W poniedziałek, 3 października, jak w ponad 200 innych miejscach w Polsce, w Siemiatyczach również odbył się Czarny Protest.
Polki wyszły na ulice miast i miasteczek, by w ramach ogólnopolskiego strajku wyrazić swój sprzeciw wobec możliwości zaostrzenia przepisów dotyczących aborcji. Jak mówi inicjatorka Czarnego Poniedziałku w Siemiatyczach, Beata Siemaszko, w założeniach to miało być raczej kilkuosobowe spotkanie w publicznym miejscu na kawie. Nikt nie zakładał większego zainteresowania wydarzeniem w siemiatyckim środowisku.
A jednak w umówionym miejscu, mimo niesprzyjającej pogody, pojawiło się blisko 50 osób, co ważne – nie tylko kobiet. Marsz w Siemiatyczach nie był ani długi, ani wrzaskliwy. Zaopatrzony w transparenty wyruszył spod Kresowiaka, przeszedł spokojnie wokół Placu Jana Pawła II, ulicą 11 listopada i Grodzieńską i zakończył się w tym samym miejscu, z którego wyszedł. Po marszu ci, którzy dysponowali wolnym czasem, spotkali się jeszcze w Kresowiaku na planowanej kawie.
Wzięli udział po fakcie
Co ciekawe. Na facebookowym wydarzeniu lista tych, którzy wzięli udział i obserwujących zmieniała się z dnia na dzień. Spośród tych pierwszych faktycznie na marszu pojawiła się tylko część. Ale już po wydarzeniu niektórzy chętnie pozmieniali status z obserwujących na takich, co to rzekomo wzięli udział. Może brali udział w mniej rzucający się w oczy sposób?
Szanuję poglądy innych
Trudno się też dziwić takiemu zachowaniu. W tak małym środowisku, jak nasze, gdzie niemal wszyscy się znają, wyjście na ulice wymagało z pewnością odwagi. Żadnego problemu z nią nie miała jednak inicjatorka, Beata Siemaszko:
- Czarny poniedziałek w Siemiatyczach to punkt na mapie Ogólnopolskiego Strajku Kobiet. Powstał dzięki zdeterminowanym, wspaniałym, świadomym ludziom stąd. Protestowaliśmy przeciw nowelizacji ustawy "antyaborcyjnej". Mobilizując do wyrażenia sprzeciwu wobec żonglowania naszym życiem, chciałam wzmocnić albo dać wiarę w to, że działaniem zawsze można zmieniać rzeczywistość wokół. Samo narzekanie nie pomaga, a tym, którzy gderali "po co", "to nic nie da" możemy teraz powiedzieć, że uzyskaliśmy odrzucenie okrutnego projektu ustawy. Pytano mnie czy się nie boję afiszować z niepopularnym w lokalnym środowisku stanowiskiem. Nie, nie boję się. Szanuję poglądy innych, także te radykalne i tego samego oczekuję dla siebie. Wszyscy jesteśmy współodpowiedzialni za dobro i zło wokół nas, możemy wybierać, w którą stronę podążać. Te same osoby, obłudnie broniące życia, które na manifestacji krzyczały – „morderczynie, nie macie mózgów” - spluwają na widok swojej niezamężnej sąsiadki w ciąży. Taka to ich życzliwość i umiłowanie bliźniego pod auspicjami różańca. Symbole wiary powinny stanowić świadectwo poszanowania drugiego człowieka i jako takie wyznaczać nam kurs. Na wielokulturowym i wielowyznaniowym Podlasiu jest to szczególnie istotne. Mam nadzieję na wzrost aktywności mieszkańców naszego regionu w działaniu zmierzającym do respektowania naszych praw. Dziękuję wszystkim, którzy już to robią!
Szczególnie Kasi za nieocenioną pomoc.
Gorąca dyskusja na ten temat toczyła się również na naszym fanpage"u. Bez względu na poglądy gratulujemy wszystkim tym, którzy mieli odwagę zabrać w niej głos i potrafili to zrobić, używając cywilizowanego języka, bez wulgaryzmów i inwektyw.
Na ile decyzje, które zapadły 5 października w sejmie, podyktowanie były tym, co dwa dni wcześniej panowie posłowie i panie posłanki obserwowali na polskich ulicach – tego nie wie nikt. Konsternacja musiała być jednak znacząca, skoro projekt ustawy antyaborcyjnej odrzucony został ich głosami.
Ewa Magdalena Iwaniak, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. emi
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze