Po raz trzeci odbył się marsz patriotyczny zorganizowany przez Tomasza Miliszkiewicza, prezesa Klubu Jeździeckiego GEPARD w Ciechanowcu. 15 maja odbył się przejazd bryczkami z Ciechanowca do kościoła we wsi Niemyje Nowe. W miejscowym kościele o 12.00 odbyła się msza poświęcona żołnierzom podziemia niepodległościowego.
- To III Marsz Patriotyczny śladami żołnierzy Armii Krajowej. Dlaczego Niemyje Nowe? Okoliczne lasy były schronieniem dla partyzantów. Tutaj mieli oni swoje siedziby. Choćby oddziały „Młota” i „Huzara”. Dwóch znanych dowódców AK. Tutaj są groby ludzi poległych z rąk okupantów komunistycznych. Dzisiaj jest okazja złożenia wieńców w tych miejscach. W tamtych czasach konie służyły ludziom nie tylko na roli. Dzięki nim możliwe było przemieszczanie się oddziałów, rannych, broni - stąd ten przejazd bryczkami. No i w Niemyjach jest wspaniały ksiądz Tadeusz Czyżak, który kultywuje pamięć o tamtych, tragicznych czasach. Wraz z księdzem Danielem Radziszewskim, będącym na misji w Rosji, odprawią mszę w intencji Ojczyzny i hodowców koni. W pamięci niektórych starszych mieszkańców okolicznych wsi zostały już tylko okruchy tego, co było ich życiem w czasach młodości. Opowiada Józef Koc ze wsi Niemyje Stare: - Byłem już takim podrośniętym chłopcem, gdy wzięto mnie na podwodę, abym wiózł Niemca aż do Łomży. Uciekali przed Ruskimi. A może to był Ukrainiec w niemieckim mundurze. Co przeżyłem, to długo opowiadać. Nie wiedziałem czy wrócę. A partyzanci? Byli różni. W dzień pracowali na polu, a po zmroku brali broń i chodzili po wsiach. Musiano ich karmić i ubierać. Ale byli i porządni. Bronili przed UB i donosicielami. Niektórzy leżą po lasach. Drugi z rozmówców z Koców Borowych nie chciał podać nazwiska: - Można mieć nieprzyjemności. A ja w tym czasie, gdy tutaj chodził „Młot”, byłem podlotkiem. Więc trochę pamiętam. Mój brat był skrzypkiem. Do niego przychodził partyzant, aby razem pograć. I przychodziło dwóch braci Gontarczyków. Fajne chłopy. Wówczas ci co ukrywali się, spali po stodołach. Najgorzej było jak ktoś donosił na UB. W Kocach Piskułach partyzanci rozstrzelali małżeństwo, za zameldowanie na UB w Ciechanowcu o obecności akowców. Mojemu przyszłemu teściowi berlingowcy, tak ich nazywaliśmy, podrzucili broń do stodoły. Miał potem dużo nieprzyjemności. Za nakarmienie partyzantów można było nie wrócić z ubeckiego aresztu w Białymstoku. Pamiętam jeszcze historię z sąsiedniej Bujenki. Młody chłopak rozerwał się granatem, bo został otoczony przez milicję. Ogólnie dobrze wspominam partyzantów, choć niekiedy wymuszali od ludzi jedzenie. Uroczystość, po złożeniu kwiatów w miejscach upamiętniających żołnierzy Armii Krajowej, zakończyło ognisko, przy którym śpiewano pieśni patriotyczne.
Jacek Piotrowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP
Komentarze