Wojciech Skowroński, 64-letni mieszkaniec województwa zachodniopomorskiego, związany rodzinnie z Siemiatyczami, od wielu miesięcy pomaga mieszkańcom Ukrainy.
Z przekonań pacyfista, nie interesujący się wcześniej problemami Ukrainy, dzisiaj pomaga ukraińskiemu wojsku, oraz zwykłym ludziom ze zrujnowanych miasteczek i wsi. Dlaczego tak się stało?
- Wojna wybuchła 24 luteg4o, a to były akurat moje urodziny. Przegrałem tego dnia z sąsiadem zakład o pół litra. On twierdził, że Rosja napadnie na Ukrainę, a ja, że na pewno nie. Patrząc na relacje i czytając o tym co się dzieje, z czasem postanowiłem sam włączyć się aktywnie do pomocy. Kupiłem trochę potrzebnych tam rzeczy, pozbierałem też od znajomych, załatwiłem formalności i wyruszyłem własnym busem i na własnym paliwie do Kijowa. To był początek kwietnia – opowiada pan Wojciech.
Prawie trzy miesiące zakwaterowany w Kijowie pracował jako wolontariusz dla międzynarodowej organizacji „Kozackij Błagodijnyj Fond” (Kozacki Fundusz Charytatywny). Zarówno w kijowskim punkcie pomocy dla Ukraińców, emigrantów z innych miast i miejsc, jak i też kursował z pomocą do innych miescowości. Docierał do Buczy, Irpienia, Doniecka i okolic, do Kramatorska, Pokrowska, Charkowa i Bachmutu.
- Kiedy byłem w Donbasie, zapytano mnie tam o możliwości dostarczenia busa dla wojska. Obiecałem, że załatwię. Pojechałem więc na jakiś czas do Belgii by tam nazbierać na samochód. Część nazbierałem wśród ludzi, 1200 euro, resztę sam dołożyłem i dziś ten bus jeździ dla wojska ukraińskiego w Donbasie. Niestety, w Polsce samo załatwianie wszelkich papierów trwało około miesiąca.
Od kilku tygodni Wojciech Skowroński jest w Polsce. Na pytanie, co planuje dalej odpowiada:
- Musiałem wrócić na trochę do Polski z powodów rodzinnych. Niedługo znów będę na Ukrainie. A kiedy wojna się skończy na pewno tam pojadę także. Po co? Po to by nadal pomagać tam zwykłym, prostym ludziom. Nigdy wcześniej nie miałem żadnych związków z Ukrainą, dziś mam tam wielu znajomych przyjaciół, nie zostawię ich. Jestem człowiekiem bardzo wierzącym ale moją wiarą jest… humanizm. Nawet te tak drastyczne wydarzenia ostatnich miesięcy nie zachwiały tej wiary we mnie. Na jednym ze spotkań na Ukrainie, zadano mi pytanie dlaczego tam jestem? Odpowiedziałem – jestem tu po to by zmieniać świat. Na lepsze.

Na pytanie o jakieś szersze refleksje na temat sytuacji Ukrainy, odpowiada: - Z tym się wstrzymam. Myślenie jest ważniejsze od wiedzy, ale najważniejsza jest obserwacja. Obserwuję i robię to co uważam, że jest potrzebne. Ukraińcy w większości kochają swój kraj, chcą żyć na Ukrainie. Wielu z nich raziła przedwojenna korupcja, znana zresztą we wszystkich krajach postsowieckich, dlatego wyjeżdżali do innych krajów przed wojną za lepszym życiem. Dzisiaj bywa, że nawet na tereny zagrożone ludzie jednak wracają. Oni chcą tam żyć.
Pan Wojciech wiele lat był emigrantem ekonomicznym w Belgii. Ma charakterystyczną brodę i włosy.
Pan Wojciech wiele lat był emigrantem ekonomicznym w Belgii. Ma charakterystyczną brodę i włosy.Jak twierdzi, ostrzyże się i ogoli, dopiero wtedy kiedy skończy się wojna.
- Podczas jednaj z podróży wziąłem ze sobą też karton whisky na rozgrzewkę żołnierzom. I, co mnie zdziwiło, nikt z nich nie wziął tego ode mnie. Odpowiadano, że ”wypijemy po zwycięstwie”. Trzymam więc za słowo.
Jerzy Nowicki
Він пацифіст за переконаннями, раніше не цікавився проблемами України, сьогодні допомагає українській армії та простим людям із зруйнованих міст і сіл. Чому це сталося?
– 24 лютого почалася війна, у мене був день народження. Того дня я програв парі сусідові на півлітра. Він сказав, що Росія вторгнеться в Україну, а я сказав, що ні. Переглядаючи звіти та читаючи про те, що відбувається, з часом я вирішив активно долучитися до допомоги. Купив там щось потрібне, зібрав у друзів, впорався з формальностями і поїхав на своєму автобусі та на власному паливі до Києва. Це був початок квітня, – розповідає пан Войцех.
Майже три місяці перебував у Києві, працював волонтером у міжнародній організації «Козацький Благодійний Фонд». Як у київському пункті допомоги українцям, емігрантам з інших міст і місць, так і біжить з допомогою в інші міста. Дійшов до Бучі, Ірпеня, Донецька та околиць, Краматорська, Покровська, Харкова та Бахмута.
– Коли я був на Донбасі, мене там запитували про можливість надати автобус для армії. Я обіцяв, що виправлю це. Тому я на деякий час поїхав до Бельгії, щоб накопичити грошей на машину. Частину я зібрав серед людей, 1200 євро, решту додав сам і сьогодні цей автобус їздить для української армії на Донбасі. На жаль, у Польщі на оформлення всіх документів пішло близько місяця.
Войцех Сковронський уже кілька тижнів перебуває в Польщі. На запитання, що планує робити далі, він відповідає: – Через сімейні обставини довелося на деякий час повернутися до Польщі. Я скоро повернуся в Україну. А як закінчиться війна, я теж туди обов’язково поїду. Для чого? Для того, щоб там і надалі допомагати звичайним, простим людям. Раніше я ніколи не мав жодних зв’язків з Україною, сьогодні маю там багато знайомих друзів, я їх не покину. Я дуже релігійна людина, але моя віра – це… гуманізм. Навіть ці драматичні події останніх кількох місяців не похитнули мою віру. Під час однієї із зустрічей в Україні мене запитали, чому я там? Я відповів – я тут, щоб змінити світ. На краще.
Hа запитання про якісь ширші роздуми щодо ситуації в Україні він відповідає: – Я утримаюся від цього. Мислення важливіше за знання, але спостережливість найважливіша. Спостерігаю і роблю те, що вважаю за потрібне. Більшість українців люблять свою країну, хочуть жити в Україні. Багатьох із них образила довоєнна корупція, відома в усіх пострадянських країнах, тому перед війною виїхали в інші країни у пошуках кращого життя. Сьогодні буває, що навіть у загрозливі райони люди повертаються. Вони хочуть там жити.
Пан Войцех багато років був економічним емігрантом у Бельгії. У нього характерна борода та волосся. Пан Войцех багато років був економічним емігрантом у Бельгії. У нього характерна борода і волосся, стригтися і голитися, як він стверджує, буде тільки після закінчення війни. – В одну з моїх поїздок я також взяв із собою коробку віскі, щоб зігріти бійців. І, на мій подив, ніхто з них його в мене не забрав. Відповіли, що "вип'ємо після перемоги". Тому я тримаю своє слово.
jn
Tekst powstał przy wsparciu The German Marshall Fund.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze