Od 1 maja będzie można zwiedzać w Drohiczynie muzeum kajakarstwa. Jest to pomysł burmistrza Drohiczyna Wojciecha Borzyma oraz dyrektora miejsko – gminnego ośrodka kultury Rafała Siwka.
- Kiedy powstał pomysł o sprowadzaniu do Drohiczyna kajaków?
- Latem ubiegłego roku – mówi dyrektor Rafał Siwek. – Szukaliśmy czegoś nowego, czego tu i w okolicy nie było, by zagospodarować nasze budynki i pomieszczenia, a przypomnę, że mamy wyremontowany i przekazany pod działalność miasta i ośrodka kultury budynek starego urzędu gminy i znajdujące się obok muzeum regionalne. Wiedziałem, że w Drohiczynie jeden z mieszkańców posiada stary kajak. Inicjatywa to powiązanie terenów nadbużańskich, historii spływów kajakowych, które kiedyś organizowane były w Drohiczynie wiele razy w ciągu roku oraz faktu, że nie ma czegoś takiego w Polsce.
- Na pewno nie ma?
- Są wystawy kajakarstwa, na Pomorzu, jest muzeum łodzi nad Pilicą, ale takiego muzeum nie ma. Trudno na dziś to co leży w piwnicy i na zapleczach nazwać muzeum, raczej zbiorem, ale naszym celem jest właśnie muzeum. A takie miejsce, to nie tylko stary sprzęt, to również opisy, programy zwiedzania połączone ze spływami i innymi atrakcjami dla odwiedzających Drohiczyn i okolicę. W ubiegłym roku przeprowadzałem mini ankietę wśród gości przyjezdnych do Drohiczyna, pytając czego tutaj brakuje w sferze kulturalno – rozrywkowej. Spodziewałem się próśb o więcej imprez masowych, koncertów itd., ale okazało się, że bardziej poszukiwaną atrakcją, na którą zwracaliby uwagę turyści jest coś, co może zatrzymać na dłuższą chwilę, jakaś ciekawostka. I powstał pomysł o kajakarstwie. Na pewno to hasło sprawi, że jakaś część osób odwiedzających Drohiczyn zainteresuje się tym. Przecież Podlasie słynęło ze spływów kajakowych – Bugiem, Biebrzą, kanałem augustowskim, Narwią. Absolutnie nie będzie to konkurencja dla muzeum diecezjalnego, mieszczącego się w budynkach Kurii. Będą u nas inne kategorie eksponatów. Wracając zaś do sedna pytania – najbliższe muzeum kajakarstwa to Muzeum Kleppera w Niemczech. Szukałem informacji o ewentualnych muzeach w internecie, kontaktowałem się z klubami kajakowymi, nikt nie potwierdził istnienia takiego.
- Co jest dzisiaj na wystawie?
- Kajaki i osprzęt. 18 sztuk. Zebrane z różnych zakątków Polski – Poznania, Wrocławia, Pomorza, Warszawy, Augustowa, z klubów kajakowych i od prywatnych osób. Do tego wiosła, kapoki, wózki do transportu, niewielu zapewne wie, że produkowano kajaki nawet z silnikami. Będą fotografie starych kajaków, spływów, materiały klubów kajakowych, publicystyka dotycząca tego tematu, no i oferta spływów. Będziemy też pozyskiwać kolejne kajaki.
- Jakąś wartość historyczną ma ten sprzęt?
- Uważam, że sporą. W Polsce nikt takiego sprzętu nie zebrał, bo i coraz trudniej to zrobić. Te kajaki, które trafiły do Drohiczyna odnajdywałem na strychach, w klubach kajakowych, u prywatnych kolekcjonerów z sentymentu trzymających takie zabytki. Zabytki, bo dzisiejszy kajak znacznie odbiega od tego sprzed pół wieku. Na pewno ewenementem jest kajak Pelikan, który sprowadziłem z Warszawy. Jest kompletny, z wiosłami, sterem, wózkiem, żaglem i niemieckim silnikiem spalinowym. Innym ciekawym okazem jest kajak „Jantar” firmy Predom, która kojarzy nam się z PRL-owską produkcją lodówek i pralek, a okazuje się, że produkowała też kajaki. Są kajaki polskie, niemieckie, radzieckie, jedno i wieloosobowe, duże, małe, drewniane i z płótna, stylowo i jakościowo odbiegające od dzisiejszych. Myślę, że będzie co oglądać.
- Czy łatwo coś takiego pozyskać? Jak podchodzili do tego właściciele?
- Pozyskać trudno, bo takiego sprzętu jest coraz mniej. Dlatego myślałem, że kluby kajakowe, czy prywatni właściciele będą sceptycznie podchodzić do prośby o oddanie ich, użyczenie czy sprzedaż. Przeważnie jednak reakcja była pozytywna lub nawet zachwyt. Większość mówiła – jeśli do muzeum, to bardzo chętnie. Wiele sprzętu udało się pozyskać z klubów kajakowych, najwięcej z „Wiadrusa” Wrocław. Okazało się, że klubowicze ci kiedyś przyjeżdżali tutaj na spływy.
- Pozyskać, czyli kupić?
- Różnie. Część nam podarowano, część użyczono, kilka musieliśmy kupić. Za ile? Nie były to duże kwoty. Dane byłych właścicieli i ofiarodawców postaramy się uwidocznić przy każdym eksponacie. Dodam, że mamy już opracowany projekt pamiątki, jaką będzie można nabyć w muzeum. To miniaturka drewnianego wiosła.
- W tym roku w Drohiczynie patronujemy jako gazeta imprezie "500 kajaków na 500 lat województwa podlaskiego".
- Odbędzie się ona 10 sierpnia. Główny punkt to spływ Bugiem na trasie Drohiczyn - Granne, zapoczątkowany latem w ubiegłym roku. Wtedy było 30 kajaków, teraz chcemy kilkakrotnie przebić tę liczbę promując imprezę, kajakarstwo i rocznicę. To zachęta dla naszych mieszkańców i turystów, promocja rzeki i naszej okolicy, próba przyciągnięcia większej liczby turystów. Już o spływ pyta sporo ludzi z kraju. Mam nadzieję, że nazbieramy przynajmniej 500 chętnych.
Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze