Na ostatniej sesji rady powiatu łosickiego, 29 stycznia, w wolnych wnioskach wypłynął temat, opisywanego przez nas, podwójnego zatrudnienia starosty.
Przypomnijmy, że pismo do przewodniczącego i radnych powiatu wysłaliśmy 30 grudnia. Pytaliśmy czy radni wystąpili z pytaniem do wojewody o jego stanowisko w sprawie podwójnego zatrudnienia starosty i ewentualnego naruszenia ustawy o samorządzie, co może skutkować nieważnością uchwał przez nich podejmowanych.
- Do starostwa wpłynęło pismo, w tamtym tygodniu ukazał się artykuł w jednej z gazet, gdzie odniósł się pan do tego pisma. Dlaczego pismo nie zostało przekazane radnym? Czy tak samo inne pisma, które wpływają do biura rady, nie są nam przekazywane? - zapytał radny Paweł Czmoch.
Przewodniczący rady, Marek Gromadzki, tłumaczył się, że pismo wpłynęło do przewodniczącego (i dlatego on odpowiedział) i do radnych już po sesji (fakt: sesja odbyła się 17 grudnia), a radni nie podejmowali na sesji tego tematu (fakt: pierwszy artykuł na ten temat ukazał się 17 grudnia, niemniej jednak 28 grudnia na urzędowej stronie powiatu ukazała się "odpowiedź" Janusza Kobylińskiego, nawet nie "starosty Janusza Kobylińskiego"). Radny Czmoch zauważył, że wcześniej radni pisma otrzymywali drogą elektroniczną, dopytywał dlaczego tym razem tego nie uczyniono, skoro obowiązują ich terminy na udzielenie odpowiedzi. Gromadzki nie odpowiedział na to pytanie, tłumaczył się, że nie było możliwości rozpatrzenia pisma, bo nie było posiedzenia rady, że radni nie zgłaszali się w tej sprawie, że radni nie mogli zająć stanowiska, bo nie było sesji. Jak zauważyła radna Dorota Kozłowska - nie mogli, bo nie wiedzieli o jego istnieniu... Gromadzki mimo to dalej tłumaczył się, że przyjęte jest poinformowanie radnych o pismach, które wpływają na następnej najbliższej sesji, co też uczynił, odczytując długą listę pism, które w międzyczasie wpłynęły.
Nawiasem mówiąc - na sesji, która się odbyła, radni też stanowiska nie zajęli. Jedynie wicestarosta Michaluk na koniec zaapelował, by poczekać na opinię wojewody. Przypomnijmy, że jeszcze niedawno "sprawę uważał za zamkniętą".
A wśród wspomnianych pism, które wpłynęły do rady (niektóre, kolokwialnie mówiąc, z Pcimia Dolnego, którymi będą się zajmować powiatowi radni), było m.in. podziękowanie wojewody za akcję poszukiwania byków. Ten sam wojewoda od 30 listopada nie ma czasu odpowiedzieć na proste pytanie dotyczące funkcjonowania samorządu, ale miał czas zająć się bykami, które uciekły z gospodarstwa członka zarządu, byłego wicestarosty???
ARiMR już jest instytucją rządową?
Starosta po raz kolejny podjął się tłumaczenia swojej sytuacji. Już nie podpiera się koronnym argumentem, że ARiMR nie należy do działów administracji rządowej. Teraz opiera się na nabytym prawie do urlopu, na rzekomym przeinaczaniu przez nas ustawy o samorządzie. Plątał się w odpowiedziach - pracował, nie pracował, a właściwie to nie pracował fizycznie, tylko korzystał z nabytego prawa; został powołany, wybrany itp. itd. Chcąc obrazić dziennikarzy, powiedział, że już studenci I roku prawa uczą się o tematach, o których piszemy, że tendencyjnie je opracowujemy.
Studenci prawa kształcą się dużo dłużej niż ten jeden rok. Kończą trudne studia, o czym teoretycznie starosta powinien wiedzieć. Po normalnym cyk-lu pięcioletniej nauki kończą aplikacje, na które też nie jest łatwo się dostać. Owszem, wielu pozostaje tylko z tytułem magistra prawa. My, szukając wyjaśnień, opieramy się na opiniach tych z ukończoną aplikacją, praktykujących w pracy prawnika, z tytułami doktorów prawa.
Starosta, zapytany czy odpowiedział wojewodzie, który miał zwrócić się do niego w kwestii wyjaśnienia podwójnego zatrudnienia i czy mógłby upublicznić to pismo - nie odpowiedział. Zapewniał tylko, że jest spokojny co do interpretacji wojewody, że spokojnie czeka na rozstrzygnięcie. My też czekamy, już drugi miesiąc.
Nas jednak cały czas intryguje, skąd takie nerwy starosty, skąd tak długi czas odpowiedzi wojewody, jeśli wszystko jest takie proste i zgodne z prawem. I to chyba w interesie starosty powinno być jak najszybsze wyjaśnienie tej sprawy. Pojawia się też pytanie, czy takie długie orzekanie wojewody nie ma związku z kończącą się niebawem kadencją dyrektor łosickiego szpitala?
Kto wybiera starostę?
Radny Michał Soszyński (na zdjęciu poniżej) arogancko skomentował dyskusję słowami "Nie będzie nam Głos Siemiatycz starosty wybierał".

Nie, panie radny, nie chcemy mieszkańcom powiatu łosickiego wybierać starosty. Rolą dziennikarzy jest coś innego, wyjaśnimy to niżej.
Jak pokazują wydarzenia od listopada 2018 r. - to nawet mieszkańcy powiatu starosty sobie nie wybrali. W wyborach samorządowych Janusz Kobyliński, startując na burmistrza, uzyskał tylko nieco ponad 26% głosów. To radni powiatowi (sprawiedliwie trzeba dodać, że tylko 11 radnych zagłosowało za kandydaturą Kobylińskiego) wybrali mieszkańcom starostę, który, jak pokazały wynik wyborów, nie zyskał poparcia mieszkańców (fakt - tylko Łosic). Kolejnego kandydata spoza rady. Oczywiście prawo tego nie zabrania. Mogli to zrobić. Ale czy wyborcy to popierają?
A może, już ironizując, to jednak pan radny Soszyński powinien nam publicznie podziękować, że dzięki naszym publikacjom został kierownikiem powiatowego biura ARiMR w Łosicach? Bo, skoro wszystko było zgodnie z prawem, to być może Janusz Kobyliński jeszcze nadal byłby tym kierownikiem? Nadal korzystałby z urlopu? To chyba jednak awans po byciu zootechnikiem z zakładzie wylęgarni drobiu, czy byciu kierownikiem w powiatowym zespole doradztwa rolniczego? Oczywiście, nie deprecjonujemy, żadna praca nie hańbi, mamy na myśli kwestie finansowe. Również wysokość diety członka zarządu rady powiatu, w porównaniu z dietą zwykłego radnego.
Rola i zadania prasy
Helsińska Fundacja Praw Człowieka podkreśla, że "Wolność słowa, gwarantowana za-równo przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej (art. 14 oraz art. 54), jak i przez Europejską Konwencję Praw Człowieka (art. 10) stanowi punkt centralny funkcjonowania wolnej prasy". Oczywiście swoboda ta nie jest wartością absolutną i podlega określonym ograniczeniom.
I zachowując wszelkie standardy - zachowujemy ograniczenia, staramy się z należytą starannością, pytając u źródeł, zapewnić prawdziwą informację.
Dziennikarze realizują kluczową funkcję kontrolną wobec nieprawidłowości życia społecznego. Jak często podkreśla się w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, pełnią oni rolę "publicznego stróża", której istotą jest nieustanne zwracanie uwagi opinii publicznej na aktualne problemy, patologie społeczne, a także prowokowanie debaty publicznej w kwestiach budzących uzasadnione zainteresowanie społeczeństwa. Działalność mediów przekłada się wprost na, tak ważne w demokratycznym społeczeństwie, zwiększenie transparentności życia publicznego.
Prasa lokalna odgrywa szczególną rolę wśród mediów. Dzięki niej mieszkańcy mają dostęp do spraw istotnych dla danej społeczności, które bardzo rzadko stanowią przedmiot zainteresowania ogólnopolskich dzienników i tygodników. Jak widzimy po tym temacie - większym zainteresowaniem mediów mainstreamowych cieszyła się wspomniana wcześniej ucieczka byków radnego Iwanowskiego (w poszukiwanie których zaangażowano wszelkie możliwe służby powiatu - strażaków OSP, którym za godzinę pracy płaci dany samorząd gminny, policjantów; ale to od-dzielny temat i nie kwestionujemy realnego zagrożenia dla mieszkańców).
Krytyka społeczna działań instytucji publicznych ma bardzo istotne znaczenie dla prawidłowego funkcjonowania społeczeństwa demokratycznego. Wszelkie nieprawidłowości powinny być oceniane przez dziennikarzy i komunikowane opinii publicznej. W odniesieniu do mediów lokalnych funkcja "strażnika" jest szczególnie ważna, gdyż często stanowi jedyny mechanizm kontroli gminnych czy powiatowych organów i placówek, które służyć mają wszystkim obywatelom. Zasadnicze pytanie - czy w powiecie łosickim chcemy demokracji?
Jak podkreślił Trybunał Konstytucyjny za Europejskim Trybunałem Praw Człowieka (Handyside v. Wielka Brytania, 17 grudnia 1976 r., A. 12, § 49) że: "Swoboda wypowiedzi jest jednym z fundamentów społeczeństwa demokratycznego, warunkiem jego rozwoju i samorealizacji jednostek. Swoboda ta nie może ograniczać się do informacji i poglądów, które są odbierane przychylnie albo postrzegane jako nieszkodliwe lub obojętne. Rolą dziennikarzy jest rozpowszechnianie informacji i idei dotyczących spraw będących przedmiotem publicznego zainteresowania i mających publiczne znaczenie. Pozostaje to w ścisłym związku z prawem opinii publicznej do otrzymywania informacji. (…) Kontrolna i informacyjna funkcja mediów jest możliwa do realizacji jedynie pod warunkiem, że korzystają one z rzeczywistej swobody, nie podlegają cenzurze prewencyjnej i są zdolne do wywołania zainteresowania opinii publicznej ważnymi przejawami życia politycznego, społecznego i gospodarczego (…). Orzecznictwo strasburskie (…) wielokrotnie wskazywało na konieczność zaakceptowania przez osoby publiczne (w tym więc przede wszystkim przez funkcjonariuszy publicznych) słabszego standardu ochrony ich dóbr osobistych, we wszystkich wypadkach, kiedy wypowiedź odnosi się do spraw pozostających w związku z działalnością publiczną i może wywoływać zrozumiałe oraz uzasadnione zainteresowanie opinii publicznej. (…) Swoboda dziennikarska obejmuje również możliwość posłużenia się w pewnym stopniu przesadą, a nawet prowokacją (sprawa nr 15890/89, M.A. Nowicki, Europejska Konwencja Praw Człowieka, Wybór orzecznictwa, Warszawa 1998, s. 322). (…) "poziom swobody wypowiedzi jest zdecydowanie szerszy w odniesieniu do funkcjonariuszy publicznych niż do podmiotów prywatnych" (K 4/06, OTK-A 2006/3/32).
Zlecenie na Kobylińskiego?
Od czasu kiedy nasz tygodnik zajął się tematem podwójnego zatrudnienia starosty, dowiedziałam się (również od mieszkańców nie związanych z samorządem), że jestem "człowiekiem Kucewicza", że "mam zlecenie na Kobylińskiego", że jestem "rodziną Klimiukowej, a właściwie to jej męża". Przez co jestem niewiarygodna...
Dziennikarka, Joanna Gąska, która dla "Słowa Podlasia" i portalu "losice.info" również podjęła temat - podobnie - "jest człowiekiem Kucewicza" i że "Kobyliński ją zniszczy", "że już sprawdza, gdzie jest zatrudniona, gdzie mieszka" itd. itp. Kobyliński zgłasza też na policję każdy niepochlebny komentarz wpisany na www.losice.info.
- W dniu 2 grudnia 2020 roku w Komendzie Powiatowej Policji w Łosicach przyjęto zawiadomienie, dotyczące znieważenia funkcjonariusza publicznego (art. 226 § 1 kk), poprzez zamieszczanie obraźliwych komentarzy pod adresem Starosty Łosickiego na portalu informacyjnym Łosice.info - informuje nas oficer prasowy KPP w Łosicach, mł. asp. Nina Zaniewicz. - Pokrzywdzony został przesłuchany w charakterze świadka, zeznania były uzupełniane o kolejne nieprzychylne treści pojawiające się w sieci w późniejszym czasie. W powyższej sprawie 31 grudnia 2020 roku zostało wszczęte dochodzenie pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Siedlcach. Jednocześnie informuję, że czyn z art. 226 § 1 kk jest zagrożony karą do roku pozbawienia wolności.
Dziennikarka nie pozostała dłużną: za bezpodstawne zarzuty kierowane pod jej adresem na stronie internetowej starostwa - dotyczące rzekomego używania manipulacji, rozpowszechniania nieprawdy oraz brak profesjonalizmu - które stanowią pomówienie, oraz godzą w jej dobre imię, godność osobistą, cześć oraz podważają autorytet zawodowy, wystąpi na drogę sądową. 8 stycznia prawnik z jej pełnomocnictwa wysłał do starosty ostateczne przedsądowe wezwanie do dobrowolnego usunięcia wpisu i przeprosin ustalonej treści. Mimo wezwania do usunięcia naruszenia w terminie 7 dni, starosta nie uczynił zadość wezwaniu.
Nie wiemy, czy o tym było na I roku prawa - art. 43 prawa prasowego mówi też o odpowiedzialności karnej za zmuszanie dziennikarza do opublikowania lub zaniechania publikacji materiału albo podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej. "Kto używa przemocy lub groźby bezprawnej w celu zmuszenia dziennikarza do opublikowania lub zaniechania opublikowania materiału prasowego albo do podjęcia lub zaniechania interwencji prasowej - podlega karze pozbawienia wolności do lat 3". A w naszej ocenie, w rozpowszechnianiu takich treści, złośliwych donosach na policję, może chodzić o uciszenie nas i zastraszenie, aby w ten sposób powstrzymać przed wszelkimi krytycznymi publikacjami na temat starosty Janusza Kobylińskiego.
Możemy tylko chwalić?
Jak zdrajca przyjacielem został - powrót do przeszłości
Przypomnijmy historię. Listopad 2018 r. Na stanowisko starosty zgłoszono radną Bożenę Niedzielak i Katarzynę Klimiuk (spoza rady, zgłosił ją Michał Soszyński - co ważne w tym przypomnieniu). W tajnym głosowaniu, stosunkiem głosów 7 do 8, na starostę powiatu łosickiego wybrano Katarzynę Klimiuk. "Zdradził" Stefan Iwanowski, który radnym został z list PSL, powołany chwilę potem wicestarostą.
Głos na temat nowowybranych - starosty, a bardziej wicestarosty - zabrał wtedy radny Marian Waszczuk, były wójt gminy Sarnaki:
- Ja jestem chyba najstarszym samorządowcem - mówił przypominając, że od 1986 roku pracuje w samorządzie. - I jak pamiętam, jak żyję tych 59 lat, a 33 czy 34 pracuję w samorządzie, nie było takiej sytuacji, żeby ministrowie, dyrektorzy, jeździli z sakiewką i namawiali, by być z kimś albo przeciwko komuś. Nie po to suweren wybierał 15 radnych. A myślę, że robił to w celu, by to ci radni ten powiat prowadzili.
Zdementował informacje, które pojawiły się w jednej z regionalnych gazet, jakoby PSL dogadywał się z PiS w sprawie stanowiska wicestarosty, proponując kandydaturę Waszczuka za Iwanowskiego:
- Dementuję te plotki, a jeśli trzeba, zrobię to na piśmie. Nie było żadnych porozumień pomiędzy PiS czy PSL. A może szkoda? Bo wszyscy powinniśmy pracować na rzecz powiatu, a nie dla srebrników. Bo tak to trzeba nazwać. Nasz kolega nas zdradził. Najpierw brał łyżką, potem czerpakiem, teraz myśląc, że jako wicestarosta będzie brał chochlą. Życzę mu tego serdecznie, ale odbije mu się to czkawką. Dzisiaj się mówi o rodzinie zastępczej. Ja mam 7 własnych dzieci, które wychowuję bez bycia w zarządzie. Wiem, że takich rzeczy jak pan robił, nie można robić. Pan przydzielał sobie, swojej rodzinie, wynagrodzenie, co jest sprzeczne z ustawą, myślę, że i prokuratura mogłaby się tym zająć. Bardzo serdecznie panu gratuluję i chce powiedzieć, że moje gratulacje są szczere, ale pan jest bardzo nieszczery i okolica to wie. Jak pan mówi, że chciał pracować dla powiatu, ale lekko pan panie Stefanie mieć nie będzie.
Radny Soszyński, odpowiadając wtedy na zarzuty Waszczuka, m.in. dotyczące starosty spoza rady, mówił: - Prawo pozwala wybrać starostę, który nie jest członkiem rady, nie widzę problemu, byśmy z takiego prawa nie mogli skorzystać.
Odniósł się też do zarzutów wobec wicestarosty: - Łatwo też rzucać poważne oskarżenia, jak pan mówi - nawet prokuratorskie. Pragnę tylko przypomnieć, że osoba, która wie o czynie zabronionym, a nie zgłasza go odpowiednim służbom, również podlega ściganiu. Takie dzielenie nas na PiS czy PSL, czy jakieś dogadywanie się... Myślę, że żaden z nas nie został wybrany ze względu na szyld partyjny, tylko dlatego, że spotykał się z wyborcami, przekonywał, by chcieli mu zaufać. Mamy działać w radzie dla dobra powiatu łosickiego, nie dla dobra PiS czy PSL Darujmy sobie takie spory już na pierwszej sesji. Nowowybrana starosta zaproponowała współpracę wszystkim radnym. Myślę, że dla każdego znajdzie się miejsce do pracy na rzecz powiatu i dla dobra powiatu, tak, byśmy za 5 lat mogli spojrzeć w oczy wyborcom, że dobrze spędziliśmy te 5 lat, nie na kłótniach partyjnych.
- Co ja przeżyłem telefonów, najazdów - tłumaczył się wice-starosta Iwanowski, - obie panie (mówił patrząc na radne Niedzielak i Kasprowicz - ak) i Borkowski jeszcze dziś dzwonił, namawiali mnie bym koniecznie nie odchodził. A co ja popełniłem? Jestem dorosły, czy nie mogę zmienić partii? A ty, Marian, że jesteś kłamca, to jesteś...
27 listopada ukonstytuował się Zarząd Powiatu Łosickiego. Starosta Katarzyna Klimiuk zaproponowała trzy kandydatury: Michała Soszyńskiego (8 głosów za, 6 przeciw, 1 wstrzymujący), Waldemara Kitę (13 głosów za, 1 przeciw, 1 wstrzymujący) i Jacka Stachowicza (12 głosów za, 3 przeciw). Razem z wicestarostą Iwanowskim przez kolejne 5 lat mieli tworzyć zarząd powiatu. Wszyscy rekomendowani przez PiS.
To wtedy przewodniczący Gromadzki, po dłuższych dyskusjach na temat ograniczania składów komisji (wtedy jeszcze - można powiedzieć - istniała opozycja), na merytoryczne zarzuty nielogiczności wprowadzonych ograniczeń, odpowiadał "wniosek został przegłosowany, nie ma dyskusji nad tym". Na komentarz radnego Waszczuka, że to "nowe wydanie demokracji", odpysknął - "mamy większość, nie musimy was słuchać".
Po tych słowach radny Michaluk na znak protestu opuścił salę obrad.
W czasie głosowania nad ustaleniem członków komisji radni Waszczuk, Muder, Kasprowicz odmawiali głosowania, bo - jak komentował Waszczuk - "w głupim głosowaniu nie głosuję".
- Naszym zadaniem jest pracować w tej radzie, nie brać diety, wy decydujecie za nas, za naszych wyborców. Mówicie, że macie większość. Jaka to większość 8 spośród 15? Jeden głos?! - mówiła wtedy radna Niedzielak.
- Jako większość mamy do tego prawo - odpowiadał przewodniczący. - Zrobiliśmy to zgodnie z literą prawa. Jako większość zrobiliśmy to, co uważaliśmy za stosowne.
Napisaliśmy wtedy, że "może zgodnie z literą prawą, z zasadami demokracji, ale czy do końca grzecznie, Panie przewodniczący? Odpyskując kobiecie, która mogłaby być pańską matką?!".
Przyszedł koniec sierpnia 2020. Brak absolutorium (przeciwko głosowali członkowie PiS, niektórzy nawet przeciwko samym sobie), zarząd odwołano. Kiedy chwilę po głosowaniu kilka gorzkich słów do partyjnych kolegów skierowała odwołana starosta Katarzyna Klimiuk, mówiąc właśnie o partyjnych rozgrywkach, o braku przyzwoitości członków zarządu, bucie, arogancji i chamstwie przewodniczącego rady, zabłysnął radny Soszyński (który ją przecież rekomendował na stanowisko):
- Zaprosiliśmy wtedy panią w charakterze gościa, chcieliśmy, by nas pani reprezentowała, a pani żegna się z nami w wyjątkowo gorzkich słowach. Sama stworzyła podziały między nami. Chcemy to zasklepić, dalej razem pracować. Czy ta zmiana była dobra, czy uda się razem pracować, przez kogo to wszystko, czy te pani słowa były prawdziwe - okaże się z biegiem czasu. I zgłosił kandydaturę Barbary Michoń na nową starostę. W tajnym głosowaniu za opowiedziało się już 12 radnych, od głosu wstrzymało się 2, jeden głos uznano za nieważny. Do nowego zarządu weszli: Stefan Iwanowski (dotychczasowy wicestarosta - w listopadzie 2018 r. uważany za zdrajcę), Michał Michaluk, Michał Soszyński (również był w odwołanym zarządzie) i Marian Waszczuk.
Po zaledwie dwóch miesiącach, w charakterze "wynajętego urzędnika", jak sam o sobie mówił, na fotel starosty zaproszono Kobylińskiego. A może już wtedy był w blokach startowych? A obecny zarząd razem z nim tworzą Michał Michaluk (wicestarosta), Waldemar Kita, Stefan Iwanowski i Marian Waszczuk.
Popieram, jest mi wstyd...
Gwoli informacji: radny Czmoch - przeczytawszy ostatni artykuł na ten temat - odpowiedział już na wspomniane pismo. Odpowiedź publikujemy niżej. Do czasu oddawania gazety do druku nikt więcej nie odpowiedział na zadane pytania. Wiemy jednak, że radna Dorota Kozłowska i radny Paweł Czmoch planują zwrócić się z prośbą do wojewody o jak najszybszą interpretację sytuacji.
Z jednej strony doceniam to, że niektórzy radni (również z PiS, i nie mówimy tu o tych, którzy zaczęli głośno pytać, odezwali się do nas po ostatniej sesji, nawet znaleźli mój prywatny numer), ze słowami poparcia (!), że im wstyd za to co się dzieje. Z drugiej - nie rozumiem braku zabrania głosu w publicznej debacie.
Szanowni radni - milcząc, swoimi nazwiskami, twarzami legitymizujecie to, co się dzieje. Starostą, radnym się bywa. Człowiekiem jest całe życie.
Anna Kondraciuk, fot. ak, oraz firmy.lu
"Ja niżej podpisany Paweł Czmoch, radny powiatu łosickiego w nawiązaniu do pisma, które Pan Redaktor przesłał do Przewodniczącego i Radnych Powiatu Łosickiego informuję, iż nie miałem wiedzy o zatrudnieniu Starosty Powiatu Łosickiego w dwóch różnych firmach. O podwójnym zatrudnieniu Starosty dowiedziałem się z artykułów prasowych. Ponadto, jako Radny nie miałem wiedzy o rezygnacji ze stanowiska B. Michoń, a tym samym o wyborze nowego Starosty i kandydaturze J. Kobylińskiego. Byłem zaistniałą sytuacją zaskoczony i nie byłem o niej informowany.
Jako reprezentant mieszkańców i przez nich wybrany chciałbym mieć wiedzę nt. podejmowanych działań przez Radę Powiatu. - Paweł Czmoch"
Już po wydaniu "Kuriera" do redakcji wpłynęła odpowiedź radnego Waldemara Kity::
"W odpowiedzi na zapytanie dotyczące sytuacji prawnej Pana Janusza Kobylińskiego, skierowane do członków Rady Powiatu łosickiego informuję, że zapytanie w rzeczonej sprawie zostało skierowane do Pana Wojewody. Co się zaś tyczy komentarza , to proszę wybaczyć ale mając na uwadze moją znikoma znajomość litery prawa, nie czuje się predestynowany do oceny sytuacji. Z poważaniem Waldemar Kita"
5 lutego do redakcji wpłynęło pismo od radnej Doroty Kozłowskiej:
(...) jako radni nie zostaliśmy zapoznani z treścią przedmiotowego pisma i tym samym nie mogliśmy się odnieść do podnoszonych kwestii. Odpowiedź przewodniczącego Rady Marka Gromadzkiego nie była konsultowana z radnymi.O tym, że pismo wpłynęło do biura rady, przewodniczący poinformował na sesji rady powiatu łosickiego w dniu 29 stycznia w sprawach różnych.Ponadto informuję, że przy podejmowaniu Uchwały Nr XXXI/164/2020 Rady Powiatu Łosickiego z 3 listopada 2020 r. w sprawie wyboru Starosty Powiatu Łosickiego rada nie była poinformowana przez Janusza Kobylińskiego o podwójnym zatrudnieniu. Takiej informacji nie otrzymała dotychczas.W związku z powyższym 4 lutego 2021 r. wraz z radnym Pawłem Czmochem zwróciliśmy się do Wojewody o jak najszybsze i rzetelne wyjaśnienie możliwości łączenia funkcji i zatrudnienia w dwóch zakładach pracy Starosty Powiatu Łosickiego Pana Janusza Kobylińskiego tj. w Starostwie Powiatowym w Łosicach na stanowisku Starosty Powiatu Łosickiego i jednocześnie w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Łosicach na stanowisku Kierownika Biura Powiatowego. Poprosiliśmy również o sprawdzenie, czy odpowiadając na pismo redakcji, bez konsultacji z radnymi, przewodniczący rady nie przekroczył zakresu swoich kompetencji
Dorota Kozłowska"
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Pozdrawiam tych którzy dotrwali do końca artykułu. Bardzo dobry wpis i podejście gazety. Jednak mimo wszystko redakcja wydaje mi się dość stronnicza i nie zawsze zgadza się z opinia komentujących czytelników Głosu Siemiatycz skupiając się przykładowo na "odsiewanych" komentarzach
Przestałam czytać po 5 zdaniach..
Fakt ten "Radny Michał" wyjątkowy buc i zarozumialec. Brak mu elementarnego wychowania i obycia. Kto takiego wybiera? W tej Radzie myślałem, że są rozsądne osoby, Pani Bożena, Pani Barbara i Pani Katarzyna i że dały się tak podpuścić starym wygom w walce o stołki. Mądrze zawsze mówili Panie i zarządzali starostwem. Trochę smutno, że tak się stało. Pani Barbara straciła najwięcej, dwa stanowiska za jednym zamachem i w imię czego, żeby teraz świecić oczami za pana co chciał pracować na dwóch etatach. Szanowne Panie czas się zreflektować i zacząć iść zgodnie ze swoim przekonaniem i szanowaniem siebie, i nie dawać się manipulować, bo to wygląda bardzo nieprzyjemnie. Serdecznie Panie pozdrawiam.
Pozdrawiam tych którzy dotrwali do końca artykułu. Bardzo dobry wpis i podejście gazety. Jednak mimo wszystko redakcja wydaje mi się dość stronnicza i nie zawsze zgadza się z opinia komentujących czytelników Głosu Siemiatycz skupiając się przykładowo na "odsiewanych" komentarzach
Przestałam czytać po 5 zdaniach..
Fakt ten "Radny Michał" wyjątkowy buc i zarozumialec. Brak mu elementarnego wychowania i obycia. Kto takiego wybiera? W tej Radzie myślałem, że są rozsądne osoby, Pani Bożena, Pani Barbara i Pani Katarzyna i że dały się tak podpuścić starym wygom w walce o stołki. Mądrze zawsze mówili Panie i zarządzali starostwem. Trochę smutno, że tak się stało. Pani Barbara straciła najwięcej, dwa stanowiska za jednym zamachem i w imię czego, żeby teraz świecić oczami za pana co chciał pracować na dwóch etatach. Szanowne Panie czas się zreflektować i zacząć iść zgodnie ze swoim przekonaniem i szanowaniem siebie, i nie dawać się manipulować, bo to wygląda bardzo nieprzyjemnie. Serdecznie Panie pozdrawiam.