Teraz to jest tak, że w szpitalu są: "dziady i pany". Nie odpuścimy i będziemy walczyć o nasze wynagrodzenia. Mamy dosyć wysługiwania się naszymi rękoma - opowiadają byłe salowe SP ZOZ Siemiatycze.
Od lutego salowe pracujące w SP ZOZ Siemiatycze zostały zatrudnione na stanowiskach sprzątaczek. Wiąże się to ze zmniejszeniem wynagrodzeń za pracę. Dyrekcja tłumaczy się koniecznością oszczędności i reorganizacją pracy. - W ciągu dwóch tygodni stycznia wszystko się rozegrało. Na pierwsze styczniowe spotkanie z nami tylko na chwilę zajrzał dyrektor - mówią byłe salowe z SP ZOZ Siemiatycze. - Jak padało pytanie, to wszystko konsultował z kadrową. Po około 20 minutach dyrektor powiedział, że nie ma więcej czasu i wyszedł ze spotkania, oświadczając, że dalsze pytania należy kierować do kadrowej. Na drugie spotkanie przyszła już kadrowa z papierami i kazała nam podpisywać dokumenty o zmianie stanowisk pracy. Powiedziano nam, że osoby, które nie podpiszą tego, stracą pracę. W pewien sposób nas zastraszono. Tak się nie traktuje osób, które przepracowały tutaj po 20 lat. - Co tracicie na zmianie stanowisk pracy? - Dodatki za pracę w święta i niedziele. Za to mamy otrzymać dzień wolny w tygodniu. Za pracę w nocy zmniejszą nam dodatek z 60 na 25 procent. W sumie tracimy po około 200 zł miesięcznie. Zarobimy miesięcznie niecały 1.000 zł na rękę. Jak z takiej pensji mamy utrzymać rodziny? Za same mieszkanie trzeba płacić po 400 zł. Pytamy, dlaczego pracownicy biura podciągnięci są pod biały personel, a my nie? Dlaczego osoby z biura nie idą na emerytury, chociaż mogą? Dlaczego nie zatrudnia się w ich miejsce młodych osób? - Trzeba sprzątać więcej pomieszczeń? - Zabierają nam pieniądze i dokładają obowiązków związanych ze sprzątaniem. Mniejsze zarobki, a więcej "hektarów" do sprzątania. W niedzielę będzie jedna sprzątaczka na dwa oddziały. Wyobraża pan sobie, jaka to będzie sterylność i epidemiologia jak pomożemy pielęgniarce przy myciu pacjenta na chirurgii, a za chwilę pójdziemy pomagać na oddział noworodkowy. - Co robiłyście jako salowe w szpitalu? - Powiedzmy sobie prawdę - byłyśmy służącymi: sprzątałyśmy, trzeba było karmić pacjenta, myć, nosić próbki do laboratorium, często zawieźć pacjenta na badania, a nawet musiałyśmy chodzić na miasto robić zakupy czy opłacać rachunki niektórych lekarzy. Teraz będzie tak samo, tylko kasę nam zabiorą. Niech nikt nie czaruje ludzi, że będziemy tylko sprzątać. Każda chce pracować, ale za godne pieniądze. Niech lekarze dużo zarabiają, ale naszą pracę też trzeba docenić i po ludzku wynagrodzić. Teraz to jest tak, że w szpitalu są: "dziady i pany". Teraz nie odpuścimy i będziemy walczyć o nasze wynagrodzenia. Mamy dosyć wysługiwania się naszymi rękoma. Decyzja była konsultowana Pomysł wprowadzenia tak zwanych wewnętrznych grup sprzątających w siemiatyckim ZOZ-ie pojawił się już w ubiegłym roku. - W styczniu były spotkania z oddziałowymi i salowymi. W jednym ze spotkań ja uczestniczyłem, a w pozostałych pani kadrowa i pani Hackiewicz, która zajmuje się koordynacją pracy sprzątaczek - mówi Robert Maksimiuk, dyrektor SP ZOZ Siemiatycze. - Salowe również przychodziły indywidualnie i dowiadywały się o szczegóły związane ze zmianą stanowisk pracy. Więc były odpowiednio poinformowane o czekających zmianach. - Dlaczego z salowych zrobiono sprzątaczki? - Chodzi o zmianę organizacji pracy. Do tej pory salowe były traktowane jako personel medyczny, a przecież takim personelem faktycznie nie są. W innych szpitalach zostało już to dawno temu zrobione. W związku ze zmniejszenie ilości etatów zaczęły się problemy z zapewnieniem prawidłowego sprzątania oddziałów. Dlatego podjąłem decyzję o powstaniu wewnętrznych grup sprzątających. Zmiany dadzą nam oszczędności. Miesięcznie będzie to kwota około 20 tys. zł. W sąsiednim, większym szpitalu w Wysokim Mazowieckiem pracują 22 sprzątaczki i się wyrabiają z pracą. I z tego co wiem mają podobne wynagrodzenie jak u nas. - Rozumiem, że byłe salowe będą tylko sprzątać? - Generalnie zajmować się będą sprzątaniem, ale w pewnym sensie będą pomagać pielęgniarkom. Pielęgnacją chorych i sprawami medycznymi mają się zajmować pielęgniarki i lekarze. - Dlaczego w grudniu odebrano pół etatu osobie sprzątającej całą przychodnię na 11 Listopada? - Etat został zmniejszony, gdyż faktycznie nie pracowała w wymiarze całego etatu. Po prostu pracowała mniej godzin niż przewiduje to pełny etat. - Jest pan zaskoczony sprzeciwem związków zawodowych? - Decyzja była w ubiegłym roku konsultowana ze związkami zawodowymi i wiedziały o naszych planach związanych z tworzeniem wewnętrznych grup sprzątających. - Oszczędności dotkną też innych pracowników? - Został zlikwidowany etat lekarski w zakładzie pielęgnacyjno - opiekuńczym. Dojeżdżało dwóch lekarzy z Hajnówki, by wykonywać badania diagnostyczne na oddziale wewnętrznym. Z ich usług w ramach oszczędności też zrezygnowaliśmy. Raczej będą kolejne oszczędności, gdyż wymusza to budżet. - Czy faktycznie jest jeszcze na czym i na kim oszczędzać? - To wykaże dalsza analiza.
Przypomnijmy, że jeszcze w czerwcu 2009 roku na łamach naszej gazety dyrektor Robert Maksimiuk mówił między innymi: "Chcemy powołać nowy dział, tzw. wewnętrzne grupy sprzątające, zajmujący się sprzątaniem szpitala i przychodni. Zmiany będą konsultowane z naszymi pracownikami i związkami zawodowymi. Nic nie będzie wprowadzane na siłę". Trudno w to uwierzyć, ale jedna z byłych salowych przez cały miesiąc sprząta kilkanaście gabinetów w przychodni przy ul. 11 Listopada za około 500 zł "na rękę". Trudno w tym przypadku mówić o godnym wynagrodzeniu.
Komentarze