Tajemnica zniknięcia Zdzisława Mergo nadal pozostaje nie rozwiązana. Ostatni raz widziano go 26 października ubiegłego roku. Trudno ustalić, kto z mieszkańców Arbas bądź okolicy widział go jako ostatni.
Jedni mówią, że ślad po nim zaginął w Arbasach, inni, że w Śledzianowie, jak wychodził ze sklepu. Pojawiły się też głosy, że widziano go tego dnia w Chechłowie. I to nie samego. Z kim konkretnie? - ludzie nie chcą mówić. Wierzyć czy nie? Pierwsze poszukiwania - lasy, pola Był 28 październik. O Zdziśku zaczęto już mówić, ale na razie po cichu, bo nie każdy wierzył w jego zaginięcie. Byli też i tacy, którzy twierdzili, że Zdziśka po 26 października widzieli. Okazało się jednak, że ludzi z tropu zbiło zdarzenie właśnie z 28 października. To była sobota, dla wielu dzień wolny od pracy, więc we wsi było więcej ludzi. Otóż tego dnia jakiś człowiek przejeżdżał przez wieś rowerem. Dla wielu był to Zdzisiek, bo sylwetką i ubiorem przypominał właśnie jego. Niektórzy więc tamtego dnia mówili, że niemożliwe jest, żeby gdzieś przepadł, bo przecież widziano jak jechał rowerem. Ale ten wątek wyjaśnił jeden z mieszkańców Arbas. Otóż widział tego rowerzystę najpierw z daleka i faktycznie uderzało spore podobieństwo do Zdziśka. O zaginięciu swojego znajomego już wiedział, więc pojawiła się nutka nadziei, że zaginięcie to nieprawda i Zdzisiek ma się dobrze. Na chwilę jednak. Kiedy rowerzysta znalazł się nieco bliżej okazało się, że to niestety nie on. Wiadomość o tym, że Zdzisława Mergo nie było już kilka dni szybko obiegła okolicę. Ludzie zaczęli zastanawiać się nad tym, co mogło mu się stać. Znali Zdziśka od dawna i wiedzieli, że miał swoje zasady. M.in. takie, że - w różnym stanie - ale zawsze do domu wracał. Trzeba w tym miejscu dodać, że Zdzisiek lubił wypić. Jednak był człowiekiem szanowanym, solidnie u miejscowych pracował i mimo alkoholowych słabości miał przyjaciół. Wreszcie nadszedł 8 listopad. Mieszkańcy Arbas, Bużysk, Chechłowa, Śledzianowa i Lisowa wspierani przez policję, ochotnicze straże pożarne oraz pracowników urzędu gminy w Drohiczynie postanowili poszukać już nie Zdziśka, ale jego ciała. Zdali sobie bowiem sprawę z tego, że Zdzisiek nie żyje. Byli i nadal są przekonani, że zwłoki muszą być gdzieś w okolicy. Tylko gdzie? W ciągu kilku godzin przeczesano okoliczne pola, lasy, drogi i śródpolne cieki. Poszukujący zaglądali do opuszczonych budynków, studni, rowów, w zarośla. Nigdzie ani śladu. Łącznie przeszukano teren o powierzchni ok. 10 km kwadratowych, najdokładniej zaś najbliższą okolicę Arbas, bo początkowo zachodziło duże prawdopodobieństwo, że zwłoki leżą blisko tej wsi. A to z tego względu, że zaginiony cierpiał na padaczkę alkoholową, stąd przypuszczenia, że wracał do domu, padaczka go złapała i upadł gdzieś na polu. Jednak ciała nie było na najbliższych polach i w żadnym innym miejscu. Już wtedy pojawiła się też jedna z przyczyn zaginięcia pana Zdzisława. Niektórzy byli i są przekonani, że mógł zostać zabity. Ale przez kogo i dlaczego? Otóż okazuje się, że zaginiony mógł prowadzić z kimś wcześniej transakcję kupna - sprzedaży. Ludzie podejrzewają, że wynik transakcji mógł być dla drugiej strony niesatysfakcjonujący. Ale żeby od razu za coś takiego zabijać - pojawiły się, wprawdzie nieliczne, ale wątpliwości. Część mieszkańców mówiła, że ciało może być gdzież zakopane albo leży w Bugu. W terenie działała wtedy też policja. Przesłuchała wiele osób. Nic to jednak nie dało. Mieszkańcy zorganizowali poszukiwania. Musieli coś zrobić. Musieli przeszukać okolicę, bo byli to Zdziśkowi winni. Jak mówili po zakończonych poszukiwaniach: "teraz chociaż sumienie mamy czyste".
Drugie poszukiwania - te same miejsca Po dwóch tygodniach od pierwszych poszukiwań mieszkańcy tych samych wsi znowu wyruszyli w teren. Drugie poszukiwania zorganizowano przede wszystkim dlatego, że w sprawie na dobre pojawił się nowy wątek. Teraz już zdecydowanie mówiono o tym, że zwłoki mogą być zakopane. Tak jak poprzednio, przeszukano okoliczne pola i lasy. Był też pies tropiący z siemiatyckiej policji. Sprawdzano przede wszystkim świeży piach, usypane górki, doły. I nic. Jak kamień w wodę. Trzecie poszukiwania - staw Prawie codziennie do Arbas przyjeżdża samochód z towarem. Właściciele trudnią się handlem obwoźnym. Okazało się, że sprzedawczyni zna wróżkę. Poleciła ją, bo jakiś czas temu kobieta ta przyczyniła się do odnalezienia pewnej osoby, wskazując miejsce jej pobytu. Delegacja pojechała więc do wskazanej miejscowości. Wróżką okazała się być ok. 80-letnia kobieta. Po przedstawieniu sytuacji oraz sylwetki zaginionego kobieta od razu powiedziała, że zaginiony nie żyje. Narysowała też plan, zaznaczając na nim miejsca, które ściśle są powiązane z zaginionym: jego dom, okoliczne szczegóły, w tym najważniejszy - ciek wodny o podłużnym kształcie. Ci z Arbas byli zaskoczeni. Skąd kobieta, która nigdy w Arbasach nie była, której nikt nie powiedział o stawie o takim kształcie wiedziała, że taki staw tam jest? Kobieta dodała też, że zwłoki Mergo znajdują się w tym stawie. Kilka dni później mieszkańcy żwawo przystąpili do akcji. Zorganizowano grupy ochotniczych straży pożarnych, autopompy i wypompowano wodę z sadzawki. Jak mówi świadek tamtych zdarzeń, przez chwilę wydawało się, że wróżka miała rację. W pewnej chwili bowiem natrafiono na coś, co mogło przypominać odzież. Owszem, były jakieś szmaty i to wszystko. Zatem wróżce nie udało się tym razem odnaleźć zaginionego. Po trzecich poszukiwaniach w mieszkańców Arbas i znajomych Zdzisława Mergo wstąpiła jeszcze większa potrzeba rozwiązania tajemnicy jego zaginięcia. Teraz już zdecydowanie mówią o tym, że Zdzisiek został zabity, a ciało zostało zakopane albo wrzucone do Buga. Wskazują też konkretne osoby, które ich zadaniem przyczyniły się do śmierci sąsiada. Czy mają rację? Ten wątek nadal sprawdza policja. Wkrótce być może okaże się, czy podejrzenia okazały się słuszne, czy to tylko domysły. Z ostatniej chwili: Zwłoki znaleziono w rzeczce We wtorek, 12 marca, w rzeczce Silna koła Arbas znaleziono zwłoki mężczyzny. Decyzją prokuratora przewieziono je na sekcję do Zakładu Medycyny Sądowej Akademii Medycznej w Białymstoku. Wszystko wskazuje na to, że jest to ciało zaginionego od 26 października ubiegłego roku Zdzisława Mergo. Czy aby na pewno? - będzie wiadomo dopiero po przeprowadzeniu sekcji. Sekcja wykaże też, co było przyczyną śmierci znalezionej osoby. Ciało zauważyły około południa, przechodzące wtedy obok rzeczki dzieci. O znalezisku powiadomiły dorosłych. Policję zawiadomiono ok. godz. 17.00. Na zdjęciu poszukiwania z 8 listopada 2006 r. Cezary Klimaszewski, Tygodnik Głos Siemiatycz, fot. CK
Komentarze