Reklama

Ludzie Cresovii - Krzysztof Walendziuk

19/02/2007 12:58
Kontynuujemy cykl materiałów pod hasłem "Ludzie Cresovii". W tym numerze Krzysztof Walendziuk. Dla młodszego grona kibiców przypominamy, że pan Krzysztof przez ok. 10 lat z powodzeniem bronił bramki siemiatyckiej drużyny.

          - Ile lat grałeś w piłkę?
          - Zacząłem grać w 1985 r. Pierwszym moim trenerem był Ryszard Błoński. Była to drużyna trampkarzy. Potem przeszedłem przez wiek juniora, wtedy trenował mnie Zbigniew Kudelski, na początku lat 90-tych na stałe wskoczyłem już do seniorów. Jak zaczynałem stawiać swoje pierwsze kroki na boisku, pierwszym bramkarzem Cresovii był Krzysztof Podoliński.

          - Czy pamiętasz swój debiut w seniorach?
          - Mam nawet zdjęcie z tego meczu. To było w 1988 r. w Drohiczynie z tamtejszym Żubrem, nie pamiętam czy w lidze czy w Pucharze. Byłem jeszcze wtedy juniorem. Pamiętam, że zagrałem w tym meczu w zwykłych trampkach, takie były czasy. Chętnie pochwalę się, że w debiucie nie puściłem bramki.

          - Najważniejszy mecz?
          - To z pewnością dwa barażowe spotkania o wejście do trzeciej ligi z Mazurem Ełk, w czerwcu 1993 r. Przypomnę, że pierwszy mecz przegraliśmy w Ełku 0:4. Pamiętam dokładnie to spotkanie. Mogliśmy wtedy do przerwy prowadzić 2:0. Piłka po naszych strzałach dwukrotnie zatrzymała się przed bramką przeciwnika w wodzie. Niestety, jednak ulegliśmy znacznie. W rewanżu natomiast padł remis 1:1. Goście wyrównali w końcówce.

          - Czy w związku z tym ten mecz uważasz za swój najlepszy? Obroniłeś wtedy karnego.
          - Na pewno uważam go za jeden z najlepszych w moim wykonaniu. Faktycznie, obroniłem wtedy karnego. Jednak co do tych barażów, to rywale byli od nas zdecydowanie lepsi. Dzięki tym barażom dane było mi uczestniczyć w meczach, które uważa się za największe osiągnięcie Cresovii.

          - Inne obronione karne?
          - Trochę ich było, ale nie jestem w stanie podać jakiejś konkretnej liczby. Pamiętam mecz w Krynkach, w Pucharze Polski, chyba z 1996 r. Po regulaminowym czasie gry był remis i zwycięzcę miały rozstrzygnąć rzuty karne. Obroniłem wtedy dwie decydujące jedenastki. Pamiętam, że ostatnią strzelał zawodnik z numerem "13". Przed tym strzałem powiedziałem do niego: "trzynastka, mam cię". I faktycznie, miałem go.

          - Mocne i słabe strony twojej gry?
          - Na pewno wyróżniałem się pewnym chwytem piłki. Nie bałem się też wychodzić do dośrodkowań i łapać piłkę na polu karnym, gdzie niekiedy obok mnie aż kotłowało się od zawodników. Jeśli zaś chodzi o słabsze strony mojej gry, to na pewno nieco gorzej czułem się na dalekim przedpolu. Dodam, że koledzy czasami żartowali po moich akcjach, kiedy najpierw złapałem piłkę i dopiero po tym krzyknąłem "moja", a powinno być oczywiście odwrotnie.

          - Przez dłuższy okres gry nie miałeś na swojej pozycji konkurencji. Jak to na ciebie wpływało?
          - Przewinęło się oprócz mnie kilku bramkarzy, ale trenerzy stawiali na mnie. A jak wpływał na mnie brak konkurencji? Powiem tak - konkurencja jest wskazana, zawodnik może się wtedy lepiej wykazać. Mimo, że tej konkurencji praktycznie nie było, w większości przykładałem się do treningów.

          - Z jakimi obrońcami najlepiej ci się grało?
          - Przez większą część moich występów graliśmy czwórką obrońców w składzie, od prawej: Mariusz Brzeziński, Ryszard Boratyński, Cezary Wiliński i Jerzy Nowicki. Z tą obroną rozumiałem się najlepiej. Dodam, że jeśli kogoś z tej czwórki zabrakło, to do obrony najczęściej wskakiwali: Andrzej Sawa, Henryk Kozak, Ryszard Zalewski. W kolejnych latach nieźle współpracowało się w obronie z: Jackiem Kirylukiem, Mirkiem Kobusem, Mirkiem Twarowskim, Krzyśkiem Łopaciukiem, Tomkiem Marchelem, Norbertem Marks.

          - Jakieś ciekawe lub śmieszne zdarzenie z meczu?
          - Takich zdarzeń było dużo. Te, które zapamiętałem najbardziej związane są z nietypowymi sytuacjami. A chodzi na przykład o bójki po meczach w Bielsku Podlaskim i Sokółce, wybitą szybę w autobusie po meczu w Choroszczy. Jeśli chodzi o wspomniane zdarzenie w Sokółce, to po meczu, wygranym 5:1, baliśmy się wyjść z szatni. Wyszliśmy dopiero w asyście policji, bo przed szatnią zebrało się wtedy mnóstwo ludzi. Chyba chcieli nas bić za porażkę swojej drużyny. Po tym meczu Sokółka spadała z okręgówki, więc ich złość była uzasadniona.

          - Grałeś w drużynie, która "rządziła" w okręgówce. Czy tamten zespół było stać na więcej?
          - Faktycznie, w okręgówce mieliśmy wtedy kilka niezłych sezonów. Jednak co do naszych możliwości, to na tamtą drużynę, opartą na samych wychowankach, stać było jedynie na baraże do trzeciej ligi. Te baraże i tak były sporym sukcesem. Obiektywnie patrząc, na więcej tamtej drużyny raczej nie było stać.

          - Zdaniem wielu kibiców byłeś najlepszym dotychczas wychowankiem Cresovii na pozycji bramkarza. Czy zgadzasz się z tą opinią? Co myślisz o obecnym młodym bramkarzu Cresovii?
          - Czy najlepszym? Nie chciałbym tego komentować. Dodam tylko, że przede mną bramki Cresovii broniło kilku bardzo dobrych bramkarzy: Ryszard Orzepowski, Jan Kiszczyński, Jan Kuca, Krzysztof Podoliński czy Dariusz Kochański. Natomiast co do obecnego bramkarza pierwszej drużyny, to uważam go za bardzo zdolnego chłopaka. Jest młody, ma duże możliwości i talent.

          - Co poradziłbyś młodym chłopakom, którzy chcą lub zaczynają grac w piłkę na pozycji bramkarza?
          - Każdy musi robić to, co lubi. Jeśli jakiś młody chłopak ma talent i chce trenować, to systematyczna i ciężka praca na pewno przyniesie efekty.

          - Czy marzy ci się pożegnalny mecz?
          - Oczywiście, ale nie chciałbym, żeby taki mecz był zorganizowany wyłącznie dla mnie. Myślę, że koledzy z dawnego zespołu też na taki mecz zasługują. Miło byłoby w sumie spotykać się na takie częściej, na przykład na cykl spotkań w ramach meczów oldbojów.

          - Czym się teraz zajmujesz?
          - Prowadzę w Siemiatyczach zakład ślusarski. Mimo nawału pracy nie opuszczam meczów Cresovii i na bieżąco śledzę wyniki i sytuację w klubie.
          - Dziękuję za rozmowę.

          Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama