Według nieoficjalnych informacji w SP ZOZ WSPR Białystok wypowiedzenia złożyła większość ze 137 pracowników kontraktowych, głównie ratownicy, ale też i pielęgniarki: w Białymstoku - 57, w Bielsku Podlaskim - 16, w Sokółce - 15, w Siemiatyczach - 10, w Hajnówce - 10, w Łapach i Mońkach po 8.
Jak 30 lipca poinformowało radio RMF - są problemy kadrowe w białostockim pogotowiu. Ponad połowa pracowników kontraktowych Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku złożyła wypowiedzenia. Domagają się wyższych wynagrodzeń.
"Szef pogotowia Bogdan Kalicki zapewnia, że na razie sytuacja się nie zmienia i bezpieczeństwo pacjentów nie jest w żaden sposób zagrożone. Jak tłumaczy, umowy kontraktowe mają miesięczne wypowiedzenia. Kalicki zapowiedział, że w sierpniu ruszą nowe konkursy na kontrakty z pogotowiem. Osoby, które wypowiedziały umowy, będą w nich startować i przedstawią najpewniej nowe warunki zatrudnienia. Dyrektor przed konkursem nie chciał ujawniać, czy białostocka stacja pogotowia ma pieniądze, by więcej zapłacić ratownikom i pielęgniarkom. Liczy jednak, że uda się uzupełnić braki kadrowe, które mogłyby wystąpić w przyszłości. Poza pracownikami kontraktowymi w wojewódzkiej stacji blisko 200 osób pracuje na etatach" - tyle RMF.
Według nieoficjalnych informacji w SP ZOZ WSPR Białystok wypowiedzenia złożyła większość ze 137 pracowników kontraktowych, głównie ratownicy (ale też i pielęgniarki): w Białymstoku - 57, w Bielsku Podlaskim - 16, w Sokółce - 15, w Siemiatyczach - 10, w Hajnówce - 10, w Łapach i Mońkach po 8.
W Siemiatyczach wypowiedzenia złożyli prawie wszyscy. 10 kontraktowych ratowników.

Rozmawiamy z dwoma ratownikami z Siemiatycz, z przyczyn wiadomych tylko nam znanych z imienia i nazwiska. Jeden jest ratownikiem etatowym, drugi - kontraktowym. Obaj pracują dla SP ZOZ Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.
- W sumie to nie powiemy nic innego, jak wszyscy protestujący od czerwca ratownicy - mówią zgodnie. - I mimo że teoretycznie etatowi maja lepiej, to całkowicie się jednoczymy. My, etatowi wiemy, że filarem systemu są kontraktowi. Zabraknie ich - my nie podołamy, nas jest za mało. A co dalej? Zobaczymy, czekamy na ruch dyrektora. Na razie bardzo nas cieszy ten dzisiejszy zryw. Że dogadaliśmy się z podstacjami, że widać tę solidarność. Szczerze - to czasami wątpiliśmy, tym bardziej kiedy dochodziły sygnały z Polski o podkupywaniu ratowników, przekupywaniu wyższymi stawkami, dzieleniu ratowników na gorszych i lepszych. Zawsze słyszeliśmy komentarz "zwalniaj się, na twoje miejsce mam szufladę pełną podań o pracę". Ludzie myśleli "bierz co ci dają i nie narzekaj”. Ale nawet ostatnio – szukano ratowników, dwóch. Pytano i w Łosicach, i w Siedlcach, i w Białej Podlaskiej. Niestety, brak. Może czas wyciągnąć tych z tej szuflady?
- Też straszą nas, że jest dużo młodych, którzy skończyli szkoły. Ale też zapomina się o tym, że żeby pracować jako kierownik karetki (w Siemiatyczach i na podstacji Drohiczyn jeżdżą dwa zespoły P (w składzie dwóch ratowników, jeden pełni funkcję kierownika - przeważnie ratownik kontraktowy, który poniekąd pełni rolę lekarza) i jeden S, ze składem lekarz i dwóch ratowników - ak) musisz mieć odpowiedni staż. Jeśli dobrze pamiętam, WSPR wymaga przepracowanych 3.000 godzin, 2-3 lat w systemie, lub na SOR-ze, wtedy cię zatrudniają.
- Kilku ratowników już w tym momencie mogłoby już odejść na emeryturę. Część kontraktowych chętnie przeszłaby na etat, ale od 10-12 lat nikt się nie dostał, no może jedna osoba, dwie. Oczywiście część też ratowników woli kontrakty, część jest takich, którzy pracują w dwóch podstacjach, w innym województwie.
W Siemiatyczach "zostaje" 15 ratowników etatowych.
- Lub 16, liczę na szybko. Przysługują nam urlopy, zwolnienia, mamy ograniczony czas pracy - teraz 160 godzin w miesiącu. Kontraktowi - nawet do 300 godzin.
- Jak jest "dobry" miesiąc, to i 350 godzin wyrabiam. Mam stawkę 23,50 zł brutto za godzinę. Chcąc pobyć z rodziną, wyjechać na najkrótszy urlop - potem, by zarobić godziwe pieniądze, muszę pracować właściwie non stop. By utrzymać rodzinę, by zarobić na wszystkie opłaty, które muszę zrobić jako przedsiębiorca. Muszę zapewnić sobie ubranie do pracy, opłacić wszystkie składki, jeszcze WSPR odlicza nam pieniądze za korzystanie z ich pomieszczeń. No, ale OK - korzystamy z wody, prądu. To naprawdę tylko tak się wydaje, że zarabiamy kolosalne pieniądze.
- Samo zestawienie - moje godziny i kolegi. On robi za dwa moje etaty. Zresztą nam tak samo, obiecywano podwyżki w formie dodatku 1.600 zł, miało być bez podatku. Potem, że 1.200 zł i jednak brutto. Teraz jest mowa o 900 zł brutto, więc na rękę dostać mamy 600 zł. Jeśli dostaniemy...
- Idąc tokiem myślenia rządzących, czy naszego dyrektora - mógłbym iść do jakiejś fabryki, pracować pięć dni w tygodniu, mieć wolne weekendy, płatne urlopy, chodzić na zwolnienia. Dadzą mi ubranie do pracy, zapewnią tzw. posiłek regeneracyjny...
A ratole jak te głupole (nasi rozmówcy nie obrażą się, ustaliliśmy, jeśli innych urazimy - przepraszamy) walczą z covidem (którego "przecież nie ma"), składają do kupy rozczłonkowane ciała; reanimują zawałowca, stojąc w kupie gnoju w oborze; czy ratują bezdomnego za w sumie śmieszne pieniądze.
- Oczywiście, nie zawsze są jeżdżone dyżury, bywają spokojne. Ale bywają też straszne, kiedy wyciągamy z rozbitych samochodów ciałka małych dzieci. Nawet nie mamy opieki psychologa. Po takim wypadku wracam do domu, patrzę na swoje dzieci. Komu mam się wygadać? Żonie? Która i tak ma pretensje, że mało bywam w domu? Albo pierwsza fala – kiedy nie mieliśmy właściwie żadnych zabezpieczeń. Potem dostaliśmy pralkę, suszarkę, mogliśmy te brudne ubrania uprać na stacji. A i tak nie wiadomo było, czy czegoś nie zaniesiemy do domu. Książki o tym można pisać, zresztą już kilka powstało. No ale dostaliśmy brawa przecież! Dostarczano nam bezpłatne posiłki. Piosenki pisano, nawet sam prezydent rapował. Tak się obłowiliśmy na tym covidzie, dodatków nam przecież tyle nadawali... Tak, nie twierdzę, że nie dostawaliśmy dodatków. Ale byliśmy dosłownie na froncie, nie braliśmy zwolnień, wolnego, nawet etatowi. W myśl zasady „wszystkie ręce na pokład” - cały czas pracowaliśmy. Teraz dodatki nam zabrano. Bo covidu - jak rok temu latem: „już nie ma, już jesteśmy bezpieczni”. A jesteśmy na przedsionku czwartej fali.
Co dalej? Czy powiatowi grozi zupełny brak ratowników?
- Wypowiedzenia są miesięczne, więc do końca sierpnia pracujemy normalnie. Dyrektor pewnie z tydzień pomyśli, ochłonie, bo myślę, że i dla niego ten dzisiejszy (rozmawiamy w piątek 30 lipca - ak) manifest był zaskoczeniem. Potem ogłosi konkurs ofert, my - w porozumieniu z innymi - złożymy nowe oferty. Potem będą negocjacje ostatecznych stawek. Nie wiem, jakie będziemy proponować, inicjatywa wyjdzie z Białegostoku, oni tam też zawsze mają stawkę wyższą o ok. 2 zł. Na pewno nijak nasze podlaskie stawki maja się też do tych warszawskich. Zobaczymy. Zresztą też tak wątpię w rozmowy z dyrekcją. Były kilkukrotne próby, pan dyrektor z ironicznym uśmiechem zawsze powtarzał, że jak coś z ministerstwa dostanie, to może coś nam dołoży. A wiemy, że w WSPR są pieniądze, duże, które na koniec roku wracają do wspólnego wora. Generalnie - jest żal do dyrektora. Przez kilkanaście lat u nas na podstacji pojawił się raz, jak chcieliśmy odwołać poprzedniego kierownika. Nasza podstacja, jako jedyna, nie ma własnego budynku, garaży, czy nawet wiat na karetki. Za to, co płacone jest dla starostwa za wynajem, dawno byśmy mieli coś własnego. Zimą w karetkach zamarzają nam leki, plecaki w kółko się zabiera ze sobą. Jak przyjeżdżamy z covidowych wyjazdów w Drohiczynie, dezynfekcję robimy na zewnątrz, na dworze po prostu, w Siemiatyczach było do tego udostępnione przez miasto pomieszczenie. Współpraca z siemiatyckim szpitalem - też kolejne książki można byłoby pisać. A proszę wierzyć - byłoby o czym i mamy porównanie z innymi szpitalami. Daleko nam do serialowej Leśnej Góry.
- Podejrzewam, że zmodyfikują i te wymagania na kierowników zespołów, zresztą jak i policjantom co chwilę zmieniają warunki przyjęcia do służby. Nawet jeśli pozatrudniają tych świeżaków po szkołach... Co innego szkolna wiedza, a co innego doświadczenie. System SWD (System Wspomagania Dowodzenia Państwowego Ratownictwa Medycznego - system teleinformatyczny, który umożliwia przyjęcie zgłoszeń alarmowych i powiadomień o zdarzeniach z numerów alarmowych; dysponowanie zespołów ratownictwa medycznego; rejestrowanie zdarzeń medycznych; lokalizację poszczególnych zdarzeń, miejsc pobytu ZRM i ich statusów na mapie; jednolity dla całego kraju, ma zapewnić sprawną realizację zadań – ak) - kontraktowi z zamkniętymi oczami go obsługują. Z całym szacunkiem ale daj naszym starszym etatowym tablety do obsługiwania... Kontraktowi u nas najczęściej są kierownikami. Zabraknie kontraktowych - to tak jakby zabrakło w karetce lekarza, chociaż i tak u nas tylko w jednym zespole jeździ lekarz. Wszystko robimy my, ratownicy, i podkreślę - mamy do tego uprawnienia i przede wszystkim wiedzę i doświadczenie. Musimy też cały czas się doszkalać, zbieramy tzw. punkty edukacyjne, co 5 lat. Jesteśmy z tego rozliczani. Kontraktowym nikt tego nie finansuje, płacą za szkolenia z własnych pieniędzy.
Druga rzecz to to, o czym mówiłem: jeden kontraktowy robi za dwa etaty. U nas 10 osób złożyło wypowiedzenia, na to miejsce dyrektor musiałby mieć 20 ratowników etatowych... Etatowi też maja prawo do urlopu, po maratonie pandemicznym też chcą mieć chwilę na podratowanie swego własnego zdrowia.
- Nie wymagamy stawki warszawskiej, tam o wiele więcej się jeździ, jest więcej zgłoszeń. Ale tu podwyżki nie widziałem chyba z 7 lat. No może była, o złotówkę. Zawsze jest gadka o słynnej szufladzie podań.
To z boku może tak wyglądać, że zostawiamy pacjentów. Nie! Chcemy móc godnie pracować. Bezpiecznie, a nie ganiając z jednego dyżuru na drugi, by zarobić godne pieniądze. Większość z nas to ratownicy starsi, 40 plus, a są i tacy, którzy przeszliby na emeryturę. To już nie ten wiek, kiedy zasuwało się po kilkaset godzin non stop. Też mamy rodziny. Etatowe, wspomniane przez kolegę, 160 godzin, z moją stawką kontraktową to 3.760 zł brutto - za ratowanie czyjegoś życia. OK, są dodatki, kilka złotych za kierownika, kilka złotych za zespół dwuosobowy, niech wyjdzie 5.500 zł, ale sam podatek i ZUS wynoszą ok. 2,5 tys. zł miesięcznie. Za młodu brałem nadgodziny, ganiałem ze stacji do stacji. Ale też poza województwem, bo w innej podstacji WSPR nie można pracować. To determinacja, walczymy o koniec umów śmieciowych, większość z nas przeszłaby na normalne etaty. Dlaczego kontraktów nie ma w straży czy w policji? Jeśli dyrektor myśli, że kupi nas za dwuzłotową podwyżkę, to się myli. Takiego poruszenia dawno nie było. Mamy swoje postulaty i nie odpuścimy. Jeśli teraz czegoś nie zmienimy, to nadal nasz zawód będzie niedoceniany. Pora to zmienić.
Dyrektor WSPR Białystok, Bogdan Kalicki, ma nadzieję, że nie dojdzie do takiej sytuacji, że z powodu braku kadry karetki nie wyjadą do pacjentów. "W swojej karierze miałem kilka podobnych sytuacji i zawsze udawało się dojść do porozumienia" mówił dla Kuriera Porannego. Biorąc pod uwagę determinację środowiska i masowe składanie wypowiedzeń, dość optymistyczne podejście. Przyznał też, że zdarzają się przypadki brania zwolnień lekarskich przez ratowników etatowych: "Nie jest to zmasowana akcja, ale faktycznie takich przypadków jest więcej. To pokłosie decyzji Ministerstwa Zdrowia, które 31 maja zabrało ratownikom dodatki covidowe. Wcześniej nie mieliśmy problemów ze zwolnieniami, wręcz odwrotnie, ratownicy przychodzili do pracy nawet, gdy ich stan zdrowia ewidentnie na to nie pozwalał. Teraz to się zmieniło". Zapewnia jednak, że pogotowie posiada pełne zabezpieczenie, jeśli chodzi o ratowników i pielęgniarki.
Powiat łosicki obsługuje Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej "RM - Meditrans" Stacja Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego w Siedlcach. Jak wiemy nieoficjalnie - w tym momencie zorganizowanej akcji na wzór Białegostoku czy Warszawy (Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego "Meditrans" SP ZOZ w Warszawie, gdzie prawie 400 pracowników złożyło do dyrektora petycję w sprawie podwyżek i poprawy warunków pracy ratowników medycznych, pielęgniarzy i pielęgniarek oraz kierowców-ratowników, zarówno tych na etatach, czy kontraktach), nie ma:
- Są pojedyncze zwolnienia lekarskie, które są uzupełniane pracownikami kontraktowymi. Poza tym jest sezon urlopowy i grafiki w tym czasie zawsze są ledwo spinane. Wielu ratowników jest w trakcie studiów pielęgniarskich, bo jako pielęgniarz mają szansę na pracę na etacie za lepsze pieniądze. Część starszych ratowników przeszło na dyspozytornie, rezygnując z dyżurowania na zespołach, bo dyspozytornie zostały przejęte przez wojewodę i tam można pracować tylko na umowie o prace, za dobre pieniądze. W każdym razie nie słyszałem o karetce, która byłaby nie obsadzona w rejonie działania - mówi nam jeden z ratowników "Meditrans" Siedlce.
Anna Kondraciuk
|
"Szanowni Państwo, W związku z ostatnimi wydarzeniami dotyczącymi wypowiedzenia przez nas umów cywilnoprawnych, a co za tym idzie - zaprzestania udzielania świadczeń na rzecz WSPR w Białymstoku, czujemy się zobowiązani do wyjaśnienia, co pchnęło nas do podjęcia tak radykalnych kroków. Już od ponad roku jesteśmy na granicy wytrzymałości fizycznej i psychicznej, czego staramy się nie okazywać. Uśmiechamy się i robimy co do nas należy, jednak obecna sytuacja nie napawa optymizmem. Obecne warunki zatrudnienia sprawiają, iż niejednokrotnie pracujemy po 300-400 godzin w miesiącu – noce, weekendy, dni świąteczne, które w żaden sposób nie są nam rekompensowane. Coraz częściej dochodzi do sytuacji, gdzie z racji braku zatrudnionych lekarzy, na nas spada pełna odpowiedzialność za życie i zdrowie pacjentów. To wszystko odbywa się kosztem nas, a przede wszystkim naszych rodzin. Zawód, który wykonujemy, wymaga od nas ogromnej wytrzymałości psychicznej i siły fizycznej. Ratownik medyczny na miejscu zdarzenia musi mieć wiedzę z zakresu chirurgii, ortopedii, kardiologii, pediatrii czy chorób zakaźnych. To my przychodzimy Wam z pomocą w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia, często narażając własne. Na początku pandemii byliśmy bohaterami, dostawaliśmy owacje na stojąco. Z czasem frustracja i niepokój społeczeństwa skupiły się na nas. Niestety praca w niebezpiecznych warunkach, obciążenie psychiczne i fizyczne dały o sobie znać. Coraz więcej ratowników podupada na zdrowiu, nie jest w stanie dalej wykonywać swoich obowiązków. Jako pracownikom zatrudnionym na podstawie umowy cywilno-prawnej, nie przysługują nam zwolnienia ani urlopy. O wszystko musimy zadbać sami. Opłacić ZUS, podatki, ubezpieczenie, zakupić odzież roboczą zgodną z normami bezpieczeństwa. Odpowiadamy również za pojazdy i sprzęt, na których pracujemy. Jesteśmy zobligowani prawem do odbywania kursów doskonalących, a ich koszty ponosimy z własnej kieszeni. Przemęczeni, często pracujący po 400 godzin w miesiącu, nie jesteśmy w stanie świadczyć usług na poziomie na jaki zasługujemy wszyscy! - a chcemy „robić” dobre ratownictwo, na europejskim poziomie. Jesteśmy wysoko wykwalifikowanymi specjalistami, w wielu przypadkach z kilkunastoletnim stażem. Obowiązują nas ciągłe kursy doskonalące, gdzie uczymy się jak skuteczniej Wam pomagać, uzupełniamy nasze kwalifikacje o aktualna wiedzę medyczną. Szkolimy się jak bezpiecznie dojechać do Was karetką. Od wielu lat koszty prowadzenia działalności gospodarczej wzrastały, a wielokrotne rozmowy z dyrekcją o urealnieniu stawek kończyły się fiaskiem. W obliczu ciągłego wzrostu kosztów, praca na warunkach takich, jak do tej pory, jest dla nas zwyczajnie nieopłacalna. Mamy zobowiązania nie tylko wobec pacjentów, ale również naszych rodzin, które niejednokrotnie musiały wykazać się zrozumieniem. Chcemy zapewnić im godny byt, a nie da się tego zrobić z „pasji i powołania”. Zawód Ratownika Medycznego wybraliśmy świadomie i chcemy go wykonywać jak najlepiej. W związku z tym prosimy Was o wsparcie naszej akcji i o dobre słowo dla ratowników. Obecna sytuacja spowodowana jest też brakiem ustaleń kadrowo - płacowych i wciąż nieuregulowanego prawnie systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Dlatego utożsamiamy się z ratownikami z całej Polski i nie zgadzamy się na brak postępów nad ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym i nieprofesjonalne podejście rządu do zaistniałej sytuacji, zagrażającej zdrowiu oraz życiu wszystkich obywateli. Ratownictwo medyczne oparte jest na pracy ludzi z pasją i chęcią ciągłego czuwania w gotowości niesienia pomocy. W naszym zawodzie nie ma miejsca dla przypadkowych osób. Walczymy o lepsze jutro dla nas wszystkich i o to, aby składki zdrowotne nas wszystkich w końcu mogły przyczynić się do poprawy jakości świadczonych usług. Z wyrazami szacunku - Kontraktowi Ratownicy Medyczni w WSPR w Białymstoku" |
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
K. jak i reszta tych oszołomów co zarządzają większością wojewódzkich stacji Ratownictwa Medycznego spadł chyba z konia na ten pusty łeb. W każdym województwie jest zwiększony brak bezpieczeństwa bo w każdym województwie nie wyjeżdżają karetki. Niech śmiesznie nie gada.
K. jak i reszta tych oszołomów co zarządzają większością wojewódzkich stacji Ratownictwa Medycznego spadł chyba z konia na ten pusty łeb. W każdym województwie jest zwiększony brak bezpieczeństwa bo w każdym województwie nie wyjeżdżają karetki. Niech śmiesznie nie gada.