaurowany i to kompletnie. Wyprodukowano takich tylko 110 egzemplarzy. Ten jest jedynym na świecie jeżdżącym. - Kiedy pan go nabył? - W 1967 r., a odrestaurowanie zajęło 33 lata. - Dlaczego tak długo? - Głównie chodziło o finanse oraz dostęp do oryginalnych części, bo w aucie nie ma zamienników. Dostęp do takich części w latach 70. i 80. jeszcze jakiś był, ale trzeba było bardzo długo na nie czekać, no i nie były tanie. Auto było kompletnie rozebrane i systematycznie składane. - Jeździ pan na inne wystawy? - Owszem. Należę do Klubu Zabytkowych Mercedesów. Oprócz zlotów i wystaw pasjonatów takich aut w kraju, bywam też za granicą. Ten mercedes był na zlotach we Francji, Włoszech, w Luksemburgu, Niemczech. - Skąd u pana pasja do starych aut? - W zasadzie nie tylko do starych. Otóż mam takie uczucie, jakbym się urodził w samochodzie. Mój tata też był pasjonatem motoryzacji, więc chyba ta pasja przeszła od niego. Razem ten samochód wyłuskaliśmy u poprzedniego właściciela. - Jaka jest jego maksymalna prędkość? Pojemność silnika? - Pojemność - dwa litry. 45 koni mechanicznych, 6 cylindrów, dolnozaworowy, instalacja elektryczna 6-woltowa. Maksymalna prędkość - 110 km na godzinę. Przebieg po remoncie - 6 tysięcy km. - Ile jest wart? - Przy ewentualnych transakcjach takich zabytków obowiązuje cena - nazwijmy - amatorska, czyli umowna między obiema stronami. Dla mnie ten samochód jest bezcenny. - Dziękuję za rozmowę.
Cezary Klimaszewski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze