Reklama

Ciechanowiec - III Marsz Patriotyczny

15/05/2011 19:26
Po raz trzeci odbył się marsz patriotyczny zorganizowany przez Tomasza Miliszkiewicza, prezesa Klubu Jeździeckiego GEPARD w Ciechanowcu. 15 maja odbył się przejazd bryczkami z Ciechanowca do kościoła we wsi Niemyje Nowe. W miejscowym kościele o 12.00 odbyła się msza poświęcona żołnierzom podziemia niepodległościowego.

          - To III Marsz Patriotyczny śladami żołnierzy Armii Krajowej. Dlaczego Niemyje Nowe? Okoliczne lasy były schronieniem dla partyzantów. Tutaj mieli oni swoje siedziby. Choćby oddziały „Młota” i „Huzara”. Dwóch znanych dowódców AK. Tutaj są groby ludzi poległych z rąk okupantów komunistycznych. Dzisiaj jest okazja złożenia wieńców w tych miejscach. W tamtych czasach konie służyły ludziom nie tylko na roli. Dzięki nim możliwe było przemieszczanie się oddziałów, rannych, broni - stąd ten przejazd bryczkami. No i w Niemyjach jest wspaniały ksiądz Tadeusz Czyżak, który kultywuje pamięć o tamtych, tragicznych czasach. Wraz z księdzem Danielem Radziszewskim, będącym na misji w Rosji, odprawią mszę w intencji Ojczyzny i hodowców koni.
          W pamięci niektórych starszych mieszkańców okolicznych wsi zostały już tylko okruchy tego, co było ich życiem w czasach młodości. Opowiada Józef Koc ze wsi Niemyje Stare:
          - Byłem już takim podrośniętym chłopcem, gdy wzięto mnie na podwodę, abym wiózł Niemca aż do Łomży. Uciekali przed Ruskimi. A może to był Ukrainiec w niemieckim mundurze. Co przeżyłem, to długo opowiadać. Nie wiedziałem czy wrócę. A partyzanci? Byli różni. W dzień pracowali na polu, a po zmroku brali broń i chodzili po wsiach. Musiano ich karmić i ubierać. Ale byli i porządni. Bronili przed UB i donosicielami. Niektórzy leżą po lasach.

          Drugi z rozmówców z Koców Borowych nie chciał podać nazwiska: - Można mieć nieprzyjemności. A ja w tym czasie, gdy tutaj chodził „Młot”, byłem podlotkiem. Więc trochę pamiętam. Mój brat był skrzypkiem. Do niego przychodził partyzant, aby razem pograć. I przychodziło dwóch braci Gontarczyków. Fajne chłopy. Wówczas ci co ukrywali się, spali po stodołach. Najgorzej było jak ktoś donosił na UB. W Kocach Piskułach partyzanci rozstrzelali małżeństwo, za zameldowanie na UB w Ciechanowcu o obecności akowców. Mojemu przyszłemu teściowi berlingowcy, tak ich nazywaliśmy, podrzucili broń do stodoły. Miał potem dużo nieprzyjemności. Za nakarmienie partyzantów można było nie wrócić z ubeckiego aresztu w Białymstoku. Pamiętam jeszcze historię z sąsiedniej Bujenki. Młody chłopak rozerwał się granatem, bo został otoczony przez milicję. Ogólnie dobrze wspominam partyzantów, choć niekiedy wymuszali od ludzi jedzenie.
          Uroczystość, po złożeniu kwiatów w miejscach upamiętniających żołnierzy Armii Krajowej, zakończyło ognisko, przy którym śpiewano pieśni patriotyczne.

          Jacek Piotrowski, tygodnik Głos Siemiatycz, fot. JP

        
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo kurierpodlaski.pl




Reklama