Reklama

Cresovia - wiele znaków zapytania

16/07/2016 20:17

IV liga utrzymana. Ten cel nie zmieniał się od początku rozgrywek. O utrzymaniu zaważył punkt. Bilans siemiatyckiego zespołu na zakończenie rozgrywek: 45 punktów, 39 zdobytych bramek, 45 straconych, 13 zwycięstw, 6 remisów, 15 porażek, 6 wygranych na własnym boisku, 7 na wyjeździe. O zakończonym sezonie rozmawiamy z trenerem Marcinem Stypułkowskim, trenerem Cresovii.

- W ubiegłym sezonie było piąte miejsce na zakończenie rozgrywek, w sezonie 2013/14 - ósme, wcześniej miejsca ósme, trzecie. To chyba najmniej udany sezon od lat.

Reklama

- Trochę tak, trochę nie - mówi M. Stypułkowski. - Ze statystyk jasno wynika, że zajęliśmy lokatę najniższą od lat. Od początku swojej pracy z drużyną seniorów, a był to już szósty sezon, nie zszedłem na zakończenie rozgrywek poniżej ósmego miejsca. Jednak analizując końcowe lokaty w tabeli drużyn na poziomie czwartoligowym, można je podzielić na trzy grupy: bardzo dobre, średnie i słabe. Co roku w czołówce znajdują się te zespoły, które na swoje aspiracje do gry o najwyższe cele w województwie mają odpowiednie zaplecze finansowe. Z kolei te kluby, które grają poniżej oczekiwań, nie mają zazwyczaj pieniędzy na grę o wyższe stawki. No i średniacy, tacy jak my, którym starcza na podstawowe potrzeby, ale mimo wszystko brakuje na to, by grać o wyższą stawkę. Ja uważam, że sezon był udany, bo mimo sporych przeciwności utrzymaliśmy się w gronie czwartoligowców. Warto było więc ze sportowego punktu widzenia zabiegać o przyjazdy na mecze tych, którzy uczą się i pracują poza Siemiatyczami, nawet w Warszawie, warto było pozyskać Gołubkiewicza, postawić na juniorów, przeprowadzić kolejny trening, przećwiczyć jakiś stały element gry. Te wszystkie detale, złożone w całość, dały utrzymanie. Ale wracając do sedna pytania - owszem, sezon był najmniej udany od lat, bo przez spory czas znajdowaliśmy się w strefie spadkowej i do ostatniej kolejki broniliśmy utrzymania.

- Wspomniał pan o pieniądzach i przeciwnościach.

Reklama

- Pieniądze, nawet na czwartoligowym poziomie piłkarskim, to podstawa egzystencji klubu. Najlepiej w tej kwestii wypowiedziałby się zarząd. Pieniędzy trzeba na wszystko. Najważniejsze potrzeby: opłaty licencyjne, związkowe, sędziowskie, transport, za kartki, zwrot części kosztów za buty piłkarskie, ochrona, ubezpieczenia. Klub żyje dzięki miastu, MOSiR-owi i darczyńcom. Zawodnicy nie mają żadnych kontraktów, otrzymują drobne kieszonkowe za wygrane mecze, z pieniędzy od sponsorów. Ale na większe aspiracje sportowe potrzeba doświadczonych zawodników, a ich pozyskanie, wypożyczenie lub transfer definitywny kosztuje. Ci lepsi życzą sobie indywidualnych umów. Taka jest teraz piłka, nawet na takim poziomie. Zaś co do przeciwności - nie chciałbym się żalić. Oprócz corocznych, czyli braku boiska treningowego, chociaż w tej kwestii sporo już drgnęło, najbardziej ubolewałem nad zbyt małym doświadczeniem części drużyny, kontuzjami czołowych graczy, brakiem skuteczności.

- Wierzył pan w utrzymanie?

Reklama

- Oczywiście, mimo że nasze losy ważyły się prawie do ostatniej kolejki. Przed ostatnim ligowym meczem, u siebie z bielskim Turem, rozegrano inne, istotne dla nas spotkanie, w którym Rudnia Zabłudów przegrała u siebie z Michałowem, co dało nam utrzymanie bez gry w barażach, a zdegradowało zespół z Zabłudowa. Chyba największą przeciwnością, nie tylko dla mnie, ale i dla wielu trenerów naszej ligi był zapowiadany wcześniej spadek do niższej klasy rozgrywkowej, bezpośrednio aż sześciu zespołów, z miejsc 18 - 13. Drużyny z miejsc 11 i 12 grały mecze barażowe o utrzymanie, z zespołami z drugich miejsc okręgówki. Zarówno Pogoń Łapy, jak i Puszcza Hajnówka utrzymały się dzięki tym dodatkowym meczom. Myślę, że my też poradzilibyśmy sobie w barażach. Na szczęście nie musieliśmy tego sprawdzać, dzięki jednemu punktowi więcej. Gdzie go zdobyliśmy? O tej jednopunktowej przewadze w tabeli zadecydowały wszystkie mecze, w których zdobyliśmy punkty, a chyba najbardziej wygrany mecz 3:2 w Dąbrowie Białostockiej, w przedostatniej kolejce.

- W trakcie sezonu wielokrotnie podkreślał pan, że na wyniki zespołu największy wpływ mają zawodnicy. Jedni zbyt młodzi, nieograni, inni mający swoje najlepsze lata gry za sobą. I że mimo wszystko - z tej mąki będzie chleb...

Reklama

- Jeśli nie chleb, to przynajmniej pokaźna bułka. Progres w grze, szczególnie juniorów, w porównaniu z pierwszymi meczami jesiennymi był spory. W pierwszym składzie zadomowili się: Kellas, Jaszczołt, Brzeziński, do pierwszej jedenastki dobijali się: Olendzki, Krasowski. Jaszczołt, w rundzie wiosennej, nabrał pewności siebie, zaczął sam stwarzać sytuacje strzeleckie i dał nam ważne trafienia w Dąbrowie Białostockiej. Kellas może już udźwignąć ciężar gry w środku pola. Brzeziński, który zaczął na lewej obronie, może grać jako stoper. To na miano wspomnianej bułki. Duży chleb byłby wtedy, gdyby omijały nas kontuzje, gdyby zawodnicy mieli na zajęcia więcej czasu, kosztem pracy czy nauki. Jednak nie zapominajmy, że to tylko IV liga, a piłka to zaledwie hobby, dodatek do codzienności.

- Co dalej? Wraz z końcem czerwca skończyła się panu umowa z klubem.

Reklama

- Odpoczywam po długim sezonie i pracy zawodowej. Na razie nie myślę o piłce. Wiem, że zarząd chce ze mną jak najszybciej porozmawiać o mojej ewentualnej przyszłości w Cresovii, ale - szczerze mówiąc - nie podjąłem jeszcze decyzji, czy przedłużać umowę na prowadzenie seniorów. Owszem, widzę kilka argumentów za kontynuacją pracy, ale i za zakończeniem jej. Decyzję wkrótce podejmę.

- Jakie to argumenty?

- IV liga będzie teraz bardzo silna. Zagra 16 drużyn, z III ligi spadły: Wissa Szczuczyn, Warmia Grajewo, Wasilków. To będzie wyjątkowo ciężki sezon. Aby utrzymać się w IV lidze, trzeba będzie mieć szeroką i mocną kadrę, a na to potrzebne są pieniądze. Wierzę w chłopaków, których trenowałem, ale z dużym prawdopodobieństwem można powiedzieć, że w dotychczasowym zestawieniu utrzymanie się w nowej IV lidze stałoby pod znakiem zapytania. A kadra Cresovii prawdopodobnie jeszcze uszczupli się, bo kilku chłopaków planuje wyjazdy za pracą, na studia. Zaś argument za? To duch sportu, rywalizacji. Jak człowiek usiądzie na ławce trenerskiej, to trudno z niej potem zejść. Pozdrawiam kibiców.

Reklama

Cezary Klimaszewski, Kurier Podlaski – Głos Siemiatycz, fot. CK

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama