Reklama

Drohiczyn - Zaraził się w szpitalu

15/01/2013 15:50

14-letni Mateusz Borzym z Obniża, gm. Drohiczyn, choruje całe życie. Od półtora roku jeździ na wózku inwalidzkim. Cierpi m.in. na niedowład nóg. Trzy razy w tygodniu rodzice wożą go na rehabilitację. On sam, jak i jego rodzina jest przykładem tego, jak radzić sobie z nieszczęściem - cieszyć się, nie załamywać. Mimo choroby Mateusz i jego rodzice nie poddają się - wierzą w to, że chłopiec będzie jeszcze chodził i pokona chorobę.

Półtora roku na wózku

- Mateusz urodził się zdrowy w szpitalu w Siemiatyczach - mówi Bożena Borzym, mama Mateusza. - Ale długo to nie trwało. W szpitalu zaraził się gronkowcem. To silna bakteria. Jak okazało się w jego przypadku - prawie zabójcza. Wtedy tą bakterią zaraziło się pięcioro dzieci. Dziecko zaczęło chorować, tracić na wadze, nie wiadomo było od czego. Dopiero po pewnym czasie okazało się, po badaniach w Białymstoku, w szpitalu zakaźnym, co jest przyczyną. Ale niestety bakteria zrobiła swoje. Gronkowiec dosłownie wyjadł jeden krąg kręgosłupa. Z tego powodu m.in. jedna noga rosła wolniej. Mimo to Mateusz był dosyć sprawny i prawie samodzielny, a przede wszystkim chodził.

Reklama

Rodzice dodają, że całe życie ich syna to leczenie.

- W 2010 r., przed Bożym Narodzeniem, syn zachorował na grypę. Od tamtego momentu zaczęły się większe kłopoty. Cały czas jeździliśmy na konsultacje do prof. Wojciecha Kułaka do Białegostoku, specjalisty neurologii dziecięcej. To on skierował Mateusza na operację kręgosłupa. Zdecydowała się na to tylko jedna klinika w kraju - w Zakopanem. W kwietniu 2011 r. operacja była możliwa i pojechaliśmy tam. Operacja trwała osiem godzin. Wykonywały ją dwa zespoły lekarzy. Niestety podczas operacji został uszkodzony nerw. Efekt - Mateusz ma czucie zewnętrzne w nogach, nie ma środkowego. To niedowład nóg. Czuje dotyk, ale nie może nimi poruszać. Od tamtej pory porusza się na wózku - mówi pan Mirosław, tata Mateusza.

Reklama

Najważniejszą sprawą stała się rehabilitacja Mateusza. Jego nóg.

- To jedyny sposób na przywrócenie dla syna jakiejś sprawności. Jakiej? Nie wiadomo. Tak powiedział profesor Kułak i na razie wszystko się zgadza. Profesor zalecił wyłącznie rehabilitację, najlepiej w Białymstoku. Ale cały czas nie możemy tam jeździć. To są koszty. Zdecydowaliśmy się na rehabilitację prywatną w Siemiatyczach, u pana Grzegorza Konickiego - mówi pani Bożena.

Światełko w tunelu

- Jak po jakimś czasie zajechaliśmy do profesora do Białegostoku, zdziwił się postępami rehabilitacji. Powiedział, że jest zaskakująca poprawa. Mateusz po półtora roku zabiegów robi to, co inni po trzech latach. Może już sam poruszać się przy pomocy balkonika - poruszając biodrami przesuwa się naprzód. Początkowo profesor Kułak nie był pewny, czy rehabilitacja przyniesie chociaż minimalny efekt. Dla nas jako rodziców, to coś wspaniałego. Pierwszy krok do osiągnięcia celu - by syn był sprawniejszy. Czy będą kolejne kroki? Czas pokaże - mówi Bożena Borzym.

Reklama

Jakiś czas temu okazało się, że jest możliwość kolejnej operacji - w Stanach. Na koszt Fundacji "Dar serca".

- Skontaktowała się z nami pani z USA, pochodząca z Drohiczyna. Powiedziała, że może spróbować pomóc w zakwalifikowaniu syna do kliniki wykonującej takie specjalistyczne operacje. Wstawiliby jakąś płytkę, zamiast nerwu. Pojawiło się dla nas kolejne światełko w tunelu. Nasz koszt to byłby tylko przelot. Ale na dziś jest lista osób oczekujących na takie operacje i na niej Mateusz jest na 16 miejscu. A w ramach tej fundacji klinika operuje dzieci do 18 roku życia. Czy zdążymy? Trudno powiedzieć - mówi Mirosław Borzym.

Reklama

- Mimo dużych przejść, emocji, nerwów, smutku, płaczu, nadal mamy w sobie dużo sił, by walczyć o zdrowie syna. Nie jesteśmy zniechęceni. Mamy cel. I nadzieję, że syn przynajmniej częściowo odzyska władzę w nogach i będzie bardziej samodzielny. Że będzie mu łatwiej żyć. Że życie go nie zniechęci. Naszym przeogromnym marzeniem jest to, że wyzdrowieje prawie całkowicie. To byłby cud, ale wierzymy w to. Ta wiara nas trzyma - mówi mama Mateusza.

Pomoc?

- Tak. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w Siemiatyczach pomogło w sfinansowaniu windy. Windę mamy od niedawna. Musieliśmy wpłacić tylko 20 procent kosztów. Mateusz bardzo się z tego ucieszył - mówi pan Mirosław.

Reklama

- Przede wszystkim nasza wieś pomogła. Obniże. Sołtys Józef Daniluk sam, bez niczyjej inicjatywy, poszedł po mieszkańcach i zebrał pieniądze. Wiedział, że są potrzebne, bo leczenie syna to nasz największy wydatek. Przyniósł je i powiedział, że sąsiedzi są z nami. Że życzą nam rozwiązania naszych problemów. Że mieszkańcy Obniża mogą pomóc tylko w taki sposób, bo w inny nie potrafią. Dziękujemy za to. Pomogło też Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Diecezji Drohiczyńskiej. Pomógł też radny Marek Tararuj z Obniża. I zakład Polser. Dziękujemy wszystkim, którzy pomogli - dodaje mama Mateusza.

 

Reklama

Na rehabilitację do Siemiatycz Mateusz dojeżdża trzy razy w tygodniu. Kto chciałby pomóc państwu Borzymom, proszony jest o kontakt z naszą redakcją. Na rehabilitację Mateusza można też przekazać 1% podatku - nr KRS: 00 00 03 79 04, dane uzupełniające: 15564 Mateusz Borzym.

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz fot. CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama