Jest zgoda na wycięcie 8 drzew z sarnackiego cmentarza. Zdecydowana większość ocalała. Przynajmniej na razie. Wracamy do sprawy, którą poruszaliśmy w poprzednim numerze, a którą mieszkańcy Sarnak i okolic żyli przez ostatnie półtora miesiąca. Rzecz dotyczy sarnackiego cmentarza i rosnących na nim drzew. Parafia rzymskokatolicka złożyła w urzędzie gminy wniosek o wydanie pozwolenia na usunięcie drzew z cmentarza. Wniosek dotyczył kilkudziesięciu drzew, w tym 13 świerków z głównej alei. Sprawa znalazła zarówno swoich zwolenników, jak i przeciwników, dlatego wywołała żywiołową dyskusję społeczeństwa. Tamtejsze władze wstrzymały się z wydaniem ostatecznej decyzji do czasu zapoznania się z tzw. „głosem ludu” w tej sprawie. Decyzją Wójta Gminy Sarnaki, wydaną w ubiegłym tygodniu, wnioskodawca otrzymał pozwolenie na wycięcie tylko 8 drzew z terenu cmentarza. - Uważam, że sprawę rozstrzygnięto właściwie. Te kilka drzew, na wycinkę których wydano zgodę, to są drzewa bez szans na właściwy wzrost (bo np. rosną nisko w cieniu), drzewa chore, uszkodzone bądź takie, które naprawdę mogą zagrażać pomnikom – np. mają silnie wrośnięte korzenie. Cała ta sprawa była dla mnie bardzo pozytywnym doświadczeniem. Pokazała, że mieszkańcy interesują się lokalnymi problemami i co najważniejsze reagują na nie. Okazało się, że nie tylko mieszkańcy Sarnak, ale także innych miejscowości – wiadomo, cmentarz to takie szczególne miejsce. Myślę, że społeczna dyskusja, która wynikła w związku z tą sprawą, spowoduje, iż każdy, kto w przyszłości będzie chciał wystąpić o takie pozwolenie, zrobi to rozważnie – skomentował decyzję wójt Sarnak, Andrzej Lipka. O komentarz poprosiliśmy również Agatę Wasilewską, prezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Sarnackiej. - To jest bardzo trudna sprawa, budziła wiele różnych emocji. Zależy nam na tym, by jak najwięcej tych drzew ocalało. Opinia społeczeństwa była podzielona. Część osób chciała wycięcia tych drzew - bo brudzą, bo się rozrastają, bo grożą przewróceniem. Jednak duża część uważa, że te drzewa trzeba ocalić, by to miejsce w dalszym ciągu miało swój niepowtarzalny klimat. Ja uważam, że trzeba ocalić te drzewa – tyle, ile jest to możliwe. Ostatnio nawet pozyskałam zdjęcie z lat 40, które pokazuje czasy, kiedy te drzewa były sadzone. Małe drzewka, ludzie z łopatami. To jest jednak kawałek naszej historii.
Komentarze