16 listopada około 4 rano w Hornowie w gm. Dziadkowice w drewnianym domu jednorodzinnym wybuchł pożar. 36-letni mężczyzna zdołał uratować żonę i troje małych dzieci, jednak sam zginął w płomieniach.
– Tragedia. Ciężko opisać. Mój mąż wstając w nocy zauważył płomienie przy kominie sąsiedniego budynku. Wiem, że było tam centralne i kaflowe ogrzewanie. Kiedy mąż pobiegł do sąsiadów to już cały dom stał w płomieniach. Nic się nie uratowało. Wszystko spłonęło. Dokumenty, ubrania, książki. 8-letni i 7-letni chłopczyk, i 3-letnia dziewczynka zostali bez domu i ojca. Teraz im potrzebna jest każda, dosłownie każda pomoc – mówi sąsiadka z naprzeciwka.
Matka z dziećmi jest teraz u rodziców w Choroszczewie. Pożar gasiło sześć zastępów straży pożarnej - z Siemiatycz, Milejczyc, Hornowa, Dziadkowic i Żurobic. Przyczyny tragedii nie są jeszcze znane.
Katarzyna Danuta Kamieńska - Nieroda, Kurier Podlaski - Głos Siemiatycz, fot. KDN
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze