Reklama

Ktoś na górze czuwał? - Apel o pomoc - Smolugi

11/12/2009 12:06
Nocą z niedzieli na poniedziałek, w ostatni weekend listopada, w domu w Smolugach w gm. Dziadkowice wybuchł pożar.
          - Około 2 w nocy obudziły mnie dziwne trzaski, szum – opowiada pan Krzysztof, nie kryjąc emocji. – Paliło się w kuchni. Wielki ogień, gryzący dym. Jak pomyślę co mogło się stać... W domu spało sześć osób. Jeszcze kilka minut i byłoby sześć trupów. Córka jest niepełnosprawna. Nie mówi, nie słyszy. Uczy się w szkole dla głuchoniemych w Warszawie. Na weekend zaprosiła koleżankę ze szkoły, też niepełnosprawną. Co innego migać na spokojnie, a co innego w stresie. Jeszcze dodatkową biedę bym miał... Ale może pan Bóg, ktoś na górze czuwa właśnie nad nią, nad głuchą dziewczyną i to dlatego się obudziłem?
          Zanim przyjechała straż pan Krzysztof zdołał ugasić ogień:
          - Całe szczęście, że zaraz przy drzwiach wejściowych do domu mam kran z wodą, z wężem. Wybiegłem z tej palącej się kuchni i złapałem za wąż. Trochę się poparzyłem. Ale udało się uratować dzieciaki, żonę, babkę. Przez okna powyłazili wszyscy.
          Przyczyną pożaru najprawdopodobniej było spięcie w liczniku na prąd:
          - Raz już się spalił od pioruna. Teraz nie mam pojęcia, co się stało. Pewnie jakieś spięcie. Wiedziałem, że nie wolno lać na licznik wodą. Jeszcze poraziłbym się prądem.
          Pan Krzysztof ugasił ogień przed przybyciem strażaków, jednak straty są spore:
          - Meble kuchenne się spaliły, część jest okopcona. Spaliły się zamrażarka, lodówka, kuchenka. Nawet takie drobne rzeczy, jak mikser czy garnki i talerze. A zaraz święta. Jak je przygotować? Stąd ośmielam sie prosić o pomoc. Owszem gmina zadeklarowała pomoc, opieka społeczna też. Ale czy to wystarczy? Może komuś takie rzeczy są niepotrzebne, może chce wyrzucić, a nam się przydadzą? Będziemy bardzo wdzięczni...
          Pan Krzysztof nie prosi o wiele, ale gdy pytamy o pościel, koce, kołdry i poduszki nieśmiało dodaje:
          - Ciuchy jakieś tam się uchowały, najważniejsza to kuchnia. Z resztą jakoś sobie poradzimy. Choć jak ktoś ma zbędne, to z chęcią przyjmiemy.
          Jeśli wśród naszych Czytelników znajdą się tacy, którzy chcieliby pomóc poszkodowanym w pożarze, podajemy numer telefonu do małżonki pana Krzysztofa: 663 540 827.

          Anna Kondraciuk, tygodnik Głos Siemiatycz
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama