Reklama

Korowaj - tradycja słowiańska

16/05/2012 17:42
Maria Ochnik, która przyjechała ze wsi Jakówki spod Janowa Podlaskiego z zespołem śpiewaczo - obrzędowym zdaniem jury upiekła najsmaczniejsze ciasto i najładniej je przyozdobiła na Festiwal Korowaja Mielnickiego. 4 maja, na "Topolinie" w Mielniku odbyła się szósta edycja tej imprezy. Za pierwsze miejsce pani Maria otrzymała okazały kombiwar.

          W tym roku do konkursu zgłoszono 9 ciast. Wypieki - konkretnie wygląd i smak oceniało jury w składzie: Katarzyna Turosieńska - Durlik, Joanna Szadura, Anna Maruszeczko, Wiesława Bloch - Brick, Maria Boguszewska, Alicja Okoczuk i Maria Charkiewicz. Drugie miejsce, a w nagrodę mikrofalówkę, przyznano Antoninie Gruszewskiej z Zabłocia, trzecie oraz ekspres ciśnieniowy - Markowi Jurczukowi z Anusina. Wyróżnienia zaś otrzymali, a w nagrody tostery: Aleksandra Tobota i Diana Boratyńska, obie z Mielnika. W konkursie udział jeszcze brali: Józef Gruszewski, Marta Szarko, Nina Wierzba i Nina Deoniziuk.
          Zwyciężczyni, zapytana o przepis na swój wypiek, powiedziała: - Trochę jajek, mąki i parę innych rzeczy, jak do ciasta. Ważne jest też uformowanie ciasta, a mój pomysł na to spodobał się.
          Z kolei pani Antonina Gruszewska za Zabłocia, która zajęła drugie miejsce, zdradziła całą recepturę: - Cztery duże jajka, oczywiście swojskie, mleko też swojskie, drożdże. Zamieszać mąkę i jajka, dodać mleko parzone, a drożdże rozrobić z mlekiem. Dodać trochę cukru, dla zapachu cukier waniliowy. Następnie dodać wyrobione drożdże i poczekać, żeby wyrosło. A potem piec. Ja piekłam w piecu chlebowym. Piekło się jakieś 45 minut. A do dekoracji użyłam drugiego ciasta, twardszego do uformowania figurek.
          Tradycyjnie zgłoszone do konkursu ciasta można było spróbować na zakończenie konkursu.
          - Korowaj jako ciasto obrzędowe ma tradycję starą, o charakterze słowiańskim, która kultywowana była szczególnie na Podlasiu. Na innych terenach odpowiednikiem podlaskiego korowaja był kołacz. Korowaj stał się podstawą dawnych wesel. To była wróżba i życzenie dla młodych ludzi biorących ślub. Właściwie bez korowaja wesele nie mogło się odbyć. Dzielono go na tyle części, ile było osób na weselu. A to jak wyglądał korowaj i czy się udał - miało być świadectwem tego, czy pożycie małżeńskie będzie zgodne i udane. Żartobliwie zaś mówiono, że pęknięty korowaj oznaczał, że pierwsza urodzi się córka. Niestety tradycja ta przechodzi już do historii - powiedziała nam Joanna Szadura, pracownik UMCS w Lublinie, członek komisji oceniającej ciasta.





          W części artystycznej wystąpiły: zespół śpiewaczo - obrzędowy z Jakówek, "Rodyna" z Dubiażyna, kapela Bondarczuków z Jabłonnej Lackiej. Warsztaty wypieku korowaja prowadziło Studenckie Koło Etnolingwistów z UMSC w Lublinie.
          Przypominamy ostatnich zwycięzców mielnickiego festiwalu korowaja: 2008 - Barbara Hackiewicz, 2009 - Janina Abramczuk, 2010 - Natalia Fiedorczuk, 2011 - Agnieszka Radź, 2012 - Maria Ochnik.
          Imprezę zorganizował Gminny Ośrodek Kultury Sportu i Rekreacji w Mielniku.


          Jurija w Radziwiłłówce

          Po Festiwalu korowaja w Mielniku przyszedł czas na prawosławne święto Jurija w pobliskiej Radziwiłłówce. To święto różni się tym od mielnickiego, że nie ma konkursu ciast, a są występy i poczęstunek dla wszystkich, zaś głównym smakołykiem jest korowaj.

          W tym roku, 6 maja, przed świetlicą w Radziwiłówce, mieszkańcy tej wsi oraz innych miejscowości z gminy Mielnik świętowali z tej okazji drugi rok z rzędu. Termin, w jakim organizowany jest Festiwal Korowaja Mielnickiego i imprezy w Radziwiłłówce nie jest przypadkowy – wiąże się z prawosławnym świętem Jurija przypadającym na 6 maja, kiedy to gospodarze, aby zapewnić sobie dobre plony taczali korowaj po zbożu - wyłącznie życie. W tym okresie żyto jest jeszcze niskie i zielone, ale ten gospodarz, u którego żyto było w tym dniu niższe od przygotowanego dzień wcześniej ciasta, mógł spodziewać się dobrych plonów.
          - Kiedyś 6 maja nasi rodzice i dziadkowie chodzili na pole, tam śpiewali, jedli. Świętowali, ale nie zapominali też o modlitwie. My już nie chodzimy w pole, ale zbieramy się w świetlicy, przygotowujemy poczęstunek, zapraszamy gości, śpiewamy – powiedziała nam Irena Drewnowska z Radziwiłłówki.
          W tym roku wystąpiły: "Krynica", "Wrzosy", "Nowina", "Katrynka" z Białorusi.
          Imprezę zorganizowała rada sołecka wsi Radziwiłłówka oraz GOKSiR.




          Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama