Dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Dziadkowicach - Zdzisław Kryński mówi, że może zorganizować wszystko, byle by byli odbiorcy.
- Czy ośrodek kultury w Dziadkowicach jest potrzebny? - Oczywiście. Pozornie może się wydawać, że ta niewielka miejscowość, którą większość zna tylko z przejazdu drogą wojewódzką, nie takije instytucji. Jednak potrzeby funkcjonowania ośrodka niekiedy przerastają nasze oczekiwania, ale na szczęście nie przerastają naszych możliwości. Dlatego też GOK w Dziadkowicach był, jest i będzie potrzebny. - Czym więc może się Pan pochwalić? - Po pierwsze jesteśmy organizatorami wielu imprez kultralnych - plastycznych, rekreacyjnych, sportowych, rozrywkowych. I to nie tylko latem, kiedy pogoda dopisuje. U nas zawsze coś się dzieje, cały rok. Po drugie współpracujemy z sąsiednimi gminami, ośrodkami kultury, nawet z kombatantami. Możemy pochwalić się też odnowionym budynkiem. Działają u nas dwa zespoły - taneczny i wokalny. Posiadamy pracownię socjoterapeutyczną. Skupiamy młodzież, rolników, starszych mieszkańców. - Czy wystarcza na wszystko pieniędzy? - To co zaplanujemy, staramy się zrealizować, najwyżej będzie trochę krócej, cieszej, albo skromniej. Przeważnie jednak każdy program realizujemy w całości. Fundusze GOK-u co roku wzrastaja. W trakcie układania budżetu gminy dogadujemy się w tych kwestiach. Wszyscy radni są przekonani, że ośrodek musi istnieć. A jak juz istnieje, to żeby nie była to żadna prowizorka, lecz Dom Kultury, na który nie ma co skąpić. Poza tym udaje się pozyskiwać sponsorów. - Jaki imprezy organizujecie? - Latem festyny antyalkoholowe, pożegnanie lata, turnieje piłki nożnej, biwaki wędkarskie. Zimą "ferie z GoK-iem". Corocznie też zabawy typu - sylwester, andrzejki, zapusty, ostatki. Wynajmujemy też salę na wesela, dyskoteki, koncerty, szkolenia rolników. Na dwóch festynach gościliśmy nawet zespół Indian południowoamerykańskich. - Wspominał pan o współpracy z innymi gminami. - Wyjeżdżamy na Dni Drohiczyna, Kleszczel, na Dialogi w Mielniku, do Serpelic, Ciechanowca. Dobrze układa się współpraca z Podlaską Izbą Rolniczą, ze szkołami w gminie, z siemiatyckim MOSIR-em i z KRUS Siemiatycze. - To zrozumieć łatwo, ale jak do szerokiej współpracy dołaczyć kombatantów? - Jesteśmy współwykonawcą pomnika kombatantów w Osmoli. Sprawujemy patronat nad utrzymaniem tego symbolu walki powstańczej. To jest głównym powodem zaproszeń dla byłych żołnierzty Armii Krajowej z Podlasia, ale przyjeżdżają do nas nawet z Gdańska. - Czy budynek GOK nie potrzebuje już remontu? - Gruntowny remont udało się przeprowadzić przed rokiem. Z wyjątkiem sceny. Planujemy przebudować ją w tym roku. Materiał już mamy. Wkrótce kompleksowo odnowimy też bibliotekę. - A co z folkorem? - Zapewnia go "Mała Kalina" - dziecięcy zespół taneczny, oraz "Kalina" z Zurobic, gdzie śpiewają dorośli. Zespoły prezentuja pieśni i tańce regionalne. Po za tym wspiera nas muzycznie zespoł Gama-Plus, która zapewnia oprawę muzyczną podczas imprez, nawet za darmo. - Ale na pewno narzekacie na brak młodzieży? - Nie, skądże. W Dziadkowicach istnieje gimnazjum, młodzieży jest sporo. Ciągnie ona chętnie do imprez i zabaw. Młodzi prowadzą nawet swój klub. Sami próbuja działać i organizować swój wolny czas. - Nie wspomina Pan o politykach, którzy gościli w w GOK-u. - A to dlatego, by nie wiązać ośrodka z jakąkolwiek partią polityczną. Nie mieszajmy kultury z polityką. A co do gości, to z tych najbardziej znanych byli u nas Lepper i Kalinowski. - Czy jest Pan zadowolony z działalności GOK-u? - Największa satysfakcja jest z tego, że są odbiorcy. Wszystko, co zaplanujemy, spotyka się z szerokim zainteresowaniem. Społeczeństwo nasze umie się bawić.
Cezary Klimaszewski, Jacek Piotrowski, Tygodnik Głos Siemiatycz
Komentarze