Reklama

Litwinowicze - Dziki na polach

12/07/2012 17:24
Jak żyć? - pytają mieszkańcy wsi Litwinowicze, gm. Nurzec Stacja. Ich zmorą są dziki. Jak mówią - zniszczenia są duże. Oto ich żale:

          - Tej wiosny to jest masakra. Ryją i ryją. Przede wszystkim ziemniaki i użytki zielone. Rady już nie dajemy. Nic nie pomaga. Do wsi podchodzą - mówi Mirosław Weremczuk z Litwinowicz.
          - I to wychodzi tak, że największe szkody są tam, gdzie ktoś najbardziej dba. I to nie tylko u nas. Pod Klukowiczami też dziki dokuczają i w dalszej okolicy. Ludzie już nie mają na nie sposobu. Jak rano idzie się w pole, by zobaczyć - a tu poryte, to złość człowieka bierze - potwierdza żal sąsiada sołtys Litwinowicz, Zina Owłasiuk.
          - Niby te myśliwe przyjeżdżają, niby robią co trzeba, ale efektu nie widać. Wspomagamy się sami tym, czym możemy. Próbujemy - jak wiatr - rozrzutnik podstawić, żeby zapach szedł, ale nic to nie daje. Próbujemy petard - strzelamy i nic. Są do kupienia specjalne zapachy odstraszające dziki, ale też nic. Dzik chyba już się przyzwyczaił do nich. A stare sposoby, takie jak postawienie stracha lub kukły, palenie ognia albo przeciągnięcie szpagatu wokół pola też nic nie dają. Ryją i ryją. Po Klukowiczami ktoś postawił specjalne działko. Strzela chyba sprężonym powietrzem. Ustawia się - co ile minut ma strzelać. Robi sporo huku i trochę dziki ogania. To nie wszystko. Przypadki są drastyczniejsze. Jak jedna osoba komarynką jechała, wyszła locha, najeżyła się, ta trąbiła, świeciła i nic. Trzeba było się cofnąć - dodaje Mirosław Weremczuk.
          Mieszkańcy pytają, czy za zniszczenia upraw spowodowane przez dziki należy się odszkodowanie? I od kogo? Od koła łowieckiego? Niektórzy gospodarze mają uprawy zieminiaka zniszczone w stu procentach. Jednym z takich poszkodowanych jest pan Michał Lewczuk z Litwinowicz.
          - Pole z ziemniakami mam dosyć blisko wsi, przy drodze. Jest całkowicie zniszczone. Dziki tam były może ze sto razy, może więcej. Większość pola to sama ziemia. Zostało trochę krzaków, ale pod nimi to tylko kartofle - sadzeniaki zostały. Młodych nie ma. Wszystko będzie do zaorania - żali się.
          Jak wystraszyć dziki? Jaka jest polityka w tej sprawie kół łowieckich? Co robić? No i jak żyć? - to najczęstsze pytania. Poza tym rolnicy kalkulują wysokość ewentualnego odszkodowania - 500 zł za pół hektara? Przecież - wyliczają - rolnik poniósł koszty uprawy - ropa, oprysk, sadzeniaki i praca.
          - A kto trzyma jeszcze świnkę lub krowę, to ziemniaki będzie musiał kupić, by na paszę było - dodaje kolejny mieszkaniec Litwinowicz, Piotr Orzechowski.
          Lochy w okresie ochronnym

          Żale mieszkańców Litwinowicz rozumie Jerzy Kondrat, prezes Koła Łowieckiego "Kuna" w Siemiatyczach. Obręb wsi Litwinowicze nie należy do Koła "Kuna", ale ustosunkowując się do tej sprawy jako problemu ogólnego prezes ma dla rolników dobre wiadomości i mówi, że poszkodowani rolnicy mogą ubiegać się o odszkodowania.
          - Każde Koło łowieckie ma obowiązek poinformować urząd gminy o tym, gdzie poszkodowana osoba ma składać w tej sprawie podanie. Urzędy mają takie adresy. Złożenie podania to pierwszy krok. Kolejny to szacowanie szkody. Wykonuje to przeszkolony przedstawiciel koła w obecności rolnika lub jego pełnomocnika. Na prośbę poszkodowanego może przy tym być również przedstawiciel izby rolniczej - wyjaśnia prezes.
          Koło łowieckie ma 7 dni na rozpatrzenie podania, zaś rolnik 3 dni na zawiadomienie o szkodzie od momentu jej zauważenia.
          - Koło wycenia straty uprawy według ceny rynkowej. Określa się też wydajność pola. Najważniejsze to dogadać się z rolnikiem, czego efektem jest spisanie porozumienia - mówi prezes.
          Wypłacona kwota jest jednak pomniejszona o te koszty, które wliczane są w cenę produktu przy sprzedaży detalicznej w sklepach (marża, transport itp.). W ubiegłym roku siemiatyckie Koło "Kuna", administrując 13 tys. hektarów, wypłaciło odszkodowania na ok. 9 tys. zł. W tym roku do siemiatyckiego koła w ciągu 3 ostatnich miesięcy wpłynęło 17 podań o odszkodowania, w ubiegłym roku - 33. Jak wyjaśnia prezes Kondrat - odmów wypłacenia odszkodowania jest bardzo mało. W 2011 r. ""Kuna" wypłaciła odszkodowania na kwotę ok. 7,5 tys. zł, ale 2 lata wcześniej na ok. 15 tys. zł.
          - Obecnie jest spore nasilenie, jeśli chodzi o dziki. Zgadza się to - jak ludzie mówią - że nie zawsze widać efekt odstrzału. Otóż w okresie od 15 stycznia do sierpnia jest okres ochronny na lochy z warchlakami. A mały dzik może czynić największe szkody. Co roku inwentaryzujemy zwierzynę i na tej podstawie powstaje łowiecki plan hodowlany. Wtedy wiadomo, ile możemy odstrzelić sztuk. Jednak jak mówiłem - lochy w okresie wiosenno - letnim, kiedy rosną ziemniaki i kukurydza, są chronione - wyjaśnia prezes.
          Zwierzyna jest własnością skarbu państwa. Koła dzierżawią leśne obwody łowieckie od nadleśnictwa, zaś polne - od starostwa. Do starostwa wpływają więc pieniądze. Stąd sugestia myśliwych - może ten urząd wspomógłby ich przy wypłacie odszkodowań? Koła wypłacają bowiem odszkodowania z własnego budżetu - składek, sprzedaży zwierzyny.

          Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama